
Nie milkną echa rozczarowania po tym, jak prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o języku śląskim.– Moja babcia 70 lat temu była bita linijką za używanie języka śląskiego. Dlatego dla nas to nie jest tylko decyzja polityczna, to część naszej tożsamości – podkreśla Łukasz Kohut, poseł do Parlamentu Europejskiego. Weto Nawrockiego komentuje także laureat Nagrody Nike Zbigniew Rokita oraz Marcin Musiał, literaturoznawca, bloger, działacz społeczny na rzecz praw mniejszości.
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy o języku śląskim wywołała na Górnym Śląsku falę rozczarowania i gniewu. W regionie zawrzało, a głos w tej sprawie zabierają dla nas najbardziej wpływowi przedstawiciele regionu.
Marcin Musiał: "To brzmi jak ponury żart"
– Prezydent realizuje doktrynę będącą swoistą imitacją trumpowskiego "America First". Niestety w tym swoim "Poland First" zapomina, że w Polsce nie mieszkają wyłącznie Polacy, ale obywatele poczuwający się do różnych tożsamości narodowych – mówi Marcin Musiał, literaturoznawca, bloger, działacz społeczny na rzecz praw mniejszości.
Przypomina przy tym twarde dane: blisko milion osób w spisie powszechnym zadeklarowało tożsamość śląską, a pół miliona wskazało śląski jako język codziennych kontaktów domowych.
– Prezydent Nawrocki zawiódł ich wszystkich. Na szczęście kultura i język śląski są na tyle silne, że poradzą sobie z tym nacjonalistycznym kaprysem głowy państwa – dodaje z przekonaniem.
Mój rozmówca zauważa paradoksalną zmianę w retoryce Pałacu. O ile Andrzej Duda dwa lata temu rozsierdził Ślązaków, sugerując im nielojalność wobec państwa, o tyle Karol Nawrocki próbuje uderzać w tony merytoryczne. Zdaniem Musiała – nieskutecznie.
– Widać, że współpracownicy prezydenta odrobili lekcję, ale to, co przeczytali o godce, zinterpretowali pod z góry założoną tezę. Przywołuje się choćby słynną wypowiedź profesora Jana Miodka sprzed kilkunastu lat. Uważa się go za "papieża językoznawstwa", a przecież w nauce nie obowiązuje dogmat o nieomylności – punktuje Musiał.
Literaturoznawca podkreśla, że dzisiejszy dyskurs naukowy jest zupełnie gdzie indziej, co potwierdził list 50 naukowców do prezydenta. List, który został zignorowany. Co gorsza, w uzasadnieniu weta głosy ekspertów wspierających śląszczyznę, jak prof. Jolanty Tambor czy dr. Kamila Czaińskiego, wycięto z kontekstu.
– To brzmi jak ponury żart. To tak, jakby przewodnicząca Rady Języka Śląskiego miała być przeciwna śląskiej godce – mówi gorzko.
Pytam mojego rozmówcę o osobiste emocje towarzyszące tej decyzji. – Przy wecie Andrzeja Dudy czułem wściekłość. A teraz? Znałem poglądy prezydenta Nawrockiego, pamiętałem weto w sprawie języka wilamowskiego, więc przeczuwałem finał. Ale i tym razem, mimo wszystko, łudziłem się do końca – przyznaje.
Nadzieję czerpie jednak z siły trwania regionu. Wierzy, że śląskość "przeżyje Karola Nawrockiego i innych polskich nacjonalistów".
Marcin Musiał
literaturoznawca, bloger, działacz społeczny na rzecz praw mniejszości
Paradoksalną zaletą weta jest otwarcie pola do nowej dyskusji. Prezydent zadeklarował szacunek do śląskiej kultury i zapowiedział prace nad projektami PiS-u dotyczącymi "śląskiej mowy".
Musiał jednak patrzy na to z ogromnym dystansem.
– Jestem niezmiernie ciekaw, czy prawica faktycznie zechce nas wesprzeć, czy zaproponuje program będący kalką PRL-owskiego podejścia do śląskiej kultury. Taką, która w Ślązaku widzi co najwyżej prostaka w stroju ludowym, radośnie sobie podśpiewującego coś w gwarze ku uciesze gawiedzi i dygnitarzy partyjnych – ostrzega.
