
Péter Magyar, lider opozycyjnej partii TISZA i najgroźniejszy rywal Viktora Orbána przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, nie otrzymał w tej kampanii ani jednego zaproszenia do występu w mediach publicznych. Ostatnie zaproszenie z telewizji M1 lub Radia Kossuth miało wpłynąć jeszcze we wrześniu 2024 roku.
Magyar stoi dziś na czele partii, która według większości niezależnych sondaży zagraża Fideszowi. W badaniu Median TISZA uzyskała 58 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców, podczas gdy Fidesz 35 proc. W przeliczeniu na całą populację przewaga też była wyraźna. Wybory odbędą się 12 kwietnia, więc mowa o samym środku kampanii, a nie o odległym etapie przedwyborczej mobilizacji.
Brak dostępu do mediów publicznych zbiegł się też z brakiem debaty między dwoma głównymi rywalami. Prawie 2/3 Węgrów chciałoby bezpośredniego starcia Orbána z Magyarem. Premier od miesięcy ten pomysł odrzuca, przekonując, że jego przeciwnikiem nie jest lider TISZY, lecz politycy z Brukseli wspierający opozycję. Magyar deklaruje, że jest gotów do debaty, ale tylko wtedy, gdy na scenie pojawi się również Orbán.
Przewaga obozu władzy nie kończy się na telewizji publicznej
Media publiczne na Węgrzech są tylko częścią większego układu. Komisja Europejska podaje, że państwo pozostaje najważniejszym graczem na rynku reklam medialnych i kieruje znaczące środki do mediów prorządowych. Reklama państwowa odpowiada za ponad 30 proc. całego rynku reklamowego, a fundacja KESMA skupiająca prorządowe media otrzymuje nawet 75-80 proc. swoich przychodów właśnie z reklam państwowych.
Oznacza to, że przewaga obozu Orbána nie opiera się wyłącznie na formalnej kontroli nad nadawcą publicznym, lecz także na ogromnym wsparciu finansowym dla szerokiego ekosystemu mediów sprzyjających rządowi.
Zobacz także
Do tego dochodzą napięcia wokół dostępu dziennikarzy do kampanii. W połowie marca dwie reporterki Telexu, czyli jednego z ważniejszych, niezależnych portali informacyjnych na Węgrzech, zostały siłą usunięte z wydarzenia wyborczego Fideszu. Komitet Ochrony Dziennikarzy opisał to jako bardzo niepokojący sygnał dla wolności mediów przed wyborami. Z kolei Reporterzy bez Granic ocenili w marcu, że uczciwość wyborów na Węgrzech osłabia już sam ograniczony dostęp opozycji do mediów publicznych.
To nie jest tylko spór tylko o jedno zaproszenie
OBWE w swoim najnowszym raporcie z obserwacji kampanii napisała, że węgierskie środowisko medialne w wielu miejscach jest zdominowane przez narracje prorządowe, a media publiczne wciąż mają szczególne znaczenie dla starszych grup wiekowych i mieszkańców mniejszych miejscowości. Ten sam dokument wskazał też na nierówny rozkład zasięgu, widoczności i zasobów między mediami krytycznymi a znacznie większym sektorem prorządowym.
OBWE odnotowała również konkretne przypadki dotyczące samej kampanii. W raporcie zapisano, że potwierdzono naruszenia związane z nierówną i stronniczą relacją publicznego dostawcy mediów, a najwyższą grzywnę w tej kampanii dostały właśnie narodowe media publiczne za nieproporcjonalne eksponowanie partii rządzącej w serwisach internetowych i nadawczych.
