
Słowa Karola Nawrockiego o broni jądrowej obiegły świat. Nagle nie tylko Polska dowiedziała się, że prezydent RP jest "wielkim zwolennikiem" przystąpienia Polski do programu nuklearnego. Lawina komentarzy ruszyła. Czy Polska potrzebuje broni jądrowej? Jak odbierać jego deklarację? Pytani przez nas eksperci są podzieleni, czy prezydent postąpił słusznie.
– Jestem wielkim zwolennikiem tego, aby Polska przystąpiła do projektu jądrowego. Droga do polskiego projektu, do polskiego potencjału jądrowego, z szacunkiem do wszystkich regulacji międzynarodowych, jest drogą, w którą powinniśmy iść – mówił Karol Nawrocki w wywiadzie w Polsat News.
Dla jednych szok. Dla innych zaskoczenie. Jeszcze inni uważają, że prezydent słusznie poruszył wątek broni nuklearnej. O sprawie piszą zagraniczne media. I rosyjscy propagandziści.
Ale czy Polska faktycznie ma taką potrzebę?
Były szef MON o pomyśle Nawrockiego ws. broni nuklearnej
– Myślę, że nie ma takiej potrzeby. To oznaczałoby ogromny wyłom w dotychczasowym układzie międzynarodowym i w traktatach o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, których Polska jest sygnatariuszem. Byłoby to również zachętą dla innych krajów, żeby poszły tym samym trybem – komentuje w rozmowie z naTemat Janusz Onyszkiewicz, były szef MON.
– Ponadto zrobienie własnej broni jądrowej – pomijając kwestię kosztów, które są ogromne – mogłoby skutkować tym, że kosztem ogromnych wyrzeczeń finansowych i ogromnym kosztem politycznym będziemy mieli broń, której użyteczność będzie bardzo ograniczona, bo w porównaniu z tym, czym dysponuje Rosja, będzie to absolutny margines – dodaje.
Podkreśla: – W związku z tym myślę, że koszt finansowy i polityczny oraz ewentualny wynik wojskowy zdecydowanie przemawiają przeciwko takiemu stanowisku.
Takie trendy widać jednak w innych państwach. Podobne głosy pojawiły się np. w Niemczech. Wszyscy mają świadomość, dlaczego tak się dzieje.
Janusz Onyszkiewicz uważa, że zgłaszając taką propozycję, prezydent Nawrocki stawia pod znakiem zapytaniem wiarygodność parasola atomowego USA i wiarygodność prezydenta Trumpa. I jest to dla niego zaskoczeniem:
– W ustach pana prezydenta Nawrockiego, który tak mocno wypowiada się na rzecz solidności amerykańskiej gwarancji i wagi Polski dla USA, brzmi to dosyć dziwnie. Nie wiem, czy pan prezydent zaczyna podzielać wątpliwości, które w tej sprawie się pojawiają, bo stale niesłychanie mocno bronił prezydenta Trumpa i jego działania.
Generał Koziej: Broń Boże nie mówię o wystąpieniu z tego układu
Sprawa broni nuklearnej dzieli ekspertów. Od kilku dni dyskusje na ten temat przetaczają się przez media. Padają pytania, czy to możliwe, żeby Polska miała broń nuklearną i odpowiedzi, że jest to "niemożliwe w dającej się przewidzieć przyszłości". Albo, że "już samo wycofanie się" z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej "oznaczałoby daleko idące problemy na scenie międzynarodowej". Itp. itd.
Ale kwestia jest bardziej złożona, niż się wydaje.
– Uważam, że dobrze się stało, że pan prezydent podniósł ten problem akurat w takim momencie. Kiedy dotychczasowy system bezpieczeństwa się chwieje, musimy dać sygnał wszystkim swoim sojusznikom i przeciwnikom, że nie możemy być biernym barankiem na ołtarzu, który nic nie będzie robić – komentuje w rozmowie z naTemat gen. Stanisław Koziej, były szef BBN w latach 2010-2015.
Uważa, że dyskusje na ten temat są potrzebne. Jednak – jak zaznacza – nie chodzi o to, żeby Polska zaraz występowała z międzynarodowych układów.
