
Rząd wraca do instrumentów, które mają osłabić wzrost cen paliw na stacjach. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański powiedział, że obniżenie VAT na paliwa jest "rozwiązaniem prawdopodobnym", choć decyzja jeszcze nie zapadła.
Jednocześnie minister zastrzegł, że gabinet nie pracuje dziś nad podatkiem od nadmiarowych zysków firm paliwowych, ale takiego ruchu "absolutnie nie można wykluczyć", jeśli analizy pokażą, że koncerny korzystają na wyjątkowo wysokich marżach rafineryjnych. To oznacza, że rząd szybką ulgę dla kierowców i ewentualne późniejsze sięgnięcie po dodatkowe pieniądze od sektora paliwowego.
Co dokładnie powiedział minister?
Najważniejsza część wypowiedzi Andrzeja Domańskiego dla radiowej Trójki dotyczyła podatku VAT. Minister stwierdził, że rząd pracuje nad rozwiązaniami mającymi ograniczyć wzrost cen paliw widoczny na stacjach i że obniżenie VAT jest jednym z wariantów "bardzo szczegółowo analizowanych". Dodał, że w jego ocenie jest to "rozwiązanie prawdopodobne", ale jednocześnie zaznaczył, że żadnej wiążącej decyzji jeszcze nie ma. Polityczny sygnał został już więc wysłany, ale formalnego rozstrzygnięcia rządu nadal brak.
– To jest myślę rozwiązanie prawdopodobne. Na pewno dla nas jest bardzo istotne, aby obniżenie VAT-u znalazło przełożenie w niższej cenie benzyny dla kierowców, a nie zostało, mówiąc trochę kolokwialnie, skonsumowane przez dostawców, dystrybutorów czy stacje benzynowe – powiedział Domański.
Minister od razu dopisał też warunek, który pokazuje główny problem takiego rozwiązania. Rząd chce mieć pewność, że obniżka VAT rzeczywiście przełoży się na niższą cenę benzyny i diesla dla kierowców, a nie zostanie "skonsumowana" przez marże dostawców, dystrybutorów lub stacji paliw. To jeden z istotniejszych punktów całej dyskusji, bo każda obniżka podatku działa politycznie tylko wtedy, gdy finalny efekt widać bezpośrednio przy dystrybutorze.
Zobacz także
Co dalej z podatkiem od nadmiarowych zysków?
Drugi wątek dotyczy windfall tax, czyli podatku od zysków nadmiarowych. Domański powiedział wprost, że rząd "w tej chwili" nad takim rozwiązaniem nie pracuje. Dodał jednak, że jeśli analiza pokaże, iż niektóre koncerny osiągają wyjątkowo wysokie zyski z przyczyn czysto rynkowych, to wprowadzenia takiego podatku nie da się wykluczyć. Za przykład wskazał bardzo wysokie marże rafineryjne, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
– Jeżeli analiza pokaże, że niektóre koncerny mają z przyczyn rynkowych wysokie zyski, to rozliczenia takiego podatku absolutnie nie można wykluczyć. W tej chwili takie decyzje nie zostały podjęte. Tym niemniej, chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie, nie wykluczamy wprowadzenia takiego podatku od nadmiarowych zysków wynikających z tego, że marże, na przykład rafineryjne, nie tylko w Polsce, w całej Europie, są po prostu na bardzo wysokim poziomie – podkreślił.
To oznacza, że na dziś windfall tax nie jest projektem legislacyjnym leżącym już na stole, ale pozostaje polityczną opcją rezerwową. Taki ruch miałby sens nie jako bezpośredni mechanizm obniżenia ceny przy dystrybutorze, lecz jako sposób częściowego odebrania nadzwyczajnych korzyści sektorowi paliwowemu, jeśli rząd uzna, że zyski koncernów rosną szybciej niż uzasadniają to normalne warunki rynkowe. Byłby to więc instrument bardziej redystrybucyjny niż cenowy.
Jak działałby niższy VAT?
Dziś podstawowa stawka VAT w Polsce wynosi 23 proc. Ewentualne czasowe cięcie VAT na paliwa mogłoby być wyraźnie odczuwalne dla kierowców, ale tylko wtedy, gdy jego efekt nie zostanie rozmyty przez inne elementy ceny. Rząd wyraźnie pokazuje, że to właśnie ten mechanizm budzi dziś u polityków największą ostrożność.
Polska już raz sięgała po taki instrument. W 2022 r. w ramach działań antyinflacyjnych stawka VAT na określone paliwa silnikowe została czasowo obniżona do 8 proc. i obowiązywała od 1 lutego do 31 grudnia 2022 r. Z początkiem 2023 r. wróciła do poziomu sprzed tarczy, m.in. po uwagach Komisji Europejskiej i preferowaniu przez Brukselę innych form wsparcia niż szerokie zmiany w VAT. Powrót do obniżonego VAT nie byłby więc dla Polski eksperymentem, tylko sięgnięciem po mechanizm już wcześniej użyty w kryzysie cenowym.
