Sędzia podczas rozprawy
Pracownicy sądów mówią o problemach w wymiarze sprawiedliwości, których często nie widać w TV Fot. Shutterstock

Zmiana władzy miała przynieść poprawę funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem wielu obywateli ma poczucie, że polskie sądy działają tak samo, jak wcześniej. – Ludzi mi najbardziej szkoda. My ten bałagan jakoś przeżyjemy, ale oni w tym systemie po prostu toną – mówi Rafał, pracownik sądu. Michalina, asystentka sędziego: – Przewlekłość postępowań w Polsce nie wynika ze sporu o praworządność. O tym się w ogóle nie mówi.

REKLAMA

Marcin*, pracownik wymiaru sprawiedliwości, mówi mi, że nadzieja na lepsze tli się od 1998 roku. Za czasów ministry sprawiedliwości Hanny Suchockiej, wprowadzono ustawę o pracownikach sądów i prokuratury. Miała być tylko na trzy lata, żeby dać czas na stworzenie docelowego dokumentu.

Nowe prawo miało wejść w 2001 roku.

– Mamy rok 2026 i nadal go nie mamy – mówi gorzko. – Stworzono nam hybrydę pomiędzy umową o pracę a mianowaniem. Z mianowania wyciągnięto wszystko, co niekorzystne dla pracownika, a korzystne dla pracodawcy. To, co miało nas chronić, wyparowało.

Najbardziej boli brak regulacji płac. Marcin przypomina, że problem widział już prof. Adam Bodnar, gdy w 2019 roku jako Rzecznik Praw Obywatelskich pisał do ówczesnego ministra sprawiedliwości Ziobry w tej sprawie. – Bodnar twierdził wtedy, że nasze wynagrodzenia są ukształtowane niekonstytucyjnie, bo ustawa nic nie reguluje, a wszystko zrzucono do rozporządzeń. Rozporządzenie, zamiast ustawę wykonywać, po prostu ją zastępuje. Potem profesor sam był ministrem sprawiedliwości, a sytuacja ani drgnęła.

Rafał*, wieloletni pracownik sądu: – Dużo ludzi oczywiście narzekało na ten PiS, ale teraz, jak minęło trochę czasu, to już nieważne, kto jest tym ministrem. Za PiS-u było beznadziejnie, ale było całościowo beznadziejnie i to się wszystko zazębiało. A tutaj zmiana niby słuszna, ale kompletnie niekompatybilna z innymi przepisami. Teraz wszyscy tym statusem sędziego się zachłysnęli.

Ludzie się nie znają na przepisach, nie wnikają, ale my – ci z drugiej strony – nie mamy już siły. Gdzie nie spojrzysz: to leży, tamto leży. A oni ciągle tylko tymi sędziami się zajmują. Obywatel potrzebuje poczuć, po co my tu w ogóle jesteśmy. My mamy ich chronić, zapewnić im prawo. A zajmujemy się innymi rzeczami.

Rafał

pracownik sądu

Michalina*, która jest asystentką sędziego, dodaje: – Nic się nie zmieniło po zmianie władzy za bardzo. Koszty życia cały czas rosną i ja rozumiem, że ministerstwo przyznało podwyżki, ale one nadal ledwo gonią za tym, co dzieje się w portfelach. Przez wiele lat mieliśmy zamrożone pensje, potem uderzyła inflacja. To nie jest realne polepszenie warunków pracy. To jest "gonienie króliczka".

Choć trwają prace nad nowymi przepisami, pracownicy nie kryją sceptycyzmu.

– Przedstawione założenia nie dotykają najważniejszej kwestii: organizacji stanowisk pracy i ich nazewnictwa. Te stanowiska są strasznie skomplikowane, panuje chaos – punktuje Michalina. – Obecne rozporządzenie jest w ogóle nieprzystające do życia. Najważniejsze kwestie, jak stawki wynagrodzeń, powinny być regulowane na poziomie ustawowym, a nie w rozporządzeniu, którego zresztą nawet nam nie przedstawiono.

Największy rozdźwięk widać jednak w debacie publicznej. Michalina zauważa, że wielka polityka kompletnie rozmija się z rzeczywistością, którą widzimy na sali rozpraw.

– Praworządność i konstytucja to są bardzo ważne rzeczy, ale mam wrażenie, że problem niesprawnych sądów i opieszałości został sprowadzony wyłącznie do problemu "neo-paleo" – zauważa.

Michalina ma na myśli tzw. neo-sędziów. To sędziowie, którzy zostali powołani na stanowiska po 2017 roku przez nową Krajową Radę Sądownictwa (KRS). Krytycy uważają, że ta nowa rada jest upolityczniona, więc i sędziowie przez nią wybrani są "wadliwi".

– To jest jakiś problem akademicko-teoretyczny. Sędziowie między sobą spierają się o uznawanie wyroków, a każda strona mówi co innego o skali odszkodowań. Owszem, oni powinni usiąść i się dogadać, ale przewlekłość postępowań w Polsce nie wynika ze sporu o praworządność. Wynika z przeciążenia sądów, przestarzałych systemów, braku informatyzacji, niedoborów kadrowych i ton papieru, które się przez te sądy przewijają. O tym się w ogóle nie mówi – podkreśla.

