
Chuchamy i dmuchamy na nasze dzieci. Otaczamy je parasolem ochronnym. Boimy się, by nie wracały same po zmroku. Tymczasem zagrożenie bywa znacznie bliżej. Wystarczy smartfon i konto na TikToku. – Po raz pierwszy widzimy tak wyraźny, pośredni wpływ algorytmów na odebranie sobie życia przez młodych – alarmuje KidsAlert.
Zatyka z przerażenia, gdy w listopadzie pojawiają się informacje o śmierci 12-letniej Marty z Pomorza. Dziewczynka rzuciła się pod pociąg. Tego nie da się objąć rozumem. Jak to możliwe. Dziecko? I to takie, które za kilka dni miałoby zdmuchiwać świeczki na urodzinowym torcie, rozpakowywać prezenty, cieszyć się kolejnym rokiem życia?
Później przedstawiciele aplikacji KidsAlert (to bezpłatne narzędzie skierowane do dorosłych – rodziców, opiekunów oraz nauczycieli – którego celem jest informowanie o bieżących zagrożeniach i niepokojących zjawiskach pojawiających się w internecie - red.) opublikują wpis, z którego wyniknie, że na krótko przed śmiercią dziewczynka repostowała na TikToku około 400 tzw. treści rezygnacyjnych.
Takie właśnie treści podsuwały jej algorytmy: filmy i posty gloryfikujące rezygnację z życia, normalizujące myśli samob*jcze, przedstawiające śmierć jako ulgę oraz wzmacniające poczucie beznadziei, samotności i braku wyjścia.
"Dwa z jej ostatnich postów mają zasięg 2.6 mln oraz 1.1 mln. Łącznie sto ostatnich publikacji Marty to treści przekraczające 7.6 mln zasięgu! Zasięgu, pod którym kryją się inne (jeszcze żyjące!) dzieciaki takie jak ona, udostępniające te same treści rezygnacyjne (czyli takie o planowym zakończeniu życia), tę samą muzykę, ten sam ból istnienia. (..)"- donosi KidsAlert.
Zabójczy algorytm
Od lat wiadomo, że TikTok potrafi szkodzić. Platforma była już wielokrotnie krytykowana m.in. za treści dotyczące zaburzeń odżywiania oraz promowanie niebezpiecznych "wyzwań", które dla dzieci kończą się urazami, a czasem tragedią.
W tym przypadku nie chodziło już tylko o szkodliwe treści w sieci. Dziecko odebrało sobie życie. Ogromna liczba treści rezygnacyjnych, które podsuwał jej TikTok mogła pogłębiać jej kryzys psychiczny, systematycznie wzmacniając poczucie beznadziei i samotności.
przedstawiciele aplikacji KidsAlert
w swoim komunikacie
Negatywne, skrajne treści, które podsuwa TikTok przyciągają uwagę. Uzależniają. Chce się ich więcej i więcej.
To efekt działania algorytmów przypominających mechanizmy gier losowych – działają one zarówno na dorosłych, jak i na dzieci.
A im dłużej się scrolluje, tym większe zyski generuje sama aplikacja. Nawet dorosłym jest trudno przerwać scrollowanie. Ale mimo wszystko mają nad tym większą kontrolę. Dzieciom jest ciężko się od tego oderwać.
Daty śmierci
O TikToku i jego wpływie na dzieci rozmawiam z Dominiką Bucholc, rzeczniczką prasową KidsAlert.
– Nie można uznać TikToka za bezpieczne miejsce – mówi wprost i bez ogródek – Musimy przestać myśleć w kategoriach pojedynczych filmików czy złych zjawisk. To problem całego środowiska – samej platformy i przede wszystkim mechanizmów, które nie są dostosowane do potrzeb i wrażliwości dzieci.
– Co jest dziś największym zagrożeniem? – pytam.
