Rzeźba w okularach odbiera telefon, kolaż
Ignorujemy wiadomości i telefony i często jest nam z tym dobrze. Nie myślimy o tym, co czuje druga strona Fot. Shutterstock

Kasia nie cierpi telefonów z zaskoczenia. – Mój kolega kompletnie to ignorował. Dzwonił po kilka razy dziennie. Jak nie odbierałam, pisał: "halo?", "żyjesz?", "serio?". A potem pretensje, że unikam kontaktu – nie kryje irytacji. Dziś po tej znajomości nie ma już śladu. Anna ma inną perspektywę: – Przeszłam już wszystkie procesy: od nagłego ataku paniki, że coś się komuś stało, po pytanie, co ze mną jest nie tak, że ludzie mi nie odpisują – mówi w rozmowie z naTemat.

REKLAMA

Charakterystyczny "plum" Messengera. Pod twoją wiadomością wyskakuje kółeczko ze zdjęciem, krótka wibracja i... to by było na tyle.

Ktoś odczytał wiadomość, ale nie odpowiada. Czekasz na te trzy pulsujące kropki, które dają nadzieję, że ktoś właśnie układa zdanie. Pudło. Kropki szybko znikają. Odpowiedzi brak.

Mija dzień, drugi, trzeci. I nic.

– Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy komuś było głupio, że nie odpisał – wspomina Beata. – Zapraszałam koleżankę na kawę i cisza. Kiedy ją spotkałam przypadkiem w sklepie, kajała się, że jej głupio, że przeprasza. Dziś już tego po prostu nie ma. Koleżanki rozmawiają ze mną jak gdyby nigdy nic, jakby tych wiadomości nie było.

Nie odbieram telefonów. Po prostu

Nieoddzwanianie i nieodpisywanie powoli staje się już standardem naszej codzienności. Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy połączeni ze wszystkimi 24 godziny na dobę, a jednocześnie nigdy wcześniej ignorowanie drugiego człowieka nie było tak proste.

– Przeszłam już wszystkie procesy, od nagłego ataku paniki, że coś się komuś stało, po pytanie, co ze mną jest nie tak, że ludzie mi nie odpisują – opowiada Anna. – Najpierw w głowie tworzyłam różne czarne scenariusze: a może wypadek, a może ktoś zgubił telefon. Wydawało mi się niemożliwe, że ktoś nie odpisuje tyle czasu.

Rok temu wysłała bliskiej koleżance wiadomość: "Kawa? Spotkanie z dzieciakami, a może wypad na miasto?". Do dziś nie otrzymała odpowiedzi. Ale przez ten rok oglądała jej zdjęcia na Facebooku z innymi.

– Nie chcę relacji na siłę – zastrzega. – Wystarczyło mi usłyszeć: "Słuchaj, Anka, coś się wypaliło". Raczej to się nie nadaje do publikacji, ale wolałabym przeczytać nawet "spier*****" niż mieć taki stan zawieszenia. Raz by zabolało mocno, ale przynajmniej byłoby jasne, że nie chce ze mną mieć kontaktu.

Dla Kasi sprawa jest prosta: – Nie odbieram telefonów. Nigdy. I naprawdę to komunikuję wprost. Zawsze proszę: napisz, nagraj mi wiadomość głosową. Albo umówmy się na rozmowę. 

Tłumaczy, że to nie fanaberia. Po prostu źle znosi rozmowy "z zaskoczenia". Telefon ją stresuje. Poza tym na co dzień jest zabiegana. A w ferworze obowiązków nie lubi rozmawiać. Co innego, gdy umówi się na telefon na przykład na wieczór. Wtedy się go spodziewa, jest przygotowana. 

– To zupełnie inna sytuacja – podkreśla. 

Na początku wszyscy to respektują. Do czasu.

– Miałam kolegę, który kompletnie to ignorował. Dzwonił po kilka razy dziennie. Jak nie odbierałam, pisał: "halo?", "żyjesz?", "serio?". A potem pretensje, że unikam kontaktu.

Kasia próbowała tłumaczyć, że tego nie lubi. Ale to przyniosło odwrotny skutek.

– W pewnym momencie usłyszałam, że "wymyślam" i że "normalni ludzie odbierają telefony". No to uznałam, że może po prostu do siebie nie pasujemy.

Jest dumna z tego, że postawiła granicę. Jej zdaniem dobrze zrobiła, bo wybrała swój komfort. Od kolegi usłyszała, że jest "egoistką, którą stać jedynie na ignorowanie innych".

