książkowe romanse
Najpiękniejsze książkowe romanse ostatnich lat? Wybrałam osiem świetnych tytułów Fot. Kadr z serialu "Normalni ludzie"

Wybrałam książki, które mnie zachwyciły – nie tylko samą historią miłosną, lecz także sposobem, w jaki opowiadają o bliskości, tęsknocie, dojrzewaniu i stracie. To romanse oraz powieści z centralnym motywem miłości, które potrafią złamać serce, a potem poskładać je na nowo. Takie, które czyta się bez cienia zażenowania i do których wraca się myślami jeszcze wiele miesięcy – a w moim przypadku nawet lat – po lekturze.

REKLAMA

Romans jako gatunek wciąż bywa traktowany z przymrużeniem oka. Dla wielu to synonim przewidywalnej fabuły, tandetnych okładek w stylu Harlequina i historii "od wrogów do kochanków" rozpisanych według jednego schematu. A przecież literatura miłosna ma znacznie dłuższą i bogatszą tradycję. "Duma i uprzedzenie", "Anna Karenina" czy "Przeminęło z wiatrem" to także opowieści o miłości, tylko ubrane w inną formę.

Współczesny romans to już nie tylko lekka historia na jeden wieczór – choć w takich książkach nie ma absolutnie nic złego. Coraz częściej to opowieści o klasowych podziałach, traumach, queerowej tożsamości, chorobie, polityce czy wojnie. Miłość staje się osią, wokół której buduje się coś więcej: historia dojrzewania, odkrywania siebie, straty, ambicji czy walki o wolność.

Najlepsze romanse książkowe ostatnich lat. 8 tytułów nie tylko dla romantyków

W moim zestawieniu nie znajdziesz wyłącznie "czystych" romansów gatunkowych, ale też książki, w których miłość jest sercem całej opowieści. Nie sięgam tu po klasykę wszech czasów – choć trudno nie wspomnieć, że bez Austen, Szekspira czy Tołstoja ten gatunek nie wyglądałby dziś tak samo.

Skupiłam się na książkach bardziej współczesnych – z ostatnich kilkunastu lat – które w moim odczuciu pokazują, jak pięknie i różnorodnie można dziś pisać o miłości. Oto osiem romansów – świetnie napisanych, wciągających i emocjonalnych – które zachwycą nie tylko zagorzałych romantyków.

W nawiasach podaję datę pierwszego, oryginalnego wydania.

1. Pieśń o Achillesie, Madeline Miller (2011)

To jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie czytałam w swoim 35-letnim życiu. Madeline Miller, która kilka lat później napisała równie znakomitą "Kirke", sięga po mit o Achillesie i Patroklosie, ale zamiast epickiej opowieści o bohaterstwie i wojnie daje nam intymny portret dojrzewającej miłości – czułej, intensywnej i nieuchronnie tragicznej.

Madeline Miller pisze bez patosu, a jednocześnie wzruszająco, intymnie i przeszywająco. To romans, który boli, ale w sposób piękny i oczyszczający. Nawet jeśli dobrze znasz historię greckiego herosa, "Pieśń o Achillesie" pozostaje fantastycznym retellingiem, który wreszcie wysuwa na pierwszy plan uczucie do Patroklosa – przez wieki spychane na margines.

2. Normalni ludzie, Sally Rooney (2020)

Tak, to w ogóle nie jest typowy romans. Nie ma tu wielkich deklaracji ani spektakularnych gestów. Jest za to relacja dwojga młodych ludzi, którzy nieustannie się do siebie zbliżają i oddalają, próbując jednocześnie zrozumieć samych siebie.

Miłość Marianne i Connella jest centralnym punktem historii o dojrzewaniu, klasowych różnicach, wstydzie i potrzebie bycia dostrzeżonym. Sally Rooney pokazuje, jak bardzo potrafimy się ranić – nawet wtedy, gdy naprawdę nam zależy – i jak trudno rozmawiać szczerze o własnych uczuciach.

"Normalni ludzie" to intymna, momentami bolesna opowieść, która doczekała się fenomenalnej ekranizacji z Paulem Mescalem i Daisy Edgar-Jones. Tak, zwykle to książka jest lepsza niż film czy serial, ale w tym przypadku stawiam między nimi znak równości.

3. Współlokatorzy, Beth O'Leary (2019)

Punkt wyjścia "Współlokatorów" brzmi jak klasyczna komedia romantyczna: dwoje ludzi wynajmuje to samo mieszkanie, ale nigdy się nie widzi – ona korzysta z niego w nocy, on w dzień. Zostawiają sobie karteczki ... i od nich wszystko się zaczyna.

