Horror pasażera. "Wsiadam do taksówki i słyszę: Poprowadzi mnie pan?"

Horror pasażera taksówki: "czy mnie pan poprowadzi?".
Horror pasażera taksówki: "czy mnie pan poprowadzi?". fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Spieszysz się, zamawiasz taksówkę. Kiedy do niej wbiegasz, kierowca prosi cię żebyś go poprowadził, a później i tak skręca w złą stronę. Taka historia spotkała producenta internetowych wideo, Krzysztofa Gonciarza. Czasy, kiedy taksówkarz musiał znać miasto, minęły bezpowrotnie?


"Wsiadam do taksówki, spiesząc się, mówię "na dworzec", a typ wystraszony: "poprowadzi mnie pan? Dopiero zaczynam". Na pierwszym skrzyżowaniu pojechaliśmy w złą stronę, Pociąg już niedługo. #yolo" – taki opis przygody z taksówkarzem zamieścił na Facebooku producent internetowego wideo Krzysztof Gonciarz. I choć później dodał, że historia skończyła się dobrze, bo na pociąg udało mu się zdążyć, wpis polubiło blisko dwieście osób. Nic dziwnego, bo z podobną sytuacją spotkał się już chyba każdy pasażer. Czasy, w których taksówkarz był encyklopedią wiedzy o mieście minęły bezpowrotnie?


Pan mnie zagiął
– Drużynowa? O, to mnie pan zagiął – tak taksówkarz zareagował, kiedy do redakcji próbował dojechać Michał Mańkowski, jeden z naszych wydawców. – Nie było wyjścia, musiałem gościa prowadzić – wspomina.

Takie sytuacje nie należą do rzadkości. I to niekoniecznie w kwestii dojazdu na tak niewielkie uliczki, jak nasza. Ania, pracuje przy ul. Domaniewskiej: – Ja taksówkarza prowadziłam kiedyś do ul. Puławskiej (jednej z największych arterii w Warszawie).


O jakości usług taksówkarskich dyskutowaliśmy też jakiś czas temu w naTemat. Choć większość była zdania, że usługa powinna być przede wszystkim tania, niektórzy zwracali jednak uwagę na to, jak ważna w kluczowych momentach jest jakość:

Krzysztof
komentarz pod tekstem "Korki i nerwy"

To nie jest sobie taki zwykły zawód. Kierowca bez GPS powinien znać dobrze miasto, powinien umieć pomóc klientowi w załatwieniu pewnych spraw, powinna istnieć rękojmia jego właściwego zachowania (nie okradnie pijanego klienta, oddać zgubę) no i mieć odpowiedni samochód, umieć udzielić pomocy medycznej w nagłych wypadkach i jakoś dogadać się w obcym języku z pasażerem. A tak każdy "cham do pługa" kupi sobie rzęcha i będzie woził na GPS klientów po mieście.


Licencja na jedno miasto
W rozmowach z dziennikarzami mówią o tym także sami taksówkarze. Michał Więckowski, przewodniczący mazowieckiej "Solidarności" sam jeździ w Warszawie. W rozmowie z Polskim Radiem zapewniał, że nigdy nie zdecydowałby się na świadczenie tych usług w innym mieście. Nawet jeśli posiadałby najlepszą nawigację.


Michał Więckowski
taksówkarz w rozmowie z Polskim Radiem

Każde miasto ma swoją specyfikę. Ja jestem warszawskim taksówkarzem i ja nie wyobrażam sobie, że dzisiaj mógłbym zostać w Krakowie taksówkarzem, nawet mając najlepszego GPS-a. Nie znam tego miasta, nie znam specyfiki miasta, nie znam układu ulic, nie znam układu świateł, wielu, wielu innych rzeczy nie znam i nawet jeśli mówimy o Krakowie, ale też i w Tomaszowie Mazowieckim nie podjąłbym się tego zawodu na dzień dzisiejszy, nie mieszkając w tym mieście, nie znając tego miasta.


Faktycznie, na dobrego taksówkarza zwykle mamy nadzieję, kiedy jesteśmy w palącej potrzebie: spóźniamy się, musimy poradzić sobie z nagłą sytuacją. Wtedy nie wystarczy GPS. Potrzebna staje się znajomość objazdów (niekoniecznie najkrótszych, ale na pewno najszybszych), skrótów, bocznych uliczek.

Warszawa jak Londyn
Z takiego założenia wychodzą taksówkarze na przykład w Londynie. Tam wszystkie taksówki są zarejestrowane, a kierujący nimi pracownicy korporacji muszą doskonale orientować się w miejskiej topografii. Firmy same przeprowadzają egzaminy. Najbardziej rygorystycznie traktowani są kierowcy tak zwanych czarnych taksówek, które jeżdżą w centrum. Żeby móc usiąść za kierownicą takiego wozu, trzeba uczyć się układu blisko 10 tys. ulic. Rekordziści podchodzą do testu po kilkanaście razy.

Takich rygorów w Polsce nie ma. W ubiegłym roku były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin chciał zderegulować zawód taksówkarza, ale kierowcy rozpoczęli wielki protest, podczas którego zablokowali główne ulice stolicy. Osiągnęli swój cel. Rząd z deregulacji zrezygnował, pozostawiając samorządom możliwość prowadzenia egzaminów na licencje taksówkarskie.

Jak zapewnia Agata Wieczorek z Wawa Taxi, przynajmniej w stolicy takie egzaminy to standard. – Taksówkarz starający się o licencję musi zdać test ogólny, w którym są między innymi pytania odnośnie topografii. W teorii bowiem każdy taksówkarz musi znać miasto – mówi. Dodaje jednak, że testy bywają niedoskonałe, dlatego korporacje dokładają do tego także własne egzaminy. – W naszej korporacji każdy nowy pracownik przechodzi przechodzi szereg szkoleń, także z układu ulic. Dotyczy to zarówno taksówkarzy, jak i dyspozytorów. Bo, jeśli klient mówi: "chciałbym taksówkę pod Pałac Kultury", przecież trzeba wiedzieć, by zapytać go, z której strony.

Agata Wieczorek zapewnia, że na tym jednak firmy nie poprzestają. – Urządzamy też weryfikacje. Robimy kontrolowane, nieoficjalne przejazdy, w trakcie których oceniamy pracę taksówkarzy – mówi i dodaje, żeby jednak czasem okazać wyrozumiałość. – Trzeba pamiętać, że taksówkarze są ludźmi, nie maszynami. I im też zdarza się czegoś nie wiedzieć.

A czy Wam zdarzyły się jakieś taksówkowe wpadki? Przeszkadza Wam, że taksówkarz jeździ z GPS?

Czytaj także:

Taksówkarze sparaliżowali miasta i zirytowali kierowców. O co im chodzi?

Taksówkarze kłamią? Konfrontujemy argumenty związku zawodowego i eksperta