Przypomnijmy, chodzi o Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który podpisało blisko 200 państw świata. Polska została jego sygnatariuszem w 1968 roku. Państwa, które nie posiadają broni jądrowej, zobowiązują się w nim, aby tej broni ani nie produkować, ani nie pozyskiwać. Z kolei te, które posiadają broń, zobowiązują się jej nie przekazywać. Jest ich 9. To: Rosja, USA, Chiny, Francja, Wielka Brytania, Indie, Pakistan, Pakistan, Izrael i Korea Północna.
– Broń Boże nie mówię o wystąpieniu z tego układu. Nie widzę powodów, żebyśmy z niego występowali i stali się czarną owcą w środku Europy. Mówię o czarnym scenariuszu, że ten układ po prostu może upaść i stać się nieaktualny. Musimy brać pod uwagę sytuację, że tak jak upadły traktaty o kontroli zbrojeń, tak samo ten ważny traktat jest zagrożony i może utracić swoje znaczenie – komentuje generał.
"Pokazujmy, że Polska może sobie pozwolić na myślenie o broni atomowej"
Gen. Stanisław Koziej rysuje czarny scenariusz, gdy słabną międzynarodowe sojusze, rozpoczyna się nowy wyścig zbrojeń, na znaczeniu traci Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Na to trzeba się przygotować. Nikt nie wie, w którą stronę zaprowadzi nas przyspieszająca destrukcja dotychczasowego ładu międzynarodowego regulowanego lepiej lub gorzej różnymi traktatami, porozumieniami, sojuszami.
Świat od tego odchodzi w kierunku polityki siły, ryzykownej zwłaszcza dla państw niemocarstwowych i położonych w strefach bliskiego zainteresowania mocarstw, jak Polska. Taki kurs wyraźnie pokazuje np. polityka Donalda Trumpa.
– Rosja, Stany Zjednoczone, Chiny niedwuznacznie dają do zrozumienia, że one nie będą się hamować, tylko rozwijają swoje arsenały nuklearne. Ten scenariusz wyścigu zbrojeń nuklearnych może doprowadzić znowu do niebezpiecznego punktu, jak podczas kryzysu kubańskiego w latach 60. XX wieku – przypomina gen. Koziej.
Po tamtym kryzysie zaczęto zawierać traktaty ograniczające broń nuklearną.
– Tak może też być teraz. A może być jeszcze gorzej, gdyby nastąpiła faza globalnej anarchii nuklearnej. Gdy okaże się, że nie tylko traktaty rozbrojeniowe nie będą ważne, ale najważniejszy traktat o nieproliferacji broni atomowej również, a jego erozja będzie taka, że nikt nie będzie go przestrzegał. Taki niebezpieczny świat, gdybyśmy się w nim znaleźli, wymaga od nas uwzględnienia tych warunków. A jedynym bezpiecznikiem w takim świecie jest tylko własna broń atomowa – wskazuje ekspert.
gen. Stanisław Koziej
były szef BBN
Gen. Koziej podkreśla, że w obecnej rzeczywistości, gdy znów zaczyna się mówić o koncercie mocarstw, gdy Polska znalazła się między przysłowiowym młotem a kowadłem, jest wiele argumentów za tym, abyśmy nie lekceważyli tego problemu.
– Abyśmy nie chowali go gdzieś pod stół i się go wstydzili. Bo to wstyd rozmawiać o broni atomowej. Bo Polska chce mieć broń atomową tak, jak Iran? Nie. Musimy podchodzić do tego w sposób realistyczny, ale realistycznie to realizować. I od czasu do czasu publicznie o tym dyskutować. Struktury, które odpowiadają za najtajniejsze sprawy bezpieczeństwa państwa, powinny mieć gotowe różne scenariusze, jak ewentualnie musielibyśmy się zachować w sytuacji, gdyby pojawiła się taka konieczność – mówi.
– Dyskutujmy o tym, rozważajmy to, ale miejmy świadomość, jak racjonalnie trzeba na tym polu postępować. Pokazujmy, że Polska jest silnym państwem, które może sobie pozwolić na myślenie także o broni atomowej – dodaje.
