Nina Dunin napisała książkę dla dzieci. "Czuje się jak debiutantka"
Nina Dunin napisała książkę dla dzieci. "Czuje się jak debiutantka" Fot. Archiwum własne

Od kilkunastu lat jest na emeryturze, lecz nie zamierza jedynie wypoczywać. Jej zdaniem, dzisiejsze książki dla dzieci nie uwzględniają dziecięcej potrzeby przeżywania piękna zwłaszcza piękna natury. Nina Dunin postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sama napisała książkę dla dzieci. – Nosiłam to w sobie od czasów wczesnego dzieciństwa moich córek – mówi świeżo upieczona debiutantka, autorka książki „O Ani z niebieskimi skrzydełkami i ważkach w błękitnych kamaszkach”.

REKLAMA
Dlaczego woli pani pracować, zamiast wypoczywać? Przecież jest pani na emeryturze.
Nina Dunin: Wciąż jestem aktywna, piszę artykuły, do kwartalnika „Miejsce” i miesięcznika „Stolica” i dostrzegam, że im bardziej angażuję swój umysł, tym lepiej funkcjonuję. Jak na razie jest ze mną całkiem nieźle, z czego się bardzo cieszę. 
Czy napisała pani książkę dla dzieci właśnie teraz, bo 10, 20 czy 30 lat temu brakowało czasu?
Nie w tym rzecz, że brakuje czasu. Chodzi o jakiś wewnętrzny przymus, który powoduje, że właśnie w pewnym momencie trzeba wyrzucić ze swego umysłu i wyobraźni, a może i serca to – co tam tkwi latami. Opowieść „O Ani” czekała na odpowiedni moment, taki, w którym dysponowałabym w miarę wolnym czasem.

Na emeryturze łatwiej go znaleźć?
Przyznam szczerze, że nie mam aż tak dużo czasu, a pisanie to u mnie długotrwały proces. Nawet książka „O Ani” wymagała pewnych studiów – choćby nad owadzimi zwyczajami ważek. Pisząc, robię to kosztem różnych przyjemności emeryckich, takich jakich jak spacery, spotkania kawiarniane czy wycieczki.

Co skłoniło panią do napisania książki dla dzieci?
Ciągle gdzieś tam w pamięci mam cytat z Bierdiajewa, że "piękno stworzonego świata domaga się odpowiedzi i jakiegoś swoistego aktu twórczości ze strony człowieka". Ta książka jest czymś w rodzaju odpowiedzi na magiczne piękno mazurskiej jezior mazurskich. Sama poznałam Mazury w czasach studenckich, gdy zaczynałam żeglować. Później żeglowały ze mną moje dzieci, obserwowałam ich radość ze swobody, jaką daje przebywanie na jachcie, a czasem w namiocie na leśnej polanie nad Śniardwami. Przez lata poznawałam, jak dzieci odbierają spędzony w ten sposób czas. 

Czyli jak?
One to wszystko chłoną, są zachwycone. Od rana do nocy na ich oczach zachodzą zjawiska przyrody. W środku dnia jest upał i kąpiele, później nocne powroty, gdy rejs się przeciągnął, bo wiatr ucichł; bywają też nocne ogniska. Wszystko to ma wpływ na psychikę dziecka.
Pani książka zdecydowanie różni się od tego, co oferuje się dzieciom w księgarniach. Co ją odróżnia?
Są dziś w literaturze dla dzieci pewne trendy, które rozumiem, ale ich nie podzielam. Wielu autorów uważa, że jeśli treścią książki jest jakieś traumatyczne wydarzenie, jak śmierć przyjaciela czy rozwód rodziców, to książka ta lepiej przygotowuje dziecko do życia w świecie, w którym nieszczęścia i zło są przecież obecne.
Ale przecież dzieci nie będą żyły w idealnym świecie.
Owszem, ale może im pewne rzeczy podawać, kiedy są już starsze. Moja propozycja książki, w której dzieci są zauroczone pięknem świata, jest obok tamtych. Rodzice muszą mieć wybór, więc na rynku potrzebne są różne książki.

Czy były trudności z wydaniem pani książki?
Książka ukazała się dzięki wydawnictwu nieprofesjonalnemu. Wydania książki podjęło się Towarzystwo „Komorowianie”. Książka dla dzieci zawsze zawdzięcza swój kształt kilku osobom. Książka „O Ani” ma piękne i liczne ilustracje autorstwa Mai Nikodemskiej i Andrzeja Pilicha. Promujemy książkę własnymi kanałami. Wstawienie jej do księgarń nie wchodzi w rachubę, bo przy jej wręcz luksusowym wydaniu, a jest to papier kredowy, sztywna lakierowana, szyta i klejona okładka, to musiałaby kosztować na pewno ponad 40 złotych. A my ją wyceniliśmy – na granicy opłacalności – na 30 złotych. Na razie mówimy o niej wszystkim znajomym i przyjaciołom.

Czy ta książka jest spełnieniem pani marzeń?
To wyraz mojego zachwytu, który chciałabym podarować także innymi. 

To pani pierwsza książką dla dzieci?
Tak, jestem debiutantką. Tę książkę napisałam z potrzeby serca. Na początku miałam dużą tremę, ale jak wiele osób kupiło książkę, to trema już się trochę zmniejszyła. Mam świadomość, że jestem nowicjuszką i kupujący, nie znając mnie, obdarzają mnie kredytem zaufania. Nie chciałabym ich zawieść.
 
20 czerwca o godzinie 18.30 Nina Dunin będzie gościem Biesiady literackiej w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich, przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89.

Czytaj także: