
W czwartek krótko po godz. 9:00 rozpoczęło się wyczekiwane exposé Radosława Sikorskiego. Wicepremier i minister spraw zagranicznych już po raz dziesiąty w swej karierze przedstawia zadania i kierunki polskiej dyplomacji. I jak to ma w zwyczaju, już w pierwszych zdaniach rzucił mocne słowa.
Czwartkowego exposé Radosława Sikorskiego słuchają kluczowi polscy politycy, w tym prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk oraz marszałkowie Sejmu i Senatu, Włodzimierz Czarzasty i Małgorzata Kidawa-Błońska. W pierwszej kolejności szef MSZ odniósł się do tematu wojny w Ukrainie.
Przemówienie Sikorskiego w Sejmie. Ważne słowa już w pierwszych sekundach
Już na początku swojego przemówienia minister spraw zagranicznych spróbował poruszyć zebranych na sali plenarnej Sejmu. Radosław Sikorski odniósł się do bezpieczeństwa w Polsce, nawiązując do trwającej w Ukrainie wojny.
– Wszyscy dostrzegamy zagrożenia, sytuacja jest poważna. Świadomość niebezpieczeństwa może paraliżować lub mobilizować. Na paraliż nie wolno nam sobie pozwolić. Pasywność lub liczenie na innych to zaproszenie do eskalacji. Tak samo jak wykrzykiwanie, że to nie nasza wojna – stwierdził wymownie Sikorski.
Szef MSZ i wicepremier dodał, że bezpieczeństwo stanowi warunek realizacji wszystkich celów państwa. Sytuacja tymczasem jest napięta, a z różnych krajów płyną ostrzeżenia przed wojną.
– Premier Danii mówi, że "Europa, która nie ma możliwości i woli samoobrony, w pewnym momencie umrze". Szef francuskiego sztabu generalnego ostrzega, że kraj musi być gotowy na – cytuję – "utratę dzieci" w potencjalnym konflikcie zbrojnym z Rosją. Sekretarz generalny NATO stwierdza, że – tu znów cytat – "Rosja przyniosła wojnę z powrotem do Europy", a w związku z tym musimy być przygotowani na konflikt "w skali, jakiej doświadczyli nasi dziadkowie lub pradziadkowie". Niemiecki minister obrony nie wyklucza scenariusza, w którym Rosja byłaby gotowa zaatakować kraj NATO nie za trzy czy dwa lata, ale nawet w tym roku. Szefowa MI6 ocenia – również wskazując na działania Rosji – że już "poruszamy się w sferze pomiędzy pokojem a wojną".
Zobacz także
Szef MSZ o rosyjskiej agresji. Mówi, co stałoby się po przegranej Ukrainy
Radosław Sikorski wprost zakomunikował, że "Putin nie chce pokoju, tylko kapitulacji". Minister spraw zagranicznych nie omieszkał przypomnieć, że w latach 90. Ukraina otrzymała od Rosji gwarancję bezpieczeństwa.
– W zamian za to Ukraina zrzekła się broni atomowej, a miała wówczas trzeci pod względem wielkości arsenał na świecie. Porozumienie wynegocjowano z udziałem państw Zachodu, w 2014 roku w momencie aneksji Krymu, Ukraina była też państwem konstytucyjnie neutralnym – mówił z sejmowej mównicy polityk.
Następnie przedstawił, co mogłoby się zdarzyć w przypadku przegranej Ukrainy z rosyjskim najeźdźcą. Jak stwierdził Sikorski, zagrożenie ze strony kraju Władimira Putina byłoby jeszcze większe.
– Gdyby Ukraina przegrała, zagrożenie ze strony Rosji nie spadnie, ale wzrośnie. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby czołgi Putina stanęły w Medyce pod Przemyślem. Na wzmacnianie obrony własnego terytorium musielibyśmy przeznaczać o wiele więcej pieniędzy, niż dziś kosztuje nas pomoc Ukrainie – przekazał.
