
Do sieci trafiło zdjęcie, które miało zostać zrobione tuż przed pożarem w Crans-Montana w Szwajcarii. Internauci pytają jednak, czy kadr jest prawdziwy. W tragedii podczas zabawy sylwestrowej w popularnym kurorcie narciarskim zginęło kilkadziesiąt osób.
Sylwestrowa noc w jednym z najsłynniejszych alpejskich kurortów zamieniła się w scenę jak z koszmaru. W klubie w Crans-Montana, gdzie setki osób witały Nowy Rok, prawdopodobnie to kilka sekund zabawy z zimnymi ogniami wystarczyło, by sufit stanął w płomieniach. Ogień i toksyczny dym zabiły co najmniej 40 osób, a ponad 100 trafiło do szpitali.
Tragedii towarzyszą teraz dwa śledztwa: jedno w sprawie zabezpieczeń przeciwpożarowych, drugie w sprawie zdjęcia, które ma pokazywać moment tuż przed pożarem, a które część ekspertów uznaje za możliwy wytwór sztucznej inteligencji.
Sylwestrowa noc w raju, która zamieniła się w pułapkę
Do dramatu doszło chwilę po północy, w samym środku sylwestrowej zabawy w popularnym lokalu w Crans-Montana. W górskim kurorcie, przyciągającym co roku zamożnych turystów z całego świata, wszystko wyglądało jak podręcznikowy scenariusz udanego wejścia w Nowy Rok: muzyka, tłum gości, pełne stoliki i widok na ośnieżone stoki.
Ten sielankowy obraz w jednej chwili się rozpadł. Świadkowie mówią o nagłym wybuchu paniki, o krzykach i o ciemności, która przyszła razem z gęstym, gryzącym dymem. Ogień rozlał się po suficie z prędkością, której nikt w środku się nie spodziewał, a ludzie znajdujący się dalej od wyjść w praktyce stracili szansę na ucieczkę.
Zimne ognie i łatwopalny sufit to bardzo złe połączenie
Za najbardziej prawdopodobną przyczynę pożaru uznaje się użycie pirotechniki w zamkniętym pomieszczeniu. Na zdjęciu krążącym w mediach społecznościowych widać bawiących się gości, trzymających w górze race i zimne ognie. Nad nimi wykończony materiałami dekoracyjnymi sufit, który mógł działać jak idealne paliwo dla iskier.
Podejrzewa się, że to właśnie kontakt iskier z łatwopalnym wykończeniem – akustyczną pianką lub dekoracjami noworocznymi – uruchomił lawinę zdarzeń. W takich warunkach w zamkniętym klubie dochodzi do zjawiska zwanego rozgorzeniem: temperatura rośnie błyskawicznie, a nagrzane gazy i powierzchnie zaczynają zapalać się niemal jednocześnie. Nawet najlepiej rozmieszczone gaśnice i przeszkolona obsługa nie są w stanie w ciągu kilkunastu sekund odwrócić takiego scenariusza.
Ciasna przestrzeń, nisko poprowadzony sufit, tłum ludzi i materiały, które zamiast spowalniać ogień, go karmią – to wszystko miało sprawić, że lokal stał się śmiertelną pułapką szybciej, niż wielu gości zdążyło zorientować się, co właściwie się dzieje.
Jeden kadr i wiele emocji
Wspomniane zdjęcie budzi wiele emocji. W sieci szybko pojawiły się analizy specjalistów od grafiki i użytkowników zwracających uwagę na nienaturalne detale, choćby na to, co widać na ekranie telefonu jednego z uczestników imprezy.
Część komentujących wprost sugeruje, że fotografia może być przetworzona lub wręcz wygenerowana przez systemy sztucznej inteligencji. Jeśli tak, obraz, który miał być dowodem na lekkomyślność organizatorów lub gości, sam stanie się elementem osobnej historii – o tym, jak w epoce cyfrowej nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia natychmiast oplatają fałszywe kadry.
Na razie nie ma przesądzonej odpowiedzi, czy zdjęcie jest autentyczne. Niezależnie od tego, śledczy koncentrują się przede wszystkim na tym, co wydarzyło się w lokalu: jakie materiały zastosowano przy wykończeniu sufitu, jakie były procedury przeciwpożarowe i kto odpowiadał za wpuszczenie pirotechniki pod dach.
Zobacz także
