
Wszystko wskazuje na to, że rozpędzone w górę ceny paliw wreszcie wyhamują. Przynajmniej na chwilę. Najnowsza decyzja Orlenu otwiera drogę do obniżek na stacjach. O ile może stanieć benzyna i olej napędowy?
5-dniowe ultimatum Donalda Trumpa i rozmowy o rozejmie z Iranem, których nie było, mocno zatrzęsły rynkami. Tym razem jednak przyniosły dobre wieści dla kierowców. Notowania ropy gwałtownie spadły, a to oznacza, że tankowanie samochodu stanie się ciut tańsze. Co nam przyniesie przyszłość?
Najnowsze ceny hurtowe paliw na stacjach Orlen
Orlen to największy gracz w tej części Europy, więc wyznacza rynkowe trendy. Jego ruchy bezpośrednio przekładają się na ceny na stacjach benzynowych w całym kraju, wymuszając reakcję u konkurencji. Dziś (25 marca) udostępnił nowy cennik hurtowy (bez VAT):
Tańsze tankowanie to efekt globalnych zmian na rynku paliw
Jak te spadki wpłyną na ceny benzyny i diesla na stacjach? Portal Money.pl zauważa, że obniżki stawek hurtowych szybko zamieni się w kilkugroszowe lub kilkunastogroszowe oszczędności na każdym zatankowanym litrze.
"To jest obniżka wynikająca z sytuacji na rynku międzynarodowym, więc nie jest zaskakująca. Bardziej zaskoczyła rynek zmiana, która się wydarzyła na światowym rynku paliw. A to, co zrobił Orlen, obniżając ceny hurtowe paliw, to przeniesienie tego na polski rynek" – stwierdził w rozmowie z PAP Jakub Bogucki, analityk serwisu e-petrol.pl.
Szybkość odświeżania cyferek na pylonach zależeć będzie od polityki konkretnych właścicieli stacji. Wiele obiektów wciąż musi wyprzedać swoje droższe zapasy, które dotarły wcześniej.
"Nie wiem, jak szybko stacje będą te niższe ceny przenosić. Trzeba pamiętać, że dzieje się to w momencie, kiedy na stacje dociera paliwo – zarówno to drogie, jak i to tańsze" – zaznaczył ekspert.
Zobacz także
Niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż groźna
Wstrzymanie zaplanowanych ataków na pięć dni to tylko chwilowy oddech dla światowej gospodarki. Przerwa w operacjach wojskowych wcale nie oznacza definitywnego zakończenia konfliktu z Iranem.
Serwis Money.pl przypomina, że globalni gracze wciąż niedoszacowują kryzysu podażowego. To właśnie obawa o braki surowca napędzała wcześniejsze, drastyczne skoki notowań ropy Brent sięgające nawet kilkudziesięciu proc. Obecnie kosztuje 95 dolarów za baryłkę, ale parę dni temu przebiła setkę.
Orlen od dłuższego czasu uspokaja, że nie importuje ropy z objętego konfliktem regionu, ale globalny rynek ropy reaguje na każdy sygnał, a zablokowanie szlaków handlowych (np. Cieśninę Ormuz) nadal odcina miliony baryłek dziennie. To spowoduje problemy w niedalekiej przyszłości. Warto więc wykorzystać nadchodzące obniżki, bo nie wiadomo, ile potrwają.
