
14 lutego obchodzić będziemy walentynki, święto zakochanych. Dla tych, którzy nie są w związkach – albo po prostu chcą się pośmiać – to również może być udany dzień. Zoo w Łodzi oferuje możliwość sprawienia eks "prezentu": karaczana. Spokojnie, nikt nie przewiduje, że zabierzecie go do domu. To "adopcja z misją".
To już kolejna nietypowa akcja łódzkiego ogrodu zoologicznego, która odbiła się głośnym echem w sieci. W tym roku walentynki ponownie mogą stać się udanym świętem nie tylko dla par, ale i dla tych osób, które chcą zamknąć pewien rozdział, na przykład po doznanym zawodzie uczuciowym.
Adopcja karaczana w "prezencie" dla eks. Surykatka "załatwi sprawę"
"'Nakarm surykatkę swoim ex!' – nietypowa adopcja z misją" – czytamy na oficjalnej stronie Orientarium ZOO Łódź. Do komunikatu dołączono również plakat, na którym widzimy właśnie surykatkę podczas konsumpcji owada.
"Miłość przeminęła, apetyt pozostał. Nazwij karaczana imieniem swojego ex! Surykatka zamknie rozdział!" – zachęca łódzkie zoo. W komunikacie wskazano adresatów: osoby, które nie "czują" walentynkowego klimatu, a także te przeżywające rozstania. Chętni mogą nazwać karaczana madagaskarskiego imieniem byłej lub byłego.
Łódzkie zoo oferuje trzy warianty. Pierwszy, podstawowy, kosztuje 50 zł i obejmuje adopcję owada, nadanie mu imienia i uzyskanie elektronicznego certyfikatu adopcji. Za drugi – w wersji premium – chętni zapłacą 150 zł. Nadadzą imię, otrzymają certyfikat i "zdjęcie momentu, w którym karaczan zostaje zjedzony przez jedno ze zwierząt". Jest też limitowana opcja VIP, która kosztuje 300 zł. Umożliwia ona osobiste nakarmienie surykatek karaczanem (po wcześniejszym kontakcie mailowym).
Zapewne niejeden uśmiechnie się, czytając szczegóły akcji, ale rozwiewamy wątpliwości: to nie żart. Walentynkowa kampania zoo trwa przez miesiąc, od 1 do 28 lutego, a cały dochód będzie przekazany na rzecz Fundacji Pangolin, która wspiera ochronę środowiska i zagrożone gatunki zwierząt, m.in. w Wietnamie i Brazylii.
Nietypowych akcji w Orientarium w Łodzi było więcej
Tegoroczna nietuzinkowa "adopcja" karaczana nie jest pierwszą podobną akcją. Łódzki ogród zoologiczny już w poprzednich latach organizował "obchody" walentynek w ten nietypowy sposób. Wcześniej, tj. w 2021 roku, w tamtejszym zoo zorganizowano... wystawę zwierzęcych penisów. Jeszcze przed wydarzeniem wybuchła afera, a PAP cytował fragment zaproszenia w podróż "walentynkowym szlakiem miłości":
"Mój …. jest większy niż Twój… Czy rozmiar ma znaczenie? Przekonamy się podążając walentynkowym szlakiem męskich narzędzi miłości. To wspaniała okazja by bliżej przyjrzeć się penisom ze świata zwierząt, tym dużym i małym".
Zbulwersowany lokalny radny PiS, Sebastian Bulak, komentował na Facebooku:
"Żenada, wstyd i dziecinada, to pierwsze słowa, które przychodzą na myśl po przeczytaniu komunikatu medialnego Urzędu Miasta Łodzi. To już druga w ostatnim czasie akcja promocyjna Urzędu Miasta Łodzi z podtekstem seksualnym. Spece od promocji Hanny Zdanowskiej najwyraźniej za bardzo wzięli sobie do serca maksymę – nieważne jak mówią, ważne byle mówili. Szkoda, że cała ta zabawa odbywa się kosztem podatnika, a całość wygląda tak, jakby Hanna Zdanowska na stanowisku speców od public relation zatrudniała zboczeńców".
Serwis Polsat News opisywał, że urzędnicy z biura prasowego nie chcieli komentować słów radnego Sebastiana Bulaka. Tego dnia rzecznik prasowy prezydent Łodzi Marcin Masłowski był nieobecny w pracy; poprosił on o kontakt ze swoją zastępczynią. Gdy Aleksandrę Hac poinformowano, że chodzi o komentarz w sprawie wpisu radnego, nie skomentowała jego wypowiedzi, a w mailu napisała: "Wszelkich informacji o działalności zoo udzieli rzeczniczka ogrodu - Paulina Klimas-Stasiak".
Rzeczniczka zoo w Łodzi przyznawała wtedy, że treść informacji wysłanej przez biuro rzecznika prasowego prezydent miasta w ramach zaproszenia do zwiedzania ścieżki edukacyjnej 14 lutego nie była z nią konsultowana.
– To trochę było odmienne od tego, co ja wysłałam. Ja to sformułowałam inaczej – serwis Polsat News przytacza jej wypowiedź. – Nie spodziewałam się, że temat podany w taki sposób tak rozgrzeje emocje. Nie spodziewałam się tego rodzaju odzewu – mówiła. – Trudno mi się do tego odnieść. Biuro prasowe ma jakąś swoją wizję na swoją promocję. Jakoś skojarzyli sobie z tematem, który my zaproponowaliśmy, no i trudno mi tutaj cokolwiek komentować.
Zobacz także