Jakie działania oddolne mogą dziś pomóc Śląskowi? Musiał stawia na konkrety. Jego zdaniem teraz to śląscy samorządowcy muszą zacząć finansować własną kulturę z lokalnych budżetów. Druga sprawa to dogadanie się z prawicą – warto szukać nowej formy ochrony języka, nawet jeśli nie będzie się on oficjalnie nazywał "regionalnym". Musiał ostrzega jednak, że nie warto zgadzać się na byle co.
– Czuję tu pewną gorycz, podobną do tej, którą mogą odczuwać osoby czekające na związki partnerskie, a otrzymujące w zamian jakąś "kadłubkową" ustawę o osobie najbliższej. Ważne jednak, by ten kompromis nie był zgniły i by szanował wolę Ślązaków do zachowania i rozwijania własnej tożsamości – podsumowuje.
Łukasz Kohut: "Decyzja prezydenta to naplucie w twarz Ślązakom"
Łukasz Kohut, poseł do Parlamentu Europejskiego i jeden z najbardziej wyrazistych obrońców śląskiej tożsamości na arenie międzynarodowej:
– Karol Nawrocki jest prezydentem polskich nacjonalistów i szowinistów, którzy nie rozumieją, że Polska jest różnorodna i wielokulturowa. Nie dociera do nich, że Ślązacy współtworzą kulturę dzisiejszej Rzeczypospolitej, że mają własny język i odmienną historię – nie kryje oburzenia w rozmowie z naTemat.pl
Kohut podkreśla, że ignorowanie faktów demograficznych przez Pałac Prezydencki jest formą niebezpiecznego wypierania rzeczywistości. Przypomina, że liczby płynące ze spisu powszechnego są jednoznaczne.
– Pan prezydent wykazał się kompletną ignorancją. Co dziesięć lat setki tysięcy ludzi deklarują śląską tożsamość – ostatnio było to 600 tysięcy osób. Pół miliona ludzi "godo" po śląsku i robi to już nie tylko w domu, ale coraz częściej publicznie. Decyzja prezydenta to naplucie w twarz Ślązakom, którzy tę godkę utrzymują przy życiu. Poczuliśmy się po raz kolejny, jakbyśmy nie byli pełnoprawnymi obywatelami Rzeczypospolitej – tłumaczy.
Mimo braku systemowego wsparcia, polityk zapowiada, że regionaliści nie zamierzają składać broni. Wskazuje na Rybnik i okolice jako bastion żywej mowy, której nie da się zdusić jednym podpisem pod wetem.
Łukasz Kohut
poseł do Parlamentu Europejskiego
Dla posła walka o język ma również wymiar osobisty i rodzinny. Wspomina swoją babcię, która przed dekadami doświadczyła represji za używanie ojczystej mowy.
– Moja babcia 70 lat temu była bita linijką za używanie języka śląskiego. Dlatego dla nas to nie jest tylko decyzja polityczna, to część naszej tożsamości. Chcemy, by mieszkańcy innych części Polski przestali traktować naszą mowę jako błąd językowy i ukrócili to wieczne "podśmiechiwanie się" czy stereotypy utrwalane przez lata w mediach – wyjaśnia.
Podsumowując dotychczasowe działania, Kohut zauważa, że udało się już osiągnąć milowy krok: przełamać wstyd przed publicznym używaniem godki.
– Mam poczucie, że przyłożyłem rękę do tego, by język śląski głośno wybrzmiał w Brukseli i Warszawie. To jednak dopiero połowa drogi. Najważniejsze, że my sami przestaliśmy się bać godoć publicznie. Teraz czekamy na ostatni krok: uznanie ustawowe i należne nam wsparcie instytucjonalne państwa – kończy poseł.
Zbigniew Rokita: "Język bierze się tutaj po prostu "z powietrza".
Zbigniew Rokita, autor głośnego "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku", do decyzji o zawetowaniu ustawy o języku śląskim podchodzi z właściwym sobie spokojem, choć nie kryje krytycyzmu. Jak przyznaje w rozmowie z naTemat.pl, nie jest tym ruchem szczególnie zaskoczony. Spodziewał się, że głowa państwa nie podpisze ustawy.
