Rozwodnicy boleśnie odczuwają skutki "reform" sądów z czasów Ziobry i PiS.
Rozwodnicy boleśnie odczuwają skutki "reform" sądów z czasów Ziobry i PiS. Fot. Shutterstock. Montaż: naTemat.pl

Postanowienie Sądu Rejonowego w Giżycku wzbudziło kontrowersje. Sędzia oddalił wniosek o podział majątku, twierdząc, że orzeczenie o rozwodzie eksmałżonków... nie istnieje. A to dlatego, że wydał go sędzia powołany z udziałem wadliwie ukształtowanej Krajowej Rady Sądownictwa. – Państwo polskie ma prawo działać poprzez konkretnego sędziego, jednak niedopuszczalną sytuacją jest to, że skutki wad ustrojowych i problemów sądownictwa są bezlitośnie przerzucane na barki Bogu ducha winnych obywateli – komentuje w rozmowie z naTemat mec. Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.

REKLAMA

Para z Giżycka dowiedziała się właśnie, że ich prawomocny wyrok rozwodowy jest "nieistniejący", ponieważ wydał go sędzia powołany z udziałem nowej KRS. Jak to możliwe w państwie prawa?

Ten problem obejmuje w istocie dwa zagadnienia. Po pierwsze, są to skutki reform – a właściwie "deform" – wymiaru sprawiedliwości, za które odpowiedzialna jest Zjednoczona Prawica. Po drugie, to przykład nieznajomość obowiązującego prawa, przejawiający się w przekonaniu, że polska procedura cywilna dopuszcza "nieistnienie" orzeczeń.

Należy to powiedzieć jasno: ani Kodeks postępowania karnego, ani Kodeks postępowania cywilnego nie przewidują konstrukcji "nieistnienia" orzeczenia. 

W polskim prawie takie rozwiązanie po prostu nie występuje.

Skoro nie ma "wyroków nieistniejących", to co dzieje się z orzeczeniem, które jest dotknięte wadą prawną?

Orzeczenie może być dotknięte wadą, jednak jego wyeliminowanie z obrotu prawnego nigdy nie może polegać na uznaniu, że ono nie istnieje. W takim przypadku orzeczenie musi zostać zaskarżone – apelacją lub zażaleniem, w zależności od jego charakteru – czyli przy użyciu tzw. zwyczajnych środków zaskarżenia, albo w trybie nadzwyczajnym, poprzez wznowienie postępowania, kasację w sprawach karnych lub skargę kasacyjną w sprawach cywilnych.

Tylko w ten sposób – poprzez uchylenie i ewentualne przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania – można usunąć orzeczenie z obrotu. 

Patrząc na sytuację związaną z orzeczeniem, które pani przywołała, odnoszę wrażenie, że osoba wysuwająca taką koncepcję nie zna obowiązujących przepisów.

Wyrok rozwodowy, który jest prawomocny, zgodnie z przepisami kodeksu postępowania cywilnego wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy oraz inne organy państwowe i organy administracji publicznej. To wprost wynika z art. 365 k.p.c. 

Wspomniana para z Giżycka jest jednak w kropce. Sąd oddalił ich wniosek o podział majątku, twierdząc, że skoro rozwód "nie istnieje", to małżeństwo wciąż trwa. Co mają zrobić?

Przyjęcie, że między stronami nie doszło do prawomocnego rozwodu, jest błędną interpretacją prawną. Jeśli którakolwiek ze stron zaskarży to orzeczenie i podniesie zarzut nierozpoznania istoty sprawy, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że sąd wyższej instancji je uchyli.

Choć wyroki sądów bywają nieprzewidywalne, to litera prawa jest jasna: wyrok oddalający wniosek o podział majątku z powodu rzekomego trwania małżeństwa powinien zostać uchylony.

Obecnie znacząca część orzeczeń w Polsce zapada z udziałem sędziów, których status został ukształtowany po 2018 roku. Mówimy o sprawach dotykających najbardziej fundamentalnych sfer życia obywateli – od wyroków rozwodowych i podziałów majątku, po stwierdzenia nabycia spadku czy działy spadku.

mec. Przemysław Rosati

prezes Naczelnej Rady Adwokackiej

Co jednak kluczowe, dotyczy to również spraw karnych, w których orzeka się kary bezwzględnego pozbawienia wolności lub kary z warunkowym zawieszeniem ich wykonania. W tej chwili polscy obywatele na podstawie tych właśnie wyroków faktycznie odbywają kary w zakładach karnych. 