Słowa Nawrockiego obiegły europejskie media
Za granicą już o tym przeczytali. Słowa Nawrockiego obiegły europejskie media. "Polska powinna rozwijać własną obronę nuklearną, mówi prezydent" – taki brzmi tytuł artykułu amerykańskiej agencji prasowej Bloomberg, którą powielają inne światowe media.
"Wypowiedź Karola Nawrockiego o "potencjale nuklearnym" Polski została zauważona przez światowe agencje prasowe. Jak relacjonują zachodnie media, te słowa pojawiły się po tym, jak kanclerz Niemiec oświadczył w Monachium, że prowadzi negocjacje z Francją ws. potencjalnej europejskiej obrony jądrowej" – pisał w naTemat Mateusz Przyborowski.
Nawrocki mówił w Polsat News m.in.: – Jesteśmy krajem leżącym tuż przy granicy konfliktu zbrojnego. Wiadomo, jakie jest nastawienie agresywnej, imperialnej Federacji Rosyjskiej do Polski. Nie powiem, czy to się stanie, czy to się wydarzy, kiedy to się wydarzy, natomiast budowanie bezpieczeństwa Polski, nawet w oparciu o potencjał jądrowy, atomowy, jest kierunkiem, który popieram.
NATO Nuclear Sharing, czyli trzy opcje nuklearne dla Polski
Gen. Koziej patrzy na bezpieczeństwo nuklearne szerzej.
– Jak najbardziej powinniśmy to rozważać. Ale nie tylko chodzi o posiadanie własnej broni jądrowej, bo to jest daleka perspektywa. Problem bezpieczeństwa nuklearnego w nowym środowisku międzynarodowym dla Polski ma co najmniej trzy wymiary – mówi gen. Koziej.
Pierwszy to ewentualny udział Polski w programie NATO Nuclear Sharing. Dziś uczestniczą w nim Włochy, Turcja, Belgia, Holandia oraz Niemcy. Te kraje posiadają na swoim terenie około 20 amerykańskich głowic atomowych. One też wydzielają własne samoloty podwójnego zastosowania do ich ewentualnego użycia w ramach amerykańskich operacji nuklearnych.
– Do tej pory Amerykanie nie wyrażali akceptacji dla naszych starań, ale myślę, że cały czas powinniśmy starać się o udział w programie Nuclear Sharing, gdyż byłoby to ogromnym wzmocnieniem dla bezpieczeństwa Polski – ocenia generał.
Tłumaczy, że udział w programie może mieć różne formy i nie musi oznaczać tylko rozmieszczenia amerykańskiej broni nuklearnej na terytorium Polski. Może to być wykorzystanie polskich samolotów F-35 i polskich pilotów, udostępnianie naszych lotnisk, czy udział w osłonie myśliwskiej samolotów przenoszących broń nuklearną.
Gen. Stanisław Koziej
b. szef BBN
Jego zdaniem, w tajnych planach powinniśmy mieć również przygotowane różne opcje zabiegania o taką broń, gdyby to okazało się konieczne, aby nie dać się zaskoczyć taką koniecznością i w razie jej pojawiania się na horyzoncie prawdopodobieństwa nie działać w sposób wymuszony okolicznościami, czyli ad hoc.
– Od czasu do czasu warto to też podnosić publicznie, tak jak robimy to w tej chwili. Sami Polacy muszą mieć świadomość strategiczną, co to znaczy, jakie wiążą się z tym ryzyka, jakie wyzwania, a jakie korzyści. Czy to jest mus? Czy robimy to z wyboru? Chodzi o kształtowanie świadomości strategicznej Polaków w zakresie bezpieczeństwa, w tym także tego bezpieczeństwa nuklearnego – podkreśla.
– Po drugie takie publiczne analizy, rozważania i dawanie sygnałów światu zewnętrznemu jest ważne. Zarówno potencjalnym wrogom, jak Rosji, która w każdej chwili może nas szantażować swoją bronią atomową. Ale także naszym obecnym, przyszłym i potencjalnym sojusznikom. Żeby też mieli świadomość, że jeśli nuklearni mocarze nas zawiodą, Polska zacznie zabiegać o broń nuklearną – komentuje gen. Koziej.
