
Zorza polarna rozlała się nad całą Polską. Zielone i purpurowe wstęgi tańczyły na niebie od Bałtyku po Sudety, nawet nad Poznaniem.
To była noc, w której Polska na chwilę przeniosła się pod koło podbiegunowe. Po silnym rozbłysku na Słońcu i uderzeniu wyrzutu plazmy w ziemską magnetosferę nad naszym krajem rozlała się wyjątkowo intensywna zorza polarna. Kolorowe wstęgi były widoczne niemal w całej Polsce, a w poznańskim niebie dało się je oglądać gołym okiem mimo miejskich świateł.
Kulminacja między 22:00 a północą
Najbardziej efektowny fragment nocy przypadł na przedział mniej więcej między 22:00 a 24:00. To wtedy nad północnym horyzontem pojawiły się wyraźne wstęgi i pionowe słupy światła, które co kilka minut zmieniały kształt, jasność i zasięg.
W wielu lokalizacjach zorza nie ograniczała się jedynie do niskich partii nieba. Struktury sięgały wysoko, miejscami podchodząc aż w okolice zenitu. Na zdjęciach z długim czasem naświetlania widać gęstą sieć włókien i smużek, ale tym razem sporo dało się dostrzec także bez aparatów – wystarczyło odwrócić wzrok od ulicznych latarni.
Jak pisze portal nocneniebo.pl w Poznaniu zorza była widoczna dosłownie gołym okiem mimo intensywnego zaświetlenia miasta. Obserwatorzy relacjonowali, że delikatną zieloną kurtynę dało się rozpoznać nawet z balkonów i miejskich skwerów, a chwilami na tle nieba pojawiały się wyraźniejsze smugi i promienie. Po północy aktywność stopniowo gasła, a struktury stawały się coraz bledsze, aż zorza zniknęła w świetle gwiazd.
Kolory zorzy: od zieleni po purpurę
Dominującą barwą tej nocy pozostawała zieleń. To charakterystyczny kolor emisji atomów tlenu na wysokości około 100-150 km nad powierzchnią Ziemi. To właśnie ona tworzy dobrze znane miękkie kurtyny, które kojarzymy z fotografii z Islandii czy Laponii.
Tym razem jednak wiele relacji i zdjęć zwraca uwagę także na czerwone oraz purpurowe poświaty unoszące się wyżej, nad zielonymi pasmami. Te barwy wiążą się z emisjami w rozrzedzonych, wyższych warstwach atmosfery i zwykle pojawiają się dopiero przy wyjątkowo silnych zaburzeniach geomagnetycznych. Ich obecność nad Polską jest wyraźnym sygnałem, że burza, która uderzyła w magnetosferę, należała do naprawdę mocnych.
Od rozbłysku na Słońcu do tańca świateł nad Polską
Spektakl na niebie nie był przypadkiem, lecz bezpośrednim skutkiem bardzo aktywnego Słońca. W poprzednich dniach na tarczy słonecznej doszło do silnego rozbłysku typu X i związanego z nim wyrzutu koronalnego – chmury plazmy wyrzuconej w przestrzeń międzyplanetarną.
Gdy ta plazma dotarła w okolice Ziemi, zderzyła się z ziemskim polem magnetycznym i wywołała burzę geomagnetyczną. W efekcie linie pola magnetycznego zostały silnie "rozkołysane", a naładowane cząstki zaczęły wnikać w górne warstwy atmosfery w rejonach biegunowych.
To właśnie tam, w jonosferze, zderzenia tych cząstek z atomami tlenu i azotu wywołują świecenie gazu. Jest to zjawisko, które obserwujemy jako zorzę polarną. Im silniejsza burza, tym dalej na południe przesuwa się tzw. owal zorzowy. Tej nocy przesunął się na tyle, że objął swoim zasięgiem nie tylko Skandynawię, ale i Europę Środkową, w tym Polskę.
Dlaczego takie zorze w Polsce zdarzają się rzadko?
Na co dzień Polska leży poza główną strefą występowania zórz. Większość burz geomagnetycznych jest zbyt słaba, by owal zorzowy dotarł aż nad nasze szerokości geograficzne. Zwykle zyskują na tym mieszkańcy Islandii, północnej Norwegii czy Kanady, którzy podobne spektakle mogą oglądać kilkadziesiąt razy w roku.
Aby zorza pojawiła się nad Polską w tak efektownej formie, musi się złożyć kilka czynników: silny rozbłysk na Słońcu, odpowiednio skierowany wyrzut plazmy oraz sprzyjająca orientacja pola magnetycznego w docierającej do nas chmurze. Dopiero wtedy energia słonecznej burzy może "otworzyć drzwi" do magnetosfery na tyle szeroko, by rozświetlić niebo nad Europą Środkową.
Takie noce wciąż pozostają wyjątkiem, ale trwający maksimum aktywności słonecznej cykl zwiększa szansę na podobne zjawiska w najbliższych miesiącach. Astronomowie i łowcy zórz uważnie śledzą więc komunikaty o mocnych rozbłyskach i prognozy burz geomagnetycznych, bo to one decydują, czy kolejny raz zobaczymy nad Polską "zasłony" światła.
Zobacz także
