Sąsiedzi naciskają na Donalda Tuska, by Polska wróciła do V4.
Sąsiedzi naciskają na Donalda Tuska, by Polska wróciła do V4. Fot. Rafal Olkis, Shutterstock; Kancelaria Premiera, flickr; montaż: naTemat

Donald Tusk coraz wyraźniej słyszy z regionu jedno żądanie: wróćcie do stołu Grupy Wyszehradzkiej. Szefowie rządów Czech i Słowacji zapowiadają, że wspólnie spróbują przekonać Warszawę do odblokowania współpracy w V4, mimo napięć między Polską a Węgrami.

REKLAMA

Podczas pierwszej dwustronnej wizyty nowego czeskiego premiera w Bratysławie obaj szefowie rządów jasno zadeklarowali, że zamierzają tchnąć nowe życie w Grupę Wyszehradzką. Ten nieformalny sojusz Polski, Czech, Słowacji i Węgier przez lata służył jako regionalna platforma uzgadniania stanowisk przed kluczowymi decyzjami w Unii Europejskiej.

Dziś V4 istnieje głównie na papierze, a głównym powodem jest konflikt polityczny na linii Warszawa-Budapeszt. To właśnie do tej kwestii nawiązywał czeski premier, gdy relacjonował rozmowy z Donaldem Tuskiem na marginesie spotkań unijnych w Brukseli oraz paryskiej koalicji chętnych. Jasno wskazał, że to napięte relacje z Węgrami są główną przeszkodą dla powrotu Polski do aktywnej gry w wyszehradzkim formacie.

Polska jako kluczowy gracz w Grupie Wyszehradzkiej

W wypowiedziach po spotkaniu w Bratysławie wielokrotnie padał jeden wątek. Bez Polski V4 nie odzyska swojej dawnej pozycji. Czeski premier podkreślał, że w jego ocenie to właśnie Warszawa od zawsze była najsilniejszym ogniwem wyszehradzkiej układanki – zarówno pod względem potencjału gospodarczego, jak i politycznej wagi w UE.

Przypomniał przy tym, że w przeszłości państwa V4 potrafiły działać jak dobrze zgrany blok. Współpracowały przy sprzeciwie wobec obowiązkowych kwot relokacji migrantów, a także przy części negocjacji dotyczących polityki klimatycznej, gdy wspólnie domagały się większej elastyczności dla gospodarek opartych na węglu i energochłonnym przemyśle.

Dzisiejszy apel do Donalda Tuska to w praktyce prośba o powrót do tamtego modelu: cztery kraje, jeden regionalny głos, który w Brukseli trudniej zignorować. Sygnał wysłany z Pragi i Bratysławy jest czytelny: bez aktywnej Polski V4 nie będzie już realnym narzędziem wpływu, a jedynie wspomnieniem dawnego projektu.

Słowacja przejmuje stery

Dodatkowym motorem tego wyszehradzkiego restartu ma być zbliżająca się słowacka prezydencja w V4. Od lipca to właśnie Bratysława przejmie rotacyjne przewodnictwo w grupie. Słowacki premier zapowiedział, że chce wykorzystać ten moment do odbudowy znaczenia formatu i przywrócenia mu "siły, jaką miał w przeszłości".

Ma to oznaczać intensyfikację spotkań na różnych szczeblach – od szefów rządów, przez ministrów, po ekspertów pracujących nad wspólnymi stanowiskami. Najważniejszym elementem tej układanki ma być jednak decyzja Donalda Tuska, czy Warszawa jest gotowa usiąść przy tym stole na nowych zasadach – z naciskiem na pragmatyczną współpracę w sprawach Unii, zamiast reanimowania politycznych sojuszy z czasów poprzednich rządów.

Czesi i Słowacy porządkują własne relacje

Symboliczne jest także to, że na tle apelu do Polski Czesi i Słowacy porządkują własne stosunki po okresie chłodu. Oba rządy uzgodniły powrót do wspólnych posiedzeń gabinetów – formatu, który poprzednia czeska ekipa zawiesiła po kontrowersyjnym spotkaniu szefa słowackiej dyplomacji z ministrem spraw zagranicznych Rosji w marcu 2024 r.

Nowy czeski premier, zgodnie z wieloletnią tradycją, swoją pierwszą wizytę złożył właśnie w Bratysławie. Ma to pokazywać, że mimo sporów o politykę wobec Rosji czy Ukrainy, oś Praga-Bratysława nadal postrzega siebie jako naturalnych partnerów i chce znów występować razem także na forum V4.

Dopiero na tym tle widać pełną wagę apelu kierowanego do Warszawy. Czechy i Słowacja próbują najpierw posprzątać własne podwórko i dopiero potem namawiać Polskę do powrotu do gry w czteroosobowym składzie.