Jak mówi, takie przeświadczenie towarzyszyło zresztą większości obserwatorów w regionie.
– Czy uznanie śląskiego za język regionalny miałoby realny wpływ na kulturę i literaturę, czy byłby to głównie gest symboliczny? – pytam.
– Uznanie śląszczyzny za język regionalny miałoby dla Śląska znaczenie na dwóch kluczowych poziomach. Pierwszy to wymiar symboliczny, istotny godnościowo, natomiast drugi jest zupełnie praktyczny. Za ustawą poszłyby konkretne środki na edukację, co dałoby szansę kolejnym pokoleniom na poznanie śląszczyzny w jej formie literackiej – wyjaśnia laureat Nagrody Nike.
Rokita zauważa, że żywotność śląskiego w kulturze jest bardzo duża:
– Jeśli spojrzymy na liczbę przekładów literatury, dubbingów kinowych czy spektakli teatralnych, widać, że odnieśliśmy spektakularny sukces – podkreśla.
Pisarz podkreśla, że język ten wszedł do popkultury w najlepszym tego słowa znaczeniu – stał się po prostu produktem "cool", co jeszcze dwa pokolenia temu było nie do pomyślenia.
– Dzisiaj nawet wielkie koncerny chętnie reklamują się po śląsku. Popkultura to jeden ze środków do tego, by sami Ślązacy uznali swoją mowę za pełnoprawną – dodaje.
Jednocześnie pisarz zastrzega, że samo uznanie prawne nie byłoby końcem procesu, lecz zaledwie jego początkiem. Odwołując się do analogii z Kaszubami, zauważa, że przed Śląskiem pojawiłoby się mnóstwo nowych trudności, chociażby kwestia przygotowania kadr nauczycielskich. Według niego byłby to etap ogromnej, ciężkiej pracy dla regionalnej inteligencji i środowisk akademickich.
Kto pisarza uczył śląszczyzny?
– Od kilku lat chłonę go od żony, przyjaciół, z teatru i kina. Język bierze się tutaj po prostu "z powietrza". A to, że można nim tak łatwo nasiąknąć, jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że śląszczyzna nie ma się najgorzej – podsumowuje.
Zobacz także
Co oznacza weto Karola Nawrockiego?
– Szanuję śląską tradycję, to filar polskiego dziedzictwa. Ale nauki nie uprawia się w sejmowych ławach – tymi słowami prezydent Karol Nawrocki przeciął wieloletnie starania o uznanie śląskiego za język regionalny.
Prezydent postawił sprawę jasno: dopóki językoznawcy widzą w śląskiej mowie dialekt, dopóty polityczna większość nie może dekretować nowej rzeczywistości. – Nie będziemy tworzyć niebezpiecznych precedensów, w których głosowanie w Sejmie zastępuje ekspertyzy fachowców – dodał stanowczo.
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego zamyka na razie drogę do szeregu zmian, na które od lat czekali Ślązacy. To nie tylko symboliczny cios, ale też bardzo konkretne konsekwencje dla edukacji, administracji i kultury.
Bez statusu języka regionalnego śląski nie zostanie objęty systemowymi mechanizmami finansowania przewidzianymi w ustawie, w tym subwencją na nauczanie w szkołach.
Weto przekreśla także możliwość wprowadzenia oficjalnych, dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości. Śląskie nazwy, choć funkcjonują w tradycji i codziennym użyciu, nadal nie zyskają formalnego statusu w przestrzeni publicznej. Podobnie w urzędach – śląski nie stanie się językiem pomocniczym, więc mieszkańcy nie uzyskają prawa do składania pism ani otrzymywania odpowiedzi w tej mowie.
Konsekwencje finansowe dotkną również życia kulturalnego. Twórcy i instytucje pozostaną uzależnieni od nieregularnych grantów, często niewystarczających do długofalowych projektów.
Zablokowana została także perspektywa wprowadzenia śląskiego jako przedmiotu dodatkowego na egzaminie maturalnym. Dla części młodych mieszkańców regionu była to szansa na symboliczne uznanie własnej tożsamości i języka w systemie państwowym.
