
Matka chrzestna Tomasza Komendy, a zarazem siostra Teresy Klemańskiej, przez ponad dwa lata była uznawana za zaginioną. Zwłoki pani Stanisławy zostały w końcu odnalezione w jej własnym mieszkaniu, gdzie były przez cały ten czas. Wiele wskazuje na to, że system znów boleśnie zawiódł tę rodzinę.
Teresa Klemańska znów przeżywa niewyobrażalny dramat. Najpierw jej syn spędził osiemnaście lat w więzieniu za morderstwo, którego nigdy nie popełnił. W lutym 2024 roku zmarł na raka. Teraz odeszła jej siostra. Okoliczności tej śmierci są bulwersujące i aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach instytucje potrafią wykazać się taką znieczulicą.
Zaginięcie ciotki Tomasza Komendy. Poszukiwania trwały 2 lata
Całą sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza". Problemy zaczęły się, gdy sąsiedzi z bloku we Wrocławiu zorientowali się, że od grudnia 2023 roku nigdzie nie widzieli starszej, schorowanej lokatorki. Zaniepokojeni wielokrotnie alarmowali administrację i prosili o interwencję lub wezwanie służb.
Rodzina o zniknięciu Stanisławy Szczęsnej dowiedziała się jednak później. Teresa Klemańska wcześniej interesowała się tym, co u siostry, ale po śmierci syna "na nic nie miała siły, sama ledwo wychodziła z domu". "Wyborcza" dodaje, że "spadła ze schodów i się połamała, a potem były problemy z przepukliną, tylko chodziła po lekarzach i szpitalach".
Informacja o tym, że coś mogło się stać jej siostrze, postawiła ją na nogi. Policja jednak nie przyjęła od niej zgłoszenia o zaginięciu. Powiadomiła jednak syna zaginionej, Grzegorza.
Syn zmarłej oficjalnie zgłosił sprawę na policję dopiero w maju 2025 roku, po tym jak zobaczył na drzwiach wezwanie od zarządcy budynku o pilny kontakt "w celu udostępnienia lokalu do oceny stanu technicznego i jego zabezpieczenia". Policja potrzebował jej zdjęcia. Administracja wpuściła go tylko do przedpokoju i tylko po to, by mógł wziąć fotografię.
Rozpoczęto oficjalne poszukiwania. Na stronie policji pojawiła się stosowna informacja, sprawdzano szpitale, analizowano rejestry i bazy danych. W akcję włączyła się też Teresa Klemańska. Nie pozwolono jej jednak wejść do mieszkania siostry.
"Najgorsza jest ta opieszałość i traktowanie ludzi z góry. Że my nie możemy wejść, zobaczyć, nic nam nie wolno. Mówiłam policji i administracji, żeby sprawdzili w mieszkaniu siostry, czy na pewno jej tam nie ma" – wyznała.
Zobacz także
Zwłoki były cały czas w mieszkaniu. Odkryto je przypadkiem w czasie dezynsekcji
Przez niewielkie, dziewiętnastometrowe mieszkanie, przez ten czas przewinęło się jednak parę osób. Do przedpokoju wchodzili zarówno miejscy urzędnicy (administratorka ze ślusarzem), jak i syn zaginionej, jednak nikt nie zapuścił się głębiej.
8 grudnia 2025 roku do niewielkiego, zaledwie dziewiętnastometrowego mieszkania, weszła profesjonalna ekipa sprzątająca. Pracownicy mieli całkowicie je opróżnić za zaległe czynsze. Wyborcza opisuje, że podczas wynoszenia starych mebli i sprzętów, w łazience natrafili na zmumifikowane ciało.
Relacje rodzinne również nie ułatwiały poszukiwań. Obie siostry nie utrzymywały ze sobą kontaktu od lat. Punktem zapalnym było niesłuszne skazanie Komendy. Jego ciotka, a zarazem matka chrzestna, odwróciła się od krewnych.
"Myślałam, że będę miała w niej wsparcie, a ta mnie zwyzywała, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę" – wspomina gorzko Teresa Klemańska. I dodała, że zmarła z biegiem lat "zdziczała" i nawet podejrzewano u niej demencję, co też utrudniało kontakt.
Wyjaśnienia policji we Wrocławiu. Dlaczego nie przeszukali mieszkania?
Przedstawiciele Zarząd Zasobu Komunalnego twierdzą, że nie mieli pojęcia, czy w mieszkaniu przebywa zaginiona osoba. Zleciła prace zewnętrznej firmie wyłącznie ze względów sanitarnych (sąsiedzi skarżyli się, że "robactwo nam już krążyło po klatce")
Martyna Stefonowicz z biura prasowego dodała, że "specyfika zwalczenia szkodników wymagała usunięcia przedmiotów stanowiących źródło zamieszkania insektów oraz ich potencjalnych miejsc lęgowych – a na to wskazywał ujawniony wcześniej stan lokalu".
Z kolei policja nie przeszukała mieszkania, bo stwierdziła, że skoro wcześniej byli tam bliscy i pracownicy administracji i niczego nie zauważano, to... nie ma sensu wysyłać tam ludzi.
"Zarówno administracja, jak i obecni na miejscu członkowie rodziny nie ujawnili wówczas zwłok, a mieszkanie sprawiało wrażenie opuszczonego od dłuższego czasu. Z uwagi na te ustalenia odstąpiono od ponownego sprawdzenia lokalu przez Policję" – przekazała dziennikarzom podkomisarz Aleksandra Freus.
Syn zmarłej, Grzegorz, z kolei do dziś nie został wpuszczony do mieszkania. Nie może się też dowiedzieć, co stało się z rodzinnymi pamiątkami i biżuterią po matce, ponieważ urzędnicy twierdzą, że nie ma żadnego protokołu z jej rzeczami. Sprawę bada obecnie prokuratura, która czeka na opinię biegłych. Pozwoli ustalić dokładną datę i przyczynę zgonu.
