Dlaczego wróble znikają z miast?
Dlaczego wróble znikają z miast? Shutterstock.com/gertvansanten

Jeszcze nie tak dawno mieszkańcy miast natykali się na wróble niemal na każdym kroku. Od pewnego czasu te pospolite niegdyś ptaki znikają. Dlaczego tak się dzieje i jak uratować wróble w miastach? Przyjrzeliśmy się temu.

REKLAMA

Wróble w Polsce to w zasadzie przedstawiciele dwóch gatunków: wróbel zwyczajny, zwany też domowym (Passer domesticus), a także wróbel polny, inaczej mazurek (Passer montanus). W mieście najczęściej możemy natknąć się na te pierwsze ptaki, i to właśnie ich liczebność spada.

Wróbel znika nie tylko z Polski. Dlaczego?

Jeszcze nie tak dawno niewielkie ptaki licznie występowały we wszystkich miastach, ba – można je było dostrzec w zasadzie na każdym kroku. Coś się jednak zmieniło i wróble zwyczajne (czy też domowe) stanowią dziś znacznie rzadszy widok. Co odpowiada za ten stan rzeczy? Eksperci wskazują kilka prawdopodobnych czynników.

Podobną tendencję zaobserwowano nie tylko w Polsce. W Indiach, gdzie również żyją wróble (oba gatunki wymienione na początku artykułu, czyli zarówno domowe, jak i polne), naukowcy postanowili przyjrzeć się kwestii znikania tych ptaków. Najnowsze badania pod nadzorem Indyjskiego Instytutu Edukacji Naukowej i Badań w Bhopalu prowadzone są od 2024 roku.

W ramach tych analiz eksperci zauważyli, że wysiłek rodzicielski miejskich wróbli, w przeważającym stopniu samic, jest wyższy niż ten podejmowany przez ptaki z terenów wiejskich. Nie przekłada się on na wyniki przeżywalności: odnotowano, że ponad 60 proc. piskląt żyjących na obszarach wiejskich opuściło gniazda, podczas gdy w miastach wynik ten wynosił zaledwie 42 proc.

Warto nadmienić, że nie jest to pierwszy raz, kiedy wróbel mierzy się z problemami. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku dużą trudność stanowił spadek dostępności owsa, który nastąpił ze względu na wypieranie transportu konnego przez samochodowy. W przeszłości zwierzętom udało się przezwyciężyć kryzys.

Obecny spadek liczebności tych ptaków rozpoczął się, jak wskazuje Onet, powołując się na informacje z PTOP "Salamandra", w latach 70. XX wieku. Według przedstawionych danych w Finlandii, Niemczech oraz Holandii populacja wróbli spadła o ok. 40-60 proc., tymczasem w Wielkiej Brytanii od 1977 roku ich liczebność zmalała o ok. 70 proc.

Naukowcy nie są jednogłośni, jeśli chodzi o przyczyny tego stanu rzeczy. Jako przypuszczalne powody podaje się m.in. zmniejszenie populacji stawonogów, którymi żywią się pisklęta, a także zanieczyszczenia. Wskazuje się, że znaczenie odgrywać mogą również rosnący poziom miejskiego hałasu, mniejsza liczba terenów zielonych (i częste koszenie trawy) oraz... ogólny porządek. Te ostatnie czynniki utrudniają wróblom domowym zdobywanie pokarmu.

Dodajmy do tego kolejne punkty, w tym presję większych drapieżników. Na niewielkie ptaki polują między innymi koty (zarówno właścicielskie, te wychodzące, jak i zdziczałe), krogulce, sroki i wrony. Problem stanowi również ocieplanie budynków, co ogranicza możliwości gniazdowania tych zwierząt (wróble chętnie zajmują szczeliny budynków).

Jak uratować wróble w miastach?

Zdaniem ornitologa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, prof. Tadeusza Mizery, nie da się odwrócić trendu znikania wróbli z miast. Można jednak podjąć wysiłki, które mogłyby go zatrzymać.

Przy ocieplaniu budynków muszą być robione ekspertyzy ornitologiczne, które wskazują, ile było ptaków i ile dla nich zawiesić skrzynek lęgowych jako rekompensatę przyrodniczą. Promuje się tzw. kwietne łąki, ale to jest kropla w morzu potrzeb – wytłumaczył na antenie Polskiego Radia 24.

Konkretne działania mające na celu pomoc wróblom wymienia także prof. Grzegorz Grzywaczewski z Katedry Zoologii i Ekologii Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.

Czy możemy pomóc wróblom? Wystarczy konstruować proste budki lęgowe, które możemy wywieszać na budynkach, ale też na otwartych pniach drzew. Wróble bardzo chętnie je wykorzystują – wskazuje cytowany przez Radio Lublin ekspert i dodaje: – A szersza perspektywa to współpraca z architektami. Są takie rozwiązania, że w niektórych częściach budynków moglibyśmy zostawiać przestrzenie, w których wróbel mógłby sobie zbudować gniazdo.

Prof. Grzywaczewski przytoczył także pewną historię, która pokazuje, jak ważnym elementem ekosystemu są niepozorne wróble.

– Jest słynna historia, gdzie w Chinach uznano, że wróbel jest szkodnikiem, który zjada zboża i postanowiono go wytępić. Zniszczono bardzo dużo część populacji; spadła ona prawie do zera. Ale konsekwencją było to, że za chwilę owady, którymi żywiły się wróble, zaczęły atakować uprawy. Dopiero wtedy się zorientowano, że to był zły pomysł, bo pomimo tego, iż ptak ten ma jakiś negatywny wpływ dla człowieka, bo zjada nasiona, to w konsekwencji jest pozytywny – wyjaśnił.

Czy uda się zahamować znikanie tych zwierząt z miast? Odpowiedź na to pytanie poznamy zapewne w kolejnych latach. Wszystko wskazuje na to, że dalsze losy wróbli domowych są w naszych rękach.