– TikTok działa w oparciu o algorytmy, które wzmacniają treści wywołujące silne emocje. Dla dorosłego użytkownika może być to po prostu angażujące. Dla dziecka, szczególnie będącego w kryzysie emocjonalnym, oznacza to natomiast bardzo szybkie zanurzenie się w treściach przemocowych, sek*ualizujących, rezygnacyjnych lub normalizujących ryzykowne zachowania.
Dominika Bucholc
rzeczniczka prasowa KidsAlert.
TikTok deklaruje, że z platformy mogą korzystać osoby, które ukończyły 13 lat. W praktyce jednak zapisy regulaminu znacząco rozmijają się z rzeczywistością. – Istnieje co prawda funkcja konta z ograniczeniami dla osób małoletnich, jednak nie można ignorować faktu, że z platformy masowo korzystają także dzieci poniżej 13. roku życia – zauważa Dominika Bucholc. – Dziś, podobnie jak na serwisach po***graficznych, wystarczy jedno kliknięcie i dziecko samo może potwierdzić swój wiek.
I podaje twarde dane: – Według badań w grupie wiekowej 7–12 lat z TikToka korzysta ponad półtora miliona użytkowników. Mimo że regulaminowo dostęp do platformy mają osoby od 13. roku życia, w rzeczywistości granica ta jest powszechnie omijana.
– Co powinno się zmienić, aby TikTok i korzystanie z niego przez dzieci było bezpieczniejsze? – dopytuję.
– Po pierwsze, dzieci nie powinny być obecne na TikToku wcale. Do tego potrzebujemy realnych, skutecznych rozwiązań systemowych – przede wszystkim wiarygodnej weryfikacji wieku, której dziś po prostu brakuje. Niezbędne są także domyślne ustawienia ochronne dla małoletnich: nie pozorne funkcje udające kontrolę rodzicielską, lecz rzeczywiste mechanizmy zapewniające bezpieczeństwo. Konieczne są także ograniczenia w działaniu algorytmów wobec młodzieży oraz szybkie reagowanie na zgłoszenia dotyczące zagrożeń – odpowiada Dominika Bucholc.
I dodaje:
– Podstawowa odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci w sieci nie może opierać się wyłącznie na czujności rodziców czy samokontroli dzieci.
Jak podkreśla, aplikacja KidsAlert zajmuje się monitorowaniem groźnych zjawisk – a te często nie są tym, czym wydają się dorosłym.
– Dorośli postrzegają zjawiska jako taneczne wyzwania czy trendy muzyczne. Tymczasem w rzeczywistości znaczenie niektórych z nich jest znacznie poważniejsze. Rodzice muszą wiedzieć, że jest to krzywda opakowana w rozrywkę.
Przykład?
– Pojawiło się bardzo niebezpieczne zjawisko "Moja data", w którym nastolatkowie publikowali daty swojej śmierci – mówi Bucholc.
Młodzi użytkownicy publikowali materiały sugerujące chęć rezygnacji z życia. Treści te zaczęły szerzej krążyć w sieci jesienią, szczególnie w październiku. Miesiąc później na Pomorzu doszło do śmierci 15-letniego chłopca, 13-latki oraz wspomnianej na początku tekstu 12-letniej Marty. Wszystkie dzieci na TikToku zetknęły się z podobnymi przekazami.
Co możemy zrobić, by dzieci czuły się bezpieczniej?
– Przede wszystkim trzeba o tych zagrożeniach mówić głośno. KidsAlert działa po to, by alarmować rodziców, bo to właśnie oni są pierwszą i najważniejszą linią obrony w rozwoju dziecka. Kluczowe są rozmowy z dziećmi – a realną ochronę może zapewnić tylko połączenie mądrej edukacji w szkołach, zaangażowania rodziców oraz rzeczywistych, systemowych ograniczeń – podsumowuje Dominika Bucholc.
I tutaj moglibyśmy pójść śladem Australii, która ustaliła, że minimalny wiek użytkownika to 16 lat. Jeśli państwo potrafi regulować sprzedaż alkoholu czy prowadzenie samochodu, powinno również chronić dzieci przed cyfrowymi zagrożeniami.
Zobacz także
