Marcin Romanowski odniósł się już do wyników wyborów na Węgrzech.
Marcin Romanowski odniósł się już do wyników wyborów na Węgrzech. Fot. YouTube / Marcin Romanowski - Odzyskać Polskę

Już dawno temu Peter Magyar z triumfującej dziś na Węgrzech partii TISZA zapowiedział, że pod jego rządami poszukiwani przez polskie organy ścigania Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski nie będą mieli czego szukać na madziarskiej ziemi. Po niedzielnym upadku orbanowskiej władzy jeden z polskich zbiegów zabrał głos.

REKLAMA

– Nowy rząd powstanie za jakiś miesiąc. To nie rząd decyduje o wszystkim, jak Peter Magyar sugeruje. To nie on będzie odwoził nas w kajdankach do Warszawy, tylko to decyduje sąd – pocieszał sam siebie Marcin Romanowski na antenie otwarcie sympatyzującej z Prawem i Sprawiedliwością stacji Republika.

– Nie będę ułatwiał szajce 13 grudnia działania i nie będę zdradzał nowego adresu czy planu działania – dodał były wiceminister sprawiedliwości, który na Węgry zbiegł przed polskimi organami ścigania poszukującymi go w związku z licznymi zarzutami dotyczącymi afery z Funduszem Sprawiedliwości.

Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski muszą obawiać się o swój azyl w Budapeszcie, gdyż Peter Magyar już dawno temu oznajmił, że "pod rządami TISZY Węgry nie będą zapewniać schronienia, nie mówiąc już o azylu, zagranicznym przestępcom".

– Gdybym miał dać mu jakąś radę, to tę, że im bliżej wyborów na Węgrzech, tym bardziej powinien zwiększyć wysiłki, by znaleźć nowy kraj, w którym się ukryje. Wiążą nas międzynarodowe traktaty, które są bardzo jasne – powtórzył później Magyar w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", zwracając się wprost do Romanowskiego.

Wyniki wyborów parlamentarnych na Węgrzech. TISZA może zniszczyć cały system Orbana

Jak informowaliśmy w naTemat.pl, po zliczeniu 96,37 proc. głosów oddanych w niedzielnych wyborach głosów ugrupowanie Petera Magyara ma na swoim koncie 138 mandatów w 199-miejscowym parlamencie. Jeśli taka przewaga utrzymałaby się po zliczeniu 100 proc. kart, oznaczałoby to, że nowa władza ma większość konstytucyjną i zdolność do odwrócenia wszystkich "reform" z czasów orbanowskich.

Przypomnijmy, iż wybory parlamentarne na Węgrzech to starcie dwóch obozów: rządzącej od 16 lat koalicji Fidesz–KDNP premiera Viktora Orbána i opozycyjnej partii TISZA, na czele której stoi Péter Magyar – były prawnik bliski niegdyś środowisku Fideszu, który z czasem stał się twarzą ruchu antyrządowego.

Kampanię wyborczą naznaczyły wzajemne oskarżenia o próby sfałszowania wyborów i zarzuty dotyczące zagranicznej interwencji. Obóz rządzący skupiał się na obietnicach stabilności i pokoju, zaś Magyar i TISZA budowali kampanię na oskarżeniach o korupcję i pogorszenie gospodarcze, zapowiadając zwrócenie Węgier ku Zachodowi i konstruktywne podejście do Unii Europejskiej.

Choć oficjalne cząstkowe wyniki w niedzielny wieczór spływają bardzo szybko, to na ostateczny, 100-proc. werdykt przyjdzie nam poczekać dość długo. A to dlatego, że do Budapesztu spłynąć muszą jeszcze głosy oddane za granicą.

Karty powinny trafić do NVI najpóźniej w czwartym dniu po wyborach i zostać podliczone najpóźniej do 18 kwietnia. W przypadku zbliżonej liczby głosów oddanych na największe listy istnieje możliwość, że ostateczny wynik będzie znany... dopiero w sobotę. Jednak już krótko po godz. 21:00 w niedzielny wieczór Viktor Orban uznał swoją porażkę. Najpierw zadzwonił pogratulować zwycięstwa do Petera Magyara, a następnie wystąpił przed sympatykami Fideszu na wiecu powyborczym. Oznijmił im wymownie, że partia "już nie ma ciężaru rządzenia na ramionach". – Nie mamy pełnych wyników wyborów, ale chyba staje się jasne, że dla nas te wyniki są bardzo bolesne – stwierdził. – Będziemy w opozycji, ale będziemy nadal służyć narodowi – dodał.

Gratulacje pod adres Petera Magyara szybko napłyneły też z salonów Unii Europejskiej. "Węgry wybrały Europę. Europa zawsze wybierała Węgry. Kraj wraca na swoją europejską ścieżkę. Unia staje się silniejsza" – skomentowała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, słowa te publikując także w języku węgierskim.