
Pentagon przygotowuje przerzut żołnierzy 82. Dywizji Powietrznodesantowej na Bliski Wschód – wynika z doniesień medialnych. Formalnego komunikatu Pentagonu jeszcze nie ma, ale już sam fakt przygotowań jest istotny, bo 82. Dywizja nie jest zwykłą jednostką uzupełniającą. To amerykańska formacja szybkiego reagowania.
Według Reutersa Pentagon szykuje wysłanie na Bliski Wschód od 3 tys. do 4 tys. żołnierzy 82. Dywizji Powietrznodesantowej z Fort Bragg w Karolinie Północnej. Agencja zaznacza, że źródła nie podały jeszcze ani dokładnego miejsca rozmieszczenia, ani terminu przybycia wojsk do regionu. Wall Street Journal pisze z kolei o około 3 tys. żołnierzy, w tym o brygadzie bojowej i elemencie sztabowym dywizji.
Agencja AP opisuje wariant ostrożniej: co najmniej 1 tys. żołnierzy, w tym batalion 1. Brygady oraz dowództwo z gen. Brandonem Tegtmeierem. Różnice w liczbach pokazują, że plan może być jeszcze dopracowywany, ale sam zamiar zwiększenia obecności 82. Dywizji nie wydaje się już spekulacją.
W takich sytuacjach pierwsze przecieki bardzo często dotyczą tego samego ruchu, ale opisują różne etapy decyzji. AP może odnosić się do pierwszego rzutu sił, a Reuters i WSJ do pełniejszego pakietu, który Pentagon chce mieć w gotowości. Na tym etapie nie ma jeszcze publicznego rozkazu. Biały Dom odesłał pytania w tej sprawie do resortu obrony, a rzeczniczka Anna Kelly ograniczyła się do stwierdzenia, że Donald Trump "zawsze ma do dyspozycji wszystkie opcje militarne".
Zobacz także
Dlaczego akurat 82. Dywizja tak dużo znaczy?
Znaczenie tego ruchu wynika tak naprawdę głównie z charakteru samej jednostki. 82. Dywizja Powietrznodesantowa to legendarna formacja utworzona w czasach pierwszej wojny światowej, która "na rozkaz" może zostać rozmieszczona w ciągu 18 godzin, przeprowadzać desanty spadochronowe i zabezpieczać kluczowe cele dla dalszych operacji.
To nie jest więc standardowe wzmocnienie liczebne, ale dołożenie do regionu jednostki, która z definicji służy do szybkich, nagłych działań w sytuacjach kryzysowych. Żołnierze 82. Dywizji są szkoleni do wejścia do terenu wrogiego lub spornego i do przejmowania kluczowych obiektów, w tym lotnisk i punktów strategicznych.
Nawet jeśli Trump nie wyda decyzji o wejściu wojsk USA na terytorium Iranu, sama obecność takiej jednostki w regionie zwiększa możliwość szybkiej reakcji na nowe zagrożenia, ewakuacje, zabezpieczenie baz, wsparcie sojuszników albo bardziej ograniczone operacje wokół kluczowych punktów zapalnych.
To kolejny etap większego amerykańskiego wzmocnienia
Planowany przerzut 82. Dywizji nie jest pierwszym ruchem USA w ostatnich dniach. Do regionu wysyłane są tysiące dodatkowych Marines i marynarzy na pokładzie USS Boxer oraz towarzyszących mu okrętów. Ten ruch ma dodać około 2,5 tys. Marines z jednostki ekspedycyjnej piechoty morskiej, a łącznie z kolejnym morskim komponentem doprowadzić do obecności dwóch Marine Expeditionary Units w regionie. Przed tymi dodatkowymi przerzutami Stany Zjednoczone miały już na Bliskim Wschodzie około 50 tys. żołnierzy.
Nie chodzi więc już tylko o pojedyncze przesunięcie jednej jednostki, lecz o budowanie większej warstwy wojskowej, która pozwala jednocześnie prowadzić obecną kampanię, zabezpieczać bazy i utrzymywać w odwodzie siły do działań szybkich. Do regionu mają też trafić dodatkowe siły morskie z USS Tripoli i 31. Marine Expeditionary Unit, przeniesione z obszaru ćwiczeń w pobliżu Tajwanu. Oznacza to, że Pentagon nie zwiększa obecności punktowo, lecz poszerza ją jednocześnie na lądzie i morzu.
Problem polega na tym, że Trump równolegle mówi o rozmowach
Cała sytuacja jest dosyć skomplikowana politycznie, bo te przygotowania zbiegają się z wypowiedziami Trumpa o możliwym porozumieniu z Iranem. Prezydent Trump twierdził, iż USA prowadzą rozmowy z "właściwymi ludźmi" w Teheranie i że Irańczycy bardzo chcą zawrzeć układ. Iran z kolei publicznie zaprzecza, jakoby takie rozmowy rzeczywiście się toczyły, a część izraelskich urzędników ocenia ich powodzenie sceptycznie.
To tworzy wyraźne napięcie w przekazie Waszyngtonu. Z jednej strony Biały Dom sugeruje, że kanał dyplomatyczny nadal działa i może doprowadzić do zatrzymania wojny. Z drugiej Pentagon wzmacnia region jednostkami, których sens wojskowy polega właśnie na gotowości do szybkiej eskalacji.
