
Na tydzień przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, Budapeszt żyje nową aferą. Tym razem międzynarodową – z gazociągiem biegnącym przez Serbię w tle i silnym ładunkiem wybuchowym, który znaleziono w pobliżu. Viktor Orbán grzmi, że to próba sabotażu wymierzona w Węgry. Jego przeciwnicy sugerują, że to mogła być prowokacja Orbána. Całe zdarzenie wymownie skomentował też Radosław Sikorski.
Zaczęło się od tego, że serbskie służby odkryły ładunki wybuchowe w pobliżu gazociągu TurkStream, którym rosyjski gaz dociera na Węgry i pokrywa około 60 proc. ich zapotrzebowania. Do zdarzenia doszło na północy Serbii, około 10 km od granicy z Węgrami, o czym poinformował prezydent kraju, prorosyjski Aleksandar Vučic. Według niego ładunek mógł zagrozić wielu osobom i spowodować poważne zakłócenia w dostawach gazu.
Serbski przywódca natychmiast też skontaktował się z Viktorem Orbánem. "Właśnie rozmawiałem przez telefon z prezydentem Aleksandarem Vučiciem. Władze Serbii znalazły potężny ładunek wybuchowy w pobliżu krytycznej infrastruktury gazowej łączącej Serbię z Węgrami. Śledztwo jest w toku" – przekazał 5 kwietnia Orbán.
Po czym natychmiast zwołał nadzwyczajne posiedzenie rady obrony, a po nim ogłosił decyzję o wysłaniu wojska do ochrony gazociągu. Dodał też, że w serbskiej Wojwodinie doszło do akcji sabotażu gazociągu, ale "szczęśliwie nikt nie został ranny, a dostawy działają bez przeszkód".
Podejrzenie padło na Ukrainę. Jak stwierdził szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto, incydent "wpisuje się w serię ukraińskich ataków w ostatnich tygodniach". Nazwał go "atakiem terrorystycznym".
Tymczasem węgierska opozycja uważa, że to mogła być prowokacja.
Zobacz także
Węgierska opozycja: operacja pod fałszywą flagą
Faworyt przedwyborczych sondaży Peter Magyar widzi ten incydent o 180 stopni inaczej. Według niego może to być efekt tzw. operacji pod fałszywą flagą.
Zresztą, podobnie uważa ukraińskie MSZ, które natychmiast wydało oświadczenie i zaprzeczyło pomówieniom węgierskiego rządu. "Ukraina kategorycznie odrzuca próby powiązania państwa z incydentem dotyczącym materiałów wybuchowych znalezionych przy gazociągu w Serbii" – przekazał rzecznik MSZ.
Co więcej, strona serbska również poinformowała, że służby nie odnalazły "ukraińskiego śladu" przy znalezionych materiałach wybuchowych. Stwierdzono natomiast, że zostały wyprodukowane w USA.
"Węgrzy mają wszelkie powody, by obawiać się, że ustępujący premier, kierując się radami rosyjskich agentów, próbuje zasiać strach w swoim społeczeństwie poprzez operacje pod fałszywą flagą" – ocenił zaś lider opozycyjnej partii TISZA.
Stwierdził też, że od tygodni otrzymują ostrzeżenia z wielu źródeł o tym, że po wcześniejszych nieudanych operacjach pod fałszywą flagą i spadku poparcia dla Fideszu, "Orbán – być może z pomocą Serbii i Rosji – może planować przekroczenie kolejnej granicy".
"Wiele osób sugerowało, że w Serbii może się coś 'przypadkowo' wydarzyć, być może z udziałem gazociągu, około Wielkanocy, tydzień przed wyborami na Węgrzech. I tak się właśnie stało" – cytuje go PAP.
Bo dlaczego doszło do takiego incydentu akurat na tydzień przed wyborami, które uważane są za najważniejsze na Węgrzech od lat? W sytuacji, gdy Orban przegrywa w kolejnych sondażach i pierwszy raz od 16 lat tak realnie stoi przed widmem utraty władzy?
Szef polskiego MSZ Radosław Sikorski skomentował to bardzo wymownie. "Podejrzanie dogodny moment" – napisał na X, komentując wpis Orbána, w którym premier Węgier grzmi o próbie sabotażu.
Wybory na Węgrzech już 12 kwietnia
Przypomnijmy, wybory na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. A węgierska opozycja atakuje lidera Fidesza kolejnymi poważnymi oskarżeniami. Ostatnio chodziło o manipulacje przy pakietach wyborczych. Péter Magyar, lider Partii Szacunki i Wolności (TISZA), udzielił godzinnego wywiadu na kanale Gulyáságyú Média na platformie YouTube. W wywiadzie odniósł się do prób fałszowania wyborów na Węgrzech. Według niego rządzący Fidesz popełnia oszustwa, które mają zapewnić mu zwycięstwo.
Wszyscy widzą, że sytuacja urzędującego premiera staje się coraz trudniejsza. Według marcowego badania opozycyjna TISZA może liczyć na 58 proc. poparcia. Rządzący Fidesz natomiast musiałby zadowolić się wynikiem o ponad 20 proc. niższym – 35 proc.
