Francis Buchholz, Scorpions
Francis Buchholz zmarł w wieku 71 lat Fot. Wikimedia / MrPanyGoff

Francis Buchholz, legendarny basista zespołu Scorpions i współtwórca jego światowego sukcesu, zmarł 22 stycznia walce z chorobą nowotworową. Informację o jego śmierci przekazała rodzina muzyka w poruszającym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

REKLAMA

"Z ogromnym smutkiem i ciężkim sercem dzielimy się wiadomością, że nasz ukochany Francis odszedł wczoraj, po prywatnej walce z rakiem. Odszedł spokojnie, otoczony miłością" – napisała rodzina artysty, żona Hella oraz dzieci Sebastian, Louisa i Marietta, w poście na Facebooku. W dalszej części podkreślili, że przez cały czas byli przy nim, mierząc się z chorobą wspólnie, "dokładnie tak, jak nauczył ich tego Francis".

Bliscy muzyka zwrócili się również do jego fanow na całym świecie, dziękując im za wieloletnie wsparcie, lojalność i wiarę, jaką obdarzali artystę przez całą jego karierę. "Daliście mu cały świat, a on oddał wam swoją muzykę" – czytamy w oświadczeniu, które kończy się symbolicznymi słowami: "Choć struny zamilkły, jego dusza pozostaje w każdej nucie, którą zagrał, i w każdym życiu, którego dotknął".

Francis Buchholz nie żyje. Był filarem zespołu Scorpions

Francis Buchholz urodził się 19 lutego 1954 roku w Hanowerze. Swoją muzyczną drogę rozpoczął w hardrockowej formacji Dawn Road, gdzie grał u boku gitarzysty Uliego Jona Rotha. Obaj muzycy dołączyli następnie do Scorpions, debiutując z zespołem na albumie "Fly to the Rainbow" z 1974 roku.

Choć Roth opuścił grupę pod koniec lat 70., Buchholz pozostał jej filarem aż do 1992 roku. W tym czasie Scorpions nagrali swoje najbardziej kultowe płyty, w tym "Love Drive", "Blackout "i "Love at First Sting", a także klasyczne albumy koncertowe "Tokyo Tapes" i "World Wide Live".

Ostatnim studyjnym wydawnictwem Buchholza z zespołem było "Crazy World" z 1990 roku, na którym znalazł się jego jedyny współautorski utwór dla Scorpions – "Kicks After Six".

Po rozstaniu z zespołem Buchholz nie zwolnił tempa. Regularnie koncertował, współpracował ponownie z Ulim Jonem Rothem, nagrywał z zespołem Dreamtide, a w kolejnych latach dołączył do projektu Michael Schenker’s Temple of Rock, z którym stworzył albumy "Bridge the Gap" i "Spirit on a Mission".

W jednym z wywiadów wspominał, że najcenniejsze były dla niego nie pojedyncze momenty, lecz tysiące koncertów granych na całym świecie. – Nie da się wskazać jednego największego. Było ich zbyt wiele – mówił.