Rafał: – Wymiar sprawiedliwości to nie są tylko ci sędziowie.

Dopowiada, że na przykład darmowa pomoc prawna w gminach to fikcja.

– Ludzie idą tam i dostają tylko wizytówkę. Potem przychodzą do sądu, piszą, że są wykluczeni cyfrowo, i Skarb Państwa płaci pełnomocnikowi 3,5 tysiąca za to, żeby za nich kliknął w systemie. Ręce opadają. Dlaczego nie stworzyć w sądach stanowisk komputerowych, żeby ktoś im pomógł? To są rzeczy, które dotykają ludzi, a nie status sędziego, o którym ciągle się mówi.

– Co jest największą bolączką? – dopytuję.

– Mamy niedoetatyzowanie i zero marginesu błędu. Procedury zmieniają się co chwilę, a zadań przybywa. Zaległości po prostu leżą w szafach, bo nie ma ich kto obrobić – tłumaczy Marcin. – Presja idzie pionowo: minister na prezesów, dyrektorzy na kierowników, kierownicy na nas. My, ci na dole, nie jesteśmy w stanie już tego odbić w górę.

I przypomina badanie TEMIDA z 2015 roku, które wykazało, że prawie 80 proc. pracowników pracuje w warunkach sprzyjających powstawaniu zaburzeń psychicznych.

Iwona: – Byłam protokolantką przez pół roku. Taki mobbing, że wytrzymałam zaledwie pół roku. Wylądowałam na zwolnieniu lekarskim. Nic więcej nie powiem.

Michalina słyszy to, co mówi się na sądowych korytarzach: – Ludzie są oburzeni. Pamiętam, jak jeden profesjonalny pełnomocnik napisał we wniosku, że "wnosi o doetatyzowanie sądu", bo nie może się doczekać na pismo. Sama mam sprawę spadkową i widzę, ile muszę czekać. Na rozwód czeka się rok. I to są realne problemy ludzi.

Rafał: – Obywatel musi czuć, po co tu jesteśmy, a my zajmujemy się bzdurami. Orzeczenia uprawomocniają się przez błędy poczty, a brak urzędowych wzorów pouczeń w obcych językach zmusza ludzi do płacenia fortun tłumaczom – nawet 3,5 tysiąca zł za prostą sprawę. To rzeczy, które sensowny system powinien generować sam. Oszczędność czasu i pieniędzy byłaby gigantyczna, ale ministerstwo od lat tylko obiecuje. Tu wszystko kuleje.

Tu potrzebny jest psychiatra

Informatyzacja, zamiast pomagać, stała się kolejnym węzłem gordyjskim. Marcin pokazuje mi skalę absurdu:

– Na infolinii wsparcia informatycznego dla pracowników sądu mamy dziewięć klawiszy do wyboru i 25 podstawowych systemów. Do tego mnóstwo małych aplikacji tworzonych na kolanie, gdy zmieniała się procedura. W każdym systemie trzeba mieć inne hasło, ważne przez miesiąc. Nie wolno ich zapisywać, trzeba zapamiętać. A wie pani, dlaczego tak jest? Bo nikt nie stworzył jednego spójnego systemu do obsługi sądów. Tu potrzebny jest psychiatra – ironizuje.

Michalina z kolei zwraca uwagę na błąd w zarządzaniu kadrami: – W ministerstwie jest obecnie naprawdę dużo delegowanych sędziów. W zasadzie każdy departament jest zarządzany przez sędziego delegowanego. Czy to się nie kłóci z tą apolitycznością?

Jak mówi dalej, ministerstwo "zasysa" tych sędziów do siebie, zamiast pozwolić im orzekać.

– Oni stają się tam HR-owcami, a nie orzecznikami. Do zarządzania zasobami ludzkimi są inni specjaliści, a sędziowie – często świetni fachowcy – są potrzebni na salach rozpraw.

Mimo frustracji, Marcin, Michalina i Rafał trwają w systemie. Iwona do sądu już nie wróci.

– Co mnie tu trzyma? – zastanawia się Marcin. – Działalność związkowa. Mam szerokie spektrum widzenia tego systemu i chyba tylko do tego jeszcze tutaj trwam. Bo my jesteśmy świrami, którzy wierzą, że jeszcze mogą coś zmienić.

Rafał: – Myślę, że ludzie już dawno się z tym pogodzili, że w sądzie nie znajdzie się sprawiedliwości. W sądzie znajdzie się tylko prawo. A to prawo jest sprzeczne ze sobą. Kiedyś jedna strona wychodziła z sądu niezadowolona, dzisiaj obie. Nawet ten, który wygrywa, ma już wszystkiego dosyć, bo po tylu latach wygrana nic nie znaczy. Ja już sam nie wierzę czasami w sens swojej pracy.

– Czy obywatele mają jeszcze siłę walczyć w tym systemie? – pytam Rafała.

– Nie wiem. Może po prostu nie mają innego wyjścia.

*na prośbę bohaterów imiona zmienione