
Prime MMA znów udowadnia, że granica między promocją gali a patologią bywa wyjątkowo cienka. Podczas poniedziałkowej konferencji przed walką zaplanowaną 10 stycznia doszło do scen, których nie przewidziałby chyba nawet najbardziej kreatywny dział marketingu. Sara "Lasuczita" Sise zaatakowała Mariannę Schreiber... gaśnicą. Celebrytka jest oburzona i trudno się jej dziwić, ale chyba zapomniała, jak sama rozpyliła zawartość gaśnicy na innych ludzi. Jej słowa, że są "granice człowieczeństwa, których się nie przekracza" brzmią w tym kontekście wręcz groteskowo.
Do kuriozalnego zdarzenia doszło jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej konferencji promującej walkę Marianny Schreiber i "Lasuczity" na Prime MMA. Celebrytka opowiadała, że weszła do studia nagrań, powiesiła płaszcz i w tym momencie usłyszała krzyk ze strony rywalki.
Jak opowiadała później w wywiadzie dla FanSportu TV, odwróciła się "z szacunku", co – jak stwierdziła – było błędem. – Jak cię jakieś patusy wołają na ulicy, to się nie odwracasz – powiedziała w swoim stylu.
Marianna Schreiber zaatakowana gaśnicą przez Lasuczitę. "Zaczęłam się dusić"
Wszystko zostało nagrane. Sara "Lasuczita" Sise ruszyła w stronę Marianny Schreiber z gaśnicą, rozpylając proszek bezpośrednio w twarz. Ta relacjonowała, że nie była w stanie się ruszyć. Proszek dostał się do nosa, oczu i ust, a reakcja organizmu była natychmiastowa.
– Ja po prostu zaczęłam chłonąć tę gaśnicę nosem, twarzą, oczami – wszystkim, i momentalnie chciało mi się wymiotować. Zaczęłam kaszleć, dusić się, upadłam na kolana – mówiła. Dodała, że dostała silnego ataku zimna, nie mogła się poruszyć i w efekcie nie była w stanie wziąć udziału w zaplanowanej konfrontacji z rywalką. Mimo tego incydentu Schreiber pojawiła się później na panelu transmitowanym przez Prime MMA.
W wywiadzie dla FanSportu TV Schreiber mówiła o... granicach człowieczeństwa. "Mi nie chodzi o to, że ona mnie psiknęła tą gaśnicą, tylko że psikała mi nią centralnie w twarz. Wydarzyło się zbyt wiele i uważam, że niektórzy na za dużo sobie pozwalają i nie znają granic" – opowiadała.
– Jak można się wobec drugiej osoby tak zachować? Rozumiem, że to są freak fighty i że cokolwiek może się wydarzyć, ale wszystko ma swoje granice. Granice człowieczeństwa, których się nie przekracza, jakieś zasady humanitaryzmu – proste" – grzmiała.
Marianna Schreiber... też atakowała gaśnicą
Słowa Schreiber brzmią wyjątkowo groteskowo, bo sama zrobiła dokładnie to samo i ma na swoim (bogatym) koncie prowokacji atak gaśnicą.
W grudniu 2024 roku Marianna wtargnęła do lokalu przy ulicy Kruczej w Warszawie, gdzie mieści się Gniazdo – Centrum Aktywizmu Klimatycznego. Rozpyliła tam gaśnicę, celując jej zawartością w osoby wewnątrz (tak, również w ich twarz), a następnie rzuciła nią, stwarzając realne zagrożenie – również dla nastoletnich wolontariuszy.
Akcja była przez nią tłumaczona walką z aktywistami ekologicznymi z "Ostatniego Pokolenia", choć – jak później ustalono – Gniazdo... wcale nie jest siedzibą tego ruchu.
"Tak się powinno traktować terro***stów z 'Ostatniego Pokolenia'" – pisała wówczas w mediach społecznościowych, zarzucając aktywistom m.in. blokowanie karetek i narażanie ludzi na śmierć. "Protestuje przeciwko bezwzględnym terror***stom. Protestuję (...) przeciwko bezradności wobec bandytyzmu na niewinnych ludziach" – dodała. Sprawa wywołała skandal i zakończyła się zgłoszeniem Schreiber do prokuratury.
Schreiber nie przeprosiła, nie przeprosiła też Lasuczita, która sprawiała wrażenie dumnej z całej sytuacji. W mediach społecznościowych opublikowała wideo z tytułem: "Krótka lekcja pokory dla Marianny". – Wreszcie odpowie za te wszystkie kłamstwa, za niszczenie ludziom życia i za to, że na biednych ludzi wyleciała z gaśnicą – mówiła wcześniej na filmie.
Schreiber spotkała karma? Tak zawyrokował internet
Zemsty nie warto pochwalać, bo rzadko kiedy prowadzi do czegokolwiek sensownego. Trudno jednak w tym przypadku nie mieć wrażenia, że Mariannę Schreiber spotkała karma – co zresztą masowo piszą internauci po kuriozalnych filmikach z poniedziałkowego eventu Prime MMA. Oczywiście obok krytyki zachowania Sary Sise.
Jest takie stare powiedzenie: "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" – być może tym razem zapadnie Schreiber w pamięć. Być może również "Lasuczita" weźmie je sobie do serca, bo naprawdę nie ma powodu do dumy.
Dodajmy, że atak Schreiber z użyciem gaśnicy miał miejsce dokładnie rok po skandalicznym incydencie w Sejmie, gdy Grzegorz Braun zgasił gaśnicą chanukowe świece. Od tamtych wydarzeń również minął niedawno rok. Pozostaje mieć nadzieję, że Polacy przestaną załatwiać konflikty gaśnicami – naprawdę są inne sposoby konfrontacji.
Zwłaszcza że atak gaśnicą jest niebezpieczny i może prowadzić do poważnych problemów z oddychaniem, podrażnienia oczu, skóry i dróg oddechowych, a w skrajnych przypadkach nawet do utraty przytomności lub poparzeń chemicznych. Pozostaje się cieszyć, że zarówno Marianna Schreiber, jak i aktywiści wyszli z tego bez poważniejszych obrażeń.
Zobacz także
