
Internet oszalał na punkcie #2016challenge. Użytkownicy w mediach społecznościowych wrzucają stare zdjęcia, opisują, co wtedy robili, jak się ubierali i co było dla nich ważne. "Ale to były czasy" – wspominają z sentymentem. – My tę rzeczywistość upiększamy – mówi wprost Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka.
To prawdziwa podróż w czasie. Pełna nostalgii, kolorów, stylów i smaków sprzed dziesięciu lat. Często stonowanych, prostych i klasycznych. W mediach społecznościowych chętnie wracamy do 2016 roku.
Byliśmy tacy młodzi, tacy inni. Już zanurzeni w internecie, ale jeszcze nieuwiązani na smyczy algorytmów. Nie wrzucaliśmy relacji na Facebooku, bo nie było nawet takiej opcji. Nie kręciliśmy rolek. Ale za to chętnie dzieliliśmy się zdjęciami opatrzonymi opisami "wakacyjnie", "świątecznie", "z chrześniakiem". Nie pytaliśmy rodziców o zgodę, bo niewiele mówiło się wtedy o sharetingu.
Biegacze na mecie gryźli medale i publikowali kadry z tego gestu jako symbol zwycięstwa.
Taka była wtedy moda.
Bawiliśmy się filtrami na Snapchacie, doczepialiśmy sobie zabawne noski. Nosiliśmy rurki, koniecznie z dziurami na kolanach. Kobiety uwielbiały naszyjniki – chokery.
Niektórzy łapali Pokemony, inni po prostu włóczyli się bez celu. Ze słuchawek zwisał kabel. Nuciliśmy "Deszcz na betonie" Taco Hemingwaya.
Tak wyglądał 2016 rok.
Dziś użytkownicy social mediów cofają się o dekadę i wspominają tamten czas. Media społecznościowe zalewa hashtag #2016.
"Ależ wtedy było"
Jedni rozpisują się szczegółowo, przywołując wspomnienia i opisy chwil sprzed dekady, inni ograniczają się do krótkich notek albo samych zdjęć, opatrując je hasztagami: #2016 #2016challenge.
W wyzwaniu biorą udział i gwiazdy, i zwyczajni użytkownicy mediów społecznościowych. Często wybrzmiewa w ich opowieściach nostalgia za tamtym czasem.
Nic dziwnego – nie bombardowały nas nieustannie powiadomienia. Wciąż wybieraliśmy spotkania z ludźmi zamiast wieczorów przed Netflixem. Z wypiekami na twarzy czekaliśmy, aż smartwatche wejdą na rynek. Nie płaciliśmy jeszcze telefonami. Byliśmy nowocześni, ale tak w sam raz: wystarczająco, żeby się cieszyć, za mało, żeby całkowicie wpaść w tryb bycia online non-stop. Telefon był narzędziem, a nie całym naszym światem.
Dlatego czytamy dzisiaj w mediach społecznościowych:
"Fajnie było wtedy być nastolatką, w koszuli w kratę, filtrem pieska (modne na Snapchacie- red.) i w rurkach, których teraz prawie nikt nie nosi"
"Ale to były czasy"
"2016 powraca"
"Chciałabym, aby znów był 2016"
Pisarz Jakub Żulczyk dodał na Facebooku wpis w swoim stylu: "W 2016 napisałem jakieś 90 procent powieści "Wzgórze Psów". Męczyłem się przy niej potwornie, parę razy chciałem rzucić ją w diabły, dużą część tekstu skasowałem i zacząłem pisać od nowa. Jeszcze nigdy nie pisałem tak dużej i złożonej powieści. No ale czytacie ją i kupujecie po dziś dzień, więc chyba było warto"
Bartek "Świeży" Laskowski, influencer, napisał krótko: "Miałem wtedy 18 lat. Wyglądam?" I zamieścił swoje zdjęcia z tamtego czasu.
Swoim wspomnieniem podzieliła się też m.in. Agnieszka Łyczakowska znana ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia".
"Dużo podróżowałam, chodziłam po górach i zdobywałam szczyty, trenowałam w swoim klubie, brałam udział w runmageddonach i pracowałam w korporacji międzynarodowej (..) – opisuje.