Gdybyśmy zatem chcieli konsekwentnie brnąć w koncepcję o "nieistnieniu" tych orzeczeń, musielibyśmy zadać sobie pytanie: czy te osoby w rzeczywistości nie odbywają kary? A jeżeli tak to co robią w zakładach karnych? Czy ich sytuacja prawna w ogóle nie istnieje? To oczywiście jakiś absurd.

Czy przypadek z Giżycka to odosobniony incydent, czy zapowiedź szerszego chaosu?

To problem systemowy. Dopóki status sędziów powołanych po 2018 roku nie zostanie ostatecznie uregulowany, musimy liczyć się z tym, że podobne sytuacje będą się powtarzać. Ta konkretna sprawa obnaża błąd w działaniu polskiego państwa – państwa, które rękami konkretnego sędziego przerzuca na obywatela skutki własnych dysfunkcji, forsując tezę, że wyrok rozwodowy "nie istnieje". 

To jaskrawy przykład obarczania ludzi konsekwencjami wad systemowych oraz politycznych sporów wokół wymiaru sprawiedliwości.

Jeśli chcemy rzetelnie dyskutować o rozwiązaniach, nie możemy pomijać źródła problemu. Wynika on bezpośrednio ze sposobu ukształtowania Krajowej Rady Sądownictwa, w tym wyboru 15 sędziów przez Sejm, co rzutuje na procedury prowadzone przed tym organem i dalej na status sędziów powoływanych po 2018 r. To właśnie ten fundamentalny spór ustrojowy znajduje swoje dramatyczne odbicie w takich sprawach jak z Giżycka.

Należy pamiętać, że obywatele idą do sądu z ufnością, że wydane orzeczenie wywoła skutki przewidziane w przepisach. W Polsce nie ma przecież innych sądów powszechnych.

Jeśli ktoś dąży do rozwodu i – z przyczyn systemowych – nie ma możliwości uniknięcia sędziego powołanego po 2018 roku, jest w praktyce zmuszony korzystać z takiego wymiaru sprawiedliwości, jaki oferuje mu państwo. 

Chcę wyraźnie podkreślić: państwo polskie ma prawo działać poprzez konkretnego sędziego, jednak niedopuszczalną sytuacją jest to, że skutki wad ustrojowych i problemów sądownictwa są bezlitośnie przerzucane na barki Bogu ducha winnych obywateli.

Ludzie mogą domagać się odszkodowania ze Skarbu Państwa za takie orzeczenie?

Jeśli wyrok zostanie skutecznie zaskarżony, a sąd wyższej instancji naprawi zaistniałą sytuację procesową, trudno wówczas wywodzić podstawy do ewentualnych roszczeń odszkodowawczych. 

Czy spotyka się pan z automatycznym uchylaniem wyroków neo-sędziów?

Absolutnie nie. Nawet Sąd Najwyższy w składach sędziów powołanych przed 2018 rokiem nie uchyla automatycznie orzeczenia tylko dlatego, że uczestniczył w nim sędzia powołany później. Takich przykładów dostarcza mi także moja praktyka adwokacka. Podobnie dzieje się w sądach odwoławczych. Problem ze statusem KRS istnieje, ale nie można go rozwiązywać poprzez negowanie faktu istnienia wydanych wyroków.

Ludzi raczej nie interesują spory o KRS.

Ludzie przede wszystkim oczekują sprawnego wymiaru sprawiedliwości, który nie będzie generował problemów, z jakimi mamy dziś do czynienia – i widzę to w swojej praktyce.

Wymiar sprawiedliwości w Polsce został popsuty przez polityków. To oni powinni go naprawić, ponieważ w takich sytuacjach cierpią ludzie, którzy przychodzą do sądu – a przychodzą, bo nie mają innych możliwości. Powtórzę – nie ma innych sądów. 

Jak chronić obywateli przed takimi sytuacjami?

Fundamentem wszelkich działań musi być zasada, że obywatel nie może ponosić konsekwencji błędów państwa wynikających z decyzji polityków – szczególnie gdy uderzają one bezpośrednio w jego prawa.

W praktyce oznacza to, że dopóki w obrocie prawnym istnieje możliwość zaskarżenia orzeczenia i domagania się, aby sąd wyższej instancji rozstrzygnął sprawę zgodnie z procedurą cywilną lub karną, wciąż dysponujemy mechanizmami naprawczymi. Ich celem jest korekta orzeczenia lub jego uchylenie, aby jednostka nie doświadczyła niedogodności wynikających z wad systemowych.