To ciepła, mądra historia o wychodzeniu z trudnych relacji i odzyskiwaniu poczucia własnej wartości. Beth O'Leary łączy lekki ton z poważniejszymi tematami, a romans rozwija się tu subtelnie, powoli i bardzo wiarygodnie. Idealna książka dla tych, którzy chcą się wzruszyć, ale też uśmiechnąć – i którzy lubią historie miłosne bez nadmiaru słodyczy.

4. Red, White & Royal Blue, Casey McQuiston (2019)

Syn prezydentki USA i brytyjski książę – brzmi jak fanfik? Trochę tak, ale w najlepszym możliwym sensie. "Red, White & Royal Blue" to pełna energii, inteligentna komedia romantyczna, która bawi politycznym kontekstem, a jednocześnie budzi autentyczne emocje. I to jakie.

Relacja Alexa i Henry'ego zaczyna się od medialnej katastrofy i udawanego rozejmu, a kończy na jednej z najbardziej uroczych historii miłosnych w popkulturze ostatnich lat. To romans, który jest jednocześnie zabawny, czuły i szalenie romantyczny, bez popadania w kicz. Hitowa ekranizacja również jest urocza, chociaż do książki niestety się nie umywa – Amazon ogłosił już drugą część.

5. Eleonora i Park, Rainbow Rowell (2012)

Pierwsza miłość bywa niezgrabna, intensywna i absolutna, a Rainbow Rowell oddaje ten stan z niezwykłą delikatnością. Eleonora i Park to dwoje outsiderów, którzy odnajdują w sobie bezpieczną przystań. To historia o młodzieńczym uczuciu, które przychodzi w trudnym momencie życia – na tle problemów rodzinnych, przemocy i poczucia wykluczenia.

Prosty język i krótkie sceny tworzą emocjonalną petardę, która trafia prosto w serce. Owszem, "Gwiazd naszych wina" Johna Greena to najpopularniejszy młodzieżowy romans ostatnich lat i również go uwielbiam, ale to "Eleonora i Park" uderzyła mnie najmocniej. Jest w tej historii coś niezwykle szczerego i delikatnego.

6. Siedmiu mężów Evelyn Hugo, Taylor Jenkins Reid (2017)

Tytuł bestsellera Taylor Jenkins Reid sugeruje historię o mężczyznach, ale największą miłością Evelyn Hugo, wielkiej gwiazdy kina, okazuje się kobieta. To głównie powieść o Hollywood, ambicji i cenie sławy, ale jej sercem jest wieloletnie, skomplikowane i zakazane uczucie.

"Siedmiu mężów Evelyn Hugo" pokazuje miłość, która musi istnieć w cieniu – w czasach, gdy świat nie był gotowy na jej akceptację. To romans dojrzały, pełen kompromisów, poświęceń i trudnych wyborów. A przy tym wciągająca opowieść o kobiecej sile, tożsamości i Złotej Erze Hollywood. Przeczytałam tę książkę w jeden wieczór i wy też się od niej nie oderwiecie.

7. Cały ten błękit, Mélissa Da Costa (2020)

To jedna z tych książek, które czyta się z rosnącą gulą w gardle. Młody mężczyzna, który dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie, wyrusza w podróż kamperem. Towarzyszy mu niemal obca kobieta. Ich relacja rozwija się powoli – z dystansu i milczenia przechodzi w zrozumienie i bliskość.

"Cały ten błękit" autorstwa Francuzki Mélissy Da Costy to piękna historia o miłości, która przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, i o tym, że czasem najważniejsze uczucia rodzą się wtedy, gdy czasu jest najmniej. Będziecie płakać, ale to dobry płacz.

8. Seria "These Violent Delights", Chloe Gong (2020–2021)

To bardziej stonowana, mniej "cukierkowa" odsłona romantasy – gatunku łączącego romans i fantasy, który w ostatnich latach bije rekordy popularności. Podczas gdy "Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas czy "Fourth Wing. Czwarte Skrzydło" Rebekki Yarros stały się globalnymi fenomenami, "These Violent Delights" pozostaje nieco w cieniu – zupełnie niesłusznie.

Chloe Gong przenosi "Romea i Julię" do Szanghaju lat 20., w sam środek gangsterskich porachunków. Romans między Juliette i Romą pełen jest napięcia, gniewu i niedopowiedzeń, ale też tęsknoty i wciąż tlącej się bliskości. Fantastyka nie dominuje tu nad relacją bohaterów – stanowi raczej tło dla historii o zdradzie, lojalności i uczuciu, które przetrwało więcej, niż powinno. Jeśli lubicie romanse historyczne z (subtelnym) wątkiem nadprzyrodzonym, ta dylogia jest zdecydowanie dla was.