Wokalistka i aktorka Julia Wieniawa również dołączyła do tego trendu. Podzieliła się m.in. kadrami z "Rodzinki.pl" z tamtych lat.
Psycholożka: "Nostalgia jest cenna, ale..."
Czy naprawdę w 2016 roku było nam lepiej niż teraz?
– My tę rzeczywistość upiększamy – mówi wprost Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka. – Nasz mózg ma fantastyczną zdolność ochrony: dba o to, żebyśmy jak najmniej pamiętali negatywnych rzeczy. Lepiej pamiętamy wydarzenia pozytywne. Oczywiście, jeśli wydarzyło się coś naprawdę strasznego, to pozostaje to w pamięci, ale cała reszta kiepskich dni, które nie były aż tak dramatyczne, po prostu się zaciera. W ten sposób nasze mózgi nas oszukują, dlatego nostalgia zawsze będzie obecna w naszym życiu.
I dodaje: – Czasami w rodzinie słyszę: "Za komuny było lepiej". Wtedy zastanawiam się, co tak naprawdę było wtedy lepsze? Teraz mamy coraz większe możliwości, jesteśmy bardziej mobilni, a wiele rzeczy ułatwia nam technologia.
Żaneta Rachwaniec
psycholożka, socjolożka
Zwolennicy trendu 2016 wskazują, że ten czas był lepszy, bo przed koronawirusem czy pełnoskalową wojną w Ukrainie. Mniej bodźców, mniej zagrożeń.
– Koronawirus był datą graniczną dla całego świata – zauważa Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka. – Wstrząsnęło nami to wydarzenie. Wydawało nam się, że epidemie to coś, co już minęło na zawsze. To skonfrontowało nas z faktem, że nie jesteśmy nieśmiertelni ani niezniszczalni, jak nam się wcześniej wydawało. Jeśli chodzi o wojnę, choć nie dotyczyła całej Ukrainy, to przecież na Krymie toczyły się walki.
Rachwaniec wyjaśnia, że mamy do czynienia ze zjawiskiem heurystyki dostępności – nasz mózg podsuwa przykłady najbardziej widoczne, o których najczęściej słyszymy.
– Gdybyśmy cofnęli się w czasie, też mielibyśmy powody do niepokoju, tylko dziś ich nie pamiętamy. Kiedy wchodziliśmy w 2000 rok, baliśmy się, że komputery przestaną działać. Każdy okres w życiu ma swoje wyzwania i trudności – podkreśla.
Jak zauważa, 10 lat w naszym życiu to sporo czasu. Zmienia się sprawność fizyczna, pojawiają się zmarszczki. Nic więc dziwnego, że zwłaszcza kobiety, patrząc w lustro, tęsknią za swoją młodością.
Psycholożka zachęca swoich pacjentów do prowadzenia "zeszytów emocji i samopoczucia" lub używania do tego telefonu.
– Mój przypomina mi dwa razy dziennie, żeby zapisać swój nastrój. Robię to od dawna i mogę porównać, jak się czułam przez lata, kiedy i jaka jest średnia. I co się okazuje? Różnice naprawdę nie są aż tak duże.
Czy z tego trendu możemy zabrać coś dobrego dla siebie?
– Nostalgia jest cenna, kiedy prowadzi do pozytywnych refleksji – podkreśla Rachwaniec. – Nie chodzi o to, że "wtedy było lepiej, a teraz jest źle". Raczej, żeby się przyjrzeć temu: co wtedy robiłam, co było fajne i co mogę wprowadzić do życia dziś? Może częściej spotykałam się z przyjaciółmi zamiast tylko z nimi online? Warto to wykorzystać i umawiać się na spotkania raz w tygodniu lub raz w miesiącu.
I dodaje:
– Takie refleksje pomagają dostrzec, co dawało radość kiedyś, a dziś mogę to odtworzyć. Chodzi o to, żeby nie wpaść w marazm, lecz znaleźć w przeszłości inspirację dla siebie tu i teraz.
Zobacz także