Ekspert: Oddzwonić jest w dobrym tonie

Brak odpowiedzi na wiadomość to niby drobiazg. A jednak potrafi wywołać lawinę emocji: od irytacji, przez niepokój, aż po poczucie odrzucenia. Skąd ta reakcja – i czy zawsze słusznie ją interpretujemy?

Ale jest jeszcze druga strona medalu: jeszcze niedawno brak odpowiedzi na telefon uchodził za niewybaczalne faux pas. Tłumaczyliśmy się, zasłanialiśmy obowiązkami, biliśmy w piersi, a nawet zdarzało nam się po kilka razy pochować tego samego dziadka, żeby mieć dobrą wymówkę.

Dziś milczenie staje się normą i mało kogo zawstydza. Nie odbieramy, nie oddzwaniamy, nie odpisujemy.

Czy to nowy standard komunikacji, czy raczej postępujący brak ogłady? I jak na to reagujemy?

– To, jak zareagujemy na brak kontaktu, zależy od kilku czynników – tłumaczy dr Małgorzata Godlewska, psycholożka społeczna, trenerka i coach z uniwersytetu SWPS. – Po pierwsze od tego, kto do nas pisze i jaka relacja nas z nim łączy. A po drugie – od tego, jaką relację mamy sami ze sobą.

– To kwestia tempa życia i nowej hierarchii potrzeb – wyjaśnia Piotr Kłyk, główny trener Szkoły Dobrych Manier, ekspert w zakresie protokołu dyplomatycznego i etykiety biznesu. – Żyjemy coraz szybciej, co wymusza priorytetyzację kontaktów. Wychodzimy z założenia, że jeśli sprawa jest pilna – dzwonimy; jeśli mniej istotna – piszemy. E-mail stał się kanałem o niższym priorytecie, więc późniejsza odpowiedź jest w pełni akceptowalna.

Jak wyjaśnia psycholożka, kluczowe znaczenie ma nasza skłonność do brania rzeczy "do siebie". – Neutralny obserwator może uznać czyjeś zachowanie za niejednoznaczne czy trudne do zinterpretowania. Natomiast osoba z niskim poczuciem własnej wartości albo z trudnymi doświadczeniami może w tym samym zachowaniu zobaczyć coś znacznie bardziej osobistego – niechęć, odrzucenie, brak sympatii. Dokładnie tak samo działa brak odpowiedzi na wiadomość. Dla jednej osoby będzie to drobna niedogodność, dla innej – coś bardzo dotkliwego.

Z perspektywy etykiety, granice tej "niedogodności" są jednak dość jasno nakreślone. – Jeśli wiadomość "wytrzyma" zwłokę, odpowiedź na SMS czy wiadomość na komunikatorze po dniu lub dwóch nie jest błędem. Jednak oddzwonienie w najbliższym wolnym terminie to wciąż wymóg dobrego tonu. Pozostawianie połączenia bez żadnej reakcji jest po prostu słabe – podkreśla ekspert.

Jednocześnie przyznaje, że problem nie tkwi w technologii, lecz w naszych kompetencjach społecznych i kondycji relacji. – To typowa dla naszych czasów przypadłość: chroniczny brak asertywności. Budowanie relacji wymaga wysiłku. Często nie chcemy ich tracić, ale jednocześnie unikamy trudnych komunikatów. Odmowa – nawet tak prosta jak: "nie mam ochoty na spotkanie" – wymaga wyjścia ze strefy komfortu. Milczenie staje się formą ucieczki.

W najbardziej podstawowym sensie brak odpowiedzi jest po prostu nieprzyjemny.

– Obiektywnie możemy go odczytać jako sygnał: "nie jesteś dla mnie ważny" – mówi dr Godlewska. – Ale jeśli znamy drugą osobę i wiemy, że ma tendencję do zapominania, jest zabiegana czy roztrzepana, znacznie rzadziej interpretujemy to w kategoriach osobistego odrzucenia. Wtedy wystarczy krótkie: "Hej, możesz mi odpowiedzieć?" i sytuacja się wyjaśnia.

– Jak najbardziej – uspokaja Piotr Kłyk, pytany o to, czy wypada się przypomnieć. – Szczególnie w sprawach logistycznych, od których zależy organizacja naszego czasu. W biznesie to wręcz standard. Pamiętajmy też o czynniku ludzkim – ktoś mógł odczytać wiadomość w biegu i o niej zwyczajnie zapomnieć.

