
Po ataku USA na Wenezuelę i zatrzymaniu prezydenta Nicolása Maduro administracja Donalda Trumpa ogłosiła "sukces operacji". Jednak coraz głośniej wybrzmiewa pytanie, czy Stany Zjednoczone nie dopuściły się poważnego naruszenia prawa międzynarodowego. Jak podkreślają eksperci cytowani przez "The Guardian", atak może stanowić "zbrodnię agresji" i rażące złamanie Karty Narodów Zjednoczonych.
Donald Trump poinformował w sobotę rano, że amerykańskie wojska przeprowadziły "zakrojony na szeroką skalę atak" na Wenezuelę, zatrzymując prezydenta Nicolása Maduro oraz jego żonę Cilię Flores. Oboje zostali oskarżeni w Nowym Jorku m.in. o terroryzm i handel narkotykami.
Legalność tej operacji jest jednak przez wielu kwestionowana – również w USA. "The Guardian" zapytał czołowych ekspertów prawa międzynarodowego, czy działania USA można uznać za zgodne z obowiązującymi normami.
Atak USA na Wenezuelę a prawo międzynarodowe. Eksperci nie mają wątpliwości
Zdaniem rozmówców dziennika Stany Zjednoczone najprawdopodobniej naruszyły Kartę Narodów Zjednoczonych z 1945 roku, której celem było zapobieżenie kolejnym konfliktom na skalę II wojny światowej. Kluczowy artykuł 2(4) zobowiązuje państwa do powstrzymania się od użycia siły wobec innych krajów oraz do poszanowania ich suwerenności.
Geoffrey Robertson KC, były przewodniczący trybunału ONZ ds. zbrodni wojennych w Sierra Leone, ocenił wprost, że atak na Wenezuelę był sprzeczny z Kartą ONZ. – Ameryka opuściła się zbrodni agresji, którą trybunał w Norymberdze określił jako zbrodnię nadrzędną – najgorszą ze wszystkich – stwierdził.
Podobną ocenę przedstawiła Elvira Domínguez-Redondo, profesorka prawa międzynarodowego na Kingston University, nazywając operację "zbrodnią agresji i bezprawnym użyciem siły wobec innego państwa".
Susan Breau z Institute of Advanced Legal Studies podkreśliła z kolei, że atak mógłby zostać uznany za legalny jedynie w dwóch przypadkach: za zgodą Rady Bezpieczeństwa ONZ lub w ramach samoobrony. – Nie ma absolutnie żadnych dowodów na spełnienie któregokolwiek z tych warunków – stwierdziła.
Czy USA mogą powołać się na samoobronę? "Nie ma na to żadnych dowodów"
Jak podkreślają eksperci "The Guardian", administracja USA prawdopodobnie będzie uzasadniać atak na Wenezuelę samoobroną, argumentując, że uderzenie miało zapobiec zagrożeniu ze strony rzekomej "narkoterrorystycznej organizacji". Jednak według Robertsona "nie ma żadnego możliwego sposobu, by Ameryka mogła potwierdzić – choć zapewne to zrobi – że była to samoobrona".
– Aby się na nią powołać, trzeba mieć rzeczywiste i uczciwe przekonanie, że atak jest bezpośrednio nieuchronny. Nikt nie sugerował, że armia Wenezueli zamierza zaatakować Stany Zjednoczone – podkreślił były przewodniczący trybunału ONZ.
– Trzeba by udowodnić, że ci handlarze narkotyków zagrażali suwerenności USA. Stany Zjednoczone będą przekonywać, że handel narkotykami to plaga – i to prawda. Ale wielu ekspertów prawa międzynarodowego analizowało tę sprawę i nie ma nawet jasnych dowodów, że ci handlarze działali z Wenezueli, tym bardziej że podlegali Maduro – dodała Susan Breau w rozmowie z "The Guardian".
Groźny precedens dla świata. "To ta sama zbrodnia, co agresja Rosji"
Eksperci ostrzegają też przed globalnymi konsekwencjami braku reakcji na działania USA. – Najbardziej oczywistą konsekwencją będzie to, że Chiny mogą wykorzystać okazję do inwazji na Tajwan – stwierdził Robertson, porównując działania Trumpa do agresji Rosji na Ukrainę.
Wątpliwości narastają również wewnątrz samych Stanów Zjednoczonych. Republikański senator Mike Lee napisał na X, że nocne "działania kinetyczne" miały służyć ochronie funkcjonariuszy realizujących nakaz aresztowania i "prawdopodobnie mieszczą się w konstytucyjnych uprawnieniach prezydenta wynikających z artykułu II".
Jednocześnie ten sam senator wcześniej publicznie wyrażał wątpliwości co do konstytucyjnych podstaw ataku, wskazując na brak formalnej zgody Kongresu. Takich głosów w Partii Republikańskiej – partii Trumpa – jest więcej, a podobne pojawiają się także po stronie Demokratów.
Kongresmenka Melanie Stansbury napisała: "Wyraźnie to podkreślmy: te ataki są nielegalne. Prezydent nie ma uprawnień, by wypowiadać wojnę ani prowadzić zakrojone na szeroką skalę działania wojskowe bez zgody Kongresu".
Z kolei senator Bernie Sanders nie gryzł się w język. "Prezydent Trump nie ma konstytucyjnych uprawnień do atakowania innych państw. W czasie, gdy 60 proc. Amerykanów żyje od wypłaty do wypłaty, powinien skupić się na kryzysach wewnętrznych, zakończyć nielegalne wojskowe awanturnictwo i przestać próbować "zarządzać" Wenezuelą w interesie wielkich koncernów naftowych – napisał na X.
Zobacz także
