Dystrybutor na stacji paliw.
"CPN" Tuska nie powstrzyma możliwych gigantycznych podwyżek cen benzyny i diesla. Shutterstock.com/FotoDax

Od możemy się spodziewać obniżek na stacjach benzynowych. Ale spadek cen paliw w Polsce może być chwilowy. Analitycy już mówią o tym, że cena baryłki ropy Brent w najbliższych miesiącach może dojść do 200 dolarów, a to oznacza... nawet ponad 11 zł za litr benzyny i 14 zł za litr oleju napędowego. I to uwzględniając już program "CPN".

REKLAMA

Od wtorku, 31 marca, za litr paliwa na stacji benzynowej zapłacimy mniej. I może warto się tym cieszyć tak długo, jak możemy, bo analizy ekspertów mówią o kolejnych gigantycznych podwyżkach cen na rynku ropy. Jeśli do nich dojdzie, to i w Polsce nie unikniemy gwałtownego, a przede wszystkim ogromnego wzrostu cen na stacjach paliw.

Prognozowane ceny ropy i drożyzna na stacjach benzynowych

Dalej nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja na Bliskim Wschodzie. To właśnie toczący się tam konflikt przyczynił się do podwyżek notowań ropy Brent na globalnym rynku, a w konsekwencji także wzrostu cen paliw. Premier Donald Tusk przekazywał niedawno raczej niewesołe wieści, bo jak pisaliśmy w naTemat, według jego informacji "najbliższe dni mogą doprowadzić do eskalacji tej sytuacji [na Bliskim Wschodzie – red.]".

Ale nawet pomimo pakietu "CPN", który ma obniżyć ceny paliw w Polsce, niedługo możemy odczuć negatywne konsekwencje toczącej się wojny.

"(...) wojna może trwać jeszcze miesiącami, co oznacza niepowetowane straty dla globalnej gospodarki i ceny ropy, które według Arabii Saudyjskiej już w maju mogą sięgać 200 USD za baryłkę. Impuls inflacyjny prawdopodobnie nie będzie znaczący na tyle, by utrwalić presję cenową, choć rynek już dziś musi kalkulować ryzyko takiego scenariusza; rynki pieniężne wyceniają ok. 50% szans na podwyżkę stóp Fed w tym roku" – czytamy w komunikacie XTB.

Australijscy finansiści z firmy Macquarie Group przewidują natomiast, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, to do czerwca tego roku cena baryłki ropy Brent może sięgnąć 200 dolarów. Ich zdaniem istnieje 40 proc. szans na spełnienie tego scenariusza. Dla porównania, cena baryłki ropy aktualnie wynosi około 107 dolarów. W tym scenariuszu notowania wzrosłyby o 87 proc.

A droższa ropa oznacza wyższe ceny paliw, także w Polsce. Jeśli te przewidywania by się ziściły, to obniżone podatki nie zniwelowałyby olbrzymiej podwyżki. Oznacza to, że państwowy budżet poniósłby koszty, ale obywatele efektów by nie odczuli. Niedobór ropy i paliw wynikający z przedłużającej się blokady Cieśniny Ormuz miałby wpływ na ceny na całym świecie. Serwis WNP wyliczył, że gdyby paliwa podrożały tak, jak ropa Brent, to za litr benzyny płacilibyśmy 11,20 zł, a za litr diesla – 14 zł. I to pomimo obniżek podatków.

Bez przełomu na Bliskim Wschodzie

Sytuacja w Cieśninie Ormuz jest wciąż napięta. Iran próbuje wprowadzić system kontroli, w którym będzie decydować, kto może nią przepłynąć i ile będzie musiał za to zapłacić, a kto nie będzie mieć takiej możliwości. Ale strach armatorów przed atakami sprawia, że ruch jest tam niewielki.

W mediach pojawiają się też doniesienia o konflikcie między władzami Iranu a armią. Niestabilność sytuacji dodatkowo odwodzi przewoźników od zawierania umów na pokonywanie cieśniny, bo nie wiadomo, jaka sytuacja panować będzie w samym Iranie. Tymczasem prezydent USA Donald Trump nieustannie zmienia zdanie na temat działań Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, co dodatkowo wzmaga napięcie.

Donosi się też, że rebelianci Huti z Jemenu poinformowali o dołączeniu do wojny po stronie Izraela i przeprowadzili pierwsze ataki rakietowe na Izrael. Jeśli uda im się zablokować lub ograniczyć żeglugę na Morzu Czerwonym, będziemy mieć do czynienia z dalszymi wzrostami cen paliw i poważnymi zakłóceniami w ich dostawach.