Włodzimierz Czarzasty i Karol Nawrocki
Włodzimierz Czarzasty i Karol Nawrocki kłócą się o to, który ma gorszą przeszłość Fot. Shutterstock / canva

Ten ma niejasne kontakty z Rosjanką, tamten z gangsterami. Ten był w kibolskiej bojówce, tamten w PZPR. Ten był twarzą afery Rywina, tamten dawał twarz nacjonalistycznym wybrykom. O kim mowa? Niestety, o pierwszej i drugiej osobie w państwie. I ich boju na tle ośmieszanej instytucji Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Warto przy tej okazji zatrzymać się i zastanowić: kogo my wybieramy na swoich reprezentantów?

REKLAMA

Nie ma wątpliwości, że tę awanturę zaczął Karol Nawrocki. To prezydent, wysyłając plan zapowiadanego na 11.02 posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, postanowił wpleść w pasujące do niej tematy (program SAFE, Rada Pokoju) temat absurdalny, nadający się może do wymiany inwektyw w studiu Telewizji Republika, ale w żaden sposób nielicujący z powagą RBN.

Nawrocki chciał bowiem porozmawiać z liderami politycznymi o okolicznościach "wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Włodzimierza Czarzastego". Kto jak kto, ale Karol Nawrocki powinien się spodziewać, że będzie to piłka wystawiona do pustej bramki.

Czarzasty nie musiał się wiele głowić, żeby prezydentowi się odwinąć. Zaproponował kolejne tematy, zupełnie nieprzystające do Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale równie publicystyczne. Czyli niejasna przeszłość Karola Nawrockiego w postaci jego możliwych kontaktów z ludźmi półświatka z czasów pracy ochroniarskiej w sopockim Grand Hotelu oraz koleżeństwa z groźnymi bandytami ze środowiska trójmiejskich pseudokibiców.

Pałac Prezydencki oczywiście tych tematów nie zaakceptuje, ale przecież i Nawrockiemu nie chodziło o merytoryczną dyskusję na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego o Czarzastym, tylko o zaatakowanie politycznego wroga.

Ujawniona przez prawicowe media sprawa znajomości Czarzastego ze Swietłaną Czestnych i jego relacji biznesowych z Rosjanką, z którą jego żona zasiada we władzach Hotelu Mościski w Spale, jest oczywiście do wyjaśnienia, podobnie jak to dlaczego marszałek Sejmu nie wypełnił nigdy tak zwanej ankiety bezpieczeństwa dla służb specjalnych. Kiedy jednak patrzymy na życiorys drugiej osoby w państwie, widzimy rzeczy, które powinny budzić być może jeszcze większy niesmak.

Czarzasty nie ma dobrego CV

Mowa oczywiście w pierwszej kolejności o przeszłości Czarzastego w PZPR, z którą nigdy się nie krył, został członkiem komunistycznej partii w mrocznym 1983 roku, a przestał, gdy demokratyczna opozycja komunizm obaliła. Dlatego niedawny wybór osoby z takim punktem w CV na marszałka Sejmu zabolał nawet część posłów koalicji rządzącej, choć pamiętajmy, że komunistyczna przeszłość, chociażby Aleksandra Kwaśniewskiego nie przeszkodziła mu w byciu bardzo dobrym prezydentem.

Ale u Czarzastego dochodzi jeszcze jedno, mianowicie jego nazwisko przejawiające się regularnie w aferze Rywina. Podkreślmy: nigdy nikt z domniemanej "grupy trzymającej władzę" nie został za nic skazany ani złapany za rękę, jednak chyba tylko naiwni sądzą, że najważniejsi politycy ówczesnego SLD nie mieli swojego udziału w próbach gmerania w polskim systemie medialnym.

Wróćmy jednak do teraźniejszości. Włodzimierz Czarzasty został marszałkiem Sejmu, bo przewidywała to umowa koalicyjna. Jest jednocześnie marszałkiem z jednym z najsłabszych mandatów społecznych w historii. Nie tylko dlatego, że jego Nowa Lewica nie jest dużą siłą w parlamencie. Chodzi też o to, że sam Czarzasty w wyborach 15 października 2023 roku zdobył wynik w swoim okręgu sosnowieckim tak marny, że tylko dlatego, że całą jego listę pociągnął do góry znacznie popularniejszy kandydat Łukasz Litewka, znalazł się on w Sejmie. Może niejasne elementy życiorysu wyborców jednak obchodzą.

U Nawrockiego przeszłość nie zawadziła

A jednak taka zasada wcale nie obowiązuje w sposób bezwzględny. I tu wracamy do prezydenta Karola Nawrockiego. Kandydata w wyborach, wokół którego powstał niespotykany wcześniej w Polsce szum medialny poświęcony ujawnianym tajemnicom z jego dawnego życia. Na finiszu kampanii przed II turą Nawrocki miał całe swoje polityczne ciało obszyte łatkami - kibola, gangusa, sutenera, naciągacza czy nacjonalisty.

Tymczasem ten czynnik okazał się jednym z decydujących o wygranej Nawrockiego w czerwcowych wyborach. Bo po pierwsze, część ludzi przestała wierzyć mediom, ujawniającym czasem zbyt hurtowo kolejne fakty z przeszłości kandydata PiS, a po drugie, część z poważnych dla liberalnej bańki zarzutów wcale nie była takowymi dla wielu ludzi utożsamiających się z przeszłością przyszłego prezydenta, chłopaka z osiedla, który przebył długą, ciężką drogę na sam szczyt.

Zabawa w wyciąganie brudów

Ten przykład pokazuje, że wywlekanie faktów z przeszłości pozostanie dyscypliną towarzyszącą politycznym igrzyskom. Na najbliższej Radzie Bezpieczeństwa Karol Nawrocki może spokojnie zasłonić okna i zorganizować zaproszonym gościom wielogodzinny maraton serialu "Reset", pokazujący jak to Tusk kolaborował z Putinem. W bonusie może dorzucić slideshow z internetowymi wpisami Radosława Sikorskiego, któremu często, zwłaszcza gdy był europosłem, przycisk Enter mylił się z Delete.

Wtedy premier może z przyjemnością oddać cios i przypomnieć jak to szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz brał udział w ujawnieniu planów obronnych Polski, za co dostał prokuratorskie zarzuty. A przy okazji wspomnieć o wiceszefie Kancelarii Prezydenta Adamie Andruszkiewiczu, który ma lada dzień usłyszeć zarzuty za sprawę - a jakże - z dość odległej przeszłości, kiedy to 12 lat temu miał brać udział w zorganizowanej akcji fałszowania podpisów pod listami wyborczymi.

I tak można bez końca wyciągać kolejne polityczne pałki z przeszłości i okładać nimi konkurentów. Nie przejmując się, że robi się to na łamach organów, rad czy instytucji, które w bardzo trudnym momencie historii mają zajmować się organizowaniem bezpieczeństwa naszego kraju. Bo jakieś punkty sondażowe się zarobi, odniesie się nad kimś jednodniowe moralne zwycięstwo, a potem pójdzie szukać kolejnych tematów do naparzanki.

Jedyne co nam wyborcom zostaje, to wybór ludzi czystych, bez pokracznych życiorysów, na swoich reprezentantów. Problem w tym, że z jakiegoś powodu takich lubimy mniej.

Czytaj także: