
Polskich wątków w budzącej globalne oburzenie sprawie Jeffreya Epsteina okazuje się być zaskakująco dużo. Obojętnie obok rewelacji z ujawnionych niedawno akt nie mogły więc przejść także władze w Warszawie. Najpierw premier Donald Tusk poinformował o przygotowaniach do stworzenia specjalnego zespołu analitycznego, a później ten plan rozwinął minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Jak informowała już w naTemat.pl Weronika Tomaszewska-Michalak, Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych ujawnił kolejne rozdziały z akt sprawy Jeffreya Epsteina. Nowa partia dokumentów liczy bagatela.... 3 mln stron. Mowa też o około 180 tys. zdjęć i 2 tys. nagrań.
We wszytkich tych materiałach przewijają się także osoby z Polski. Mowa o znanych potaciach, spółkach, ale również tajemniczych (przynajmniej na razie) pośrednikach Epsteina z Krakowa. I wygląda na to, że głównie nimi zamierzają się teraz zająć polskie władze.
– Pojawiły się pierwsze informacje dotyczące np. osobników z Krakowa, którzy informowali pana Epsteina, że mają grupę polskich kobiet lub dziewcząt. Tych śladów jest więcej – stwierdził Donald Tusk przed wtorkowym posiedzeniem rządu.
– W Polsce nie będziemy udawali, że nic się nie stało – podkreślił premier i oznajmił, że podjęto decyzję o powołaniu zespołu analitycznego oraz być może rozpoczęciu śledztwa dotyczącego nadwiślańskich śladów w obrzydliwej sieci Epsteina.
Waldemar Żurek o aktach Epsteina: Być może zwrócimy się do Amerykanów o pełną dokumentację
Na późniejszym briefingu prasowym gorący temat poruszony przez szefa rządu rozwinać postanowił Waldemar Żurek. – Być może będziemy także tworzyć już realny zespół śledczy, który będzie miał uprawnienia takie jakie mają prokuratorzy w śledztwach. I być może zajdzie także konieczność zwrócenia się do Amerykanów o pełną dokumentację – poinformował.
– Widzimy w mediach, że pokazane są częściowo tylko te dokumenty. Część z nich jest zakryta, ale słyszymy o tym jeszcze, że jest bardzo duża liczba dokumentów, które nie są ujawnione – zauważył minister sprawiedliwości i prokurator generalny.
W rządzie nie ukrywają, że poza kwestiami dotyczącymi możliwego krzywdzenia polskich kobiet i dzieci istotne są też narastające podejrzenia, iż za całym epsteinowskim procederem stać mogły rosyjskie służby specjalne. Premier wspomniał o prawdopodobieństwie wykreowania przez agentów Kremla tzw. honey trap (pol. "słodkiej pułapki") na czołowych przedstwicieli zachodnich elit.
– W dotychczas opublikowanych dokumentach jest ponad 1 tys. dokumentów dotyczących Władimira Putina. 9 tys. dotyczących moskiewskiego środowiska politycznego – zauważył wymowne Tusk.