Nie zawsze jednak możemy sobie pozwolić na taką swobodę, zwłaszcza w pracy. – W komunikacji zawodowej obowiązują inne standardy – podkreśla dr Godlewska. – Nie pytamy "co słychać?", tylko przekazujemy konkretne informacje czy zapytania. Brak odpowiedzi w takim kontekście jest po prostu nieprofesjonalny. Im bardziej w firmie są określone zasady komunikacji, tym większe mamy prawo oczekiwać reakcji i wyciągać konsekwencje, gdy jej nie ma.

– Etykieta mówi jasno: uporczywe "dobijanie się" jest tak samo nieuprzejme, jak ignorowanie – dodaje Piotr Kłyk. – Z drugiej strony realia rynkowe zmuszają handlowców do działania, dopóki nie usłyszą konkretnego "nie". Problem pogłębia zacieranie się granic między życiem zawodowym a prywatnym. To, że technologia pozwala na kontakt w każdej chwili, nie oznacza, że mamy do niego prawo.

Napiszmy: "Daj znać, kiedy możesz"

Znacznie trudniej robi się w relacjach prywatnych, gdzie nie ma regulaminów ani jasno określonych zasad.

– W pewnym momencie pojawia się pytanie o sens takiej relacji – zauważa psycholożka. – Jeśli ktoś regularnie nie oddzwania, tłumacząc się przebodźcowaniem czy brakiem czasu, warto się zastanowić, czy ta relacja w ogóle jest dla nas ważna i potrzebna. W przypadku znajomości czy przyjaźni więź może się po prostu rozluźnić, a nawet zakończyć.

Ekspert od dobrych manier stawia sprawę jeszcze ostrzej: – Uważam, że oddzwaniać należy. Telefon służy do podtrzymywania kontaktu. Jeśli jednak ktoś notorycznie nas ignoruje, wysyła sygnał podobny do kilkukrotnie odrzuconego zaproszenia. To jasny komunikat: ta osoba nie chce pielęgnować tej relacji. Technologia bywa wygodną wymówką, ale powtarzająca się cisza to informacja zwrotna: ta znajomość nie jest dla drugiej strony tak ważna, jak dla nas.

Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja w rodzinie.

– W relacjach rodzinnych kontakt często nie jest tylko źródłem przyjemności, ale też elementem funkcjonowania całego systemu – wyjaśnia psycholożka. – Mamy zobowiązania: opiekę nad dziećmi, rodzicami, wspólne sprawy do załatwienia. Dlatego jasne ustalenia dotyczące komunikacji są tutaj wręcz niezbędne.

Jeszcze trudniejszym wyzwaniem jest naruszanie granic czasowych – wiadomości wysyłane w nocy, w weekendy czy święta do osób, z którymi nie jesteśmy w zażyłych relacjach.

– E-mail jest bezpieczny, bo czeka na naszą aktywność. Ale prywatny komunikator w środku nocy to już nadużycie. Sam nie odważyłbym się pisać do kogoś w takim czasie z błahą sprawą. To wtargnięcie w czyjąś prywatność.

Dalsza część tekstu poniżej

Psycholożka zwraca też uwagę na coś, co wielu z nas intuicyjnie przeczuwa. Otóż brak reakcji na nasz telefon czy sms bardzo często bywa wygodną wymówką. Łatwiej jest nam usprawiedliwiać się brakiem czasu niż wprost zakończyć albo choćby rozluźnić relację.

– Z jednej strony można powiedzieć, że taka osoba mogłaby popracować nad tym, w jaki sposób zarządza swoimi relacjami – tak, żeby być w porządku zarówno wobec siebie, jak i wobec drugiej osoby. Z drugiej jednak strony ktoś, kto doświadcza takiego milczenia, często zaczyna czuć się odrzucony. Myśli: "pewnie już mnie nie lubi", i w głowie tworzy różne scenariusze.

Tymczasem powód braku kontaktu może być zupełnie inny.

Może wynikać z przeciążenia, trudnej sytuacji życiowej czy innych problemów. To nie zawsze oznacza brak chęci podtrzymywania relacji – czasem ktoś naprawdę chciałby ten kontakt utrzymać, ale na dany moment po prostu nie ma na to zasobów.

dr Małgorzata Godlewska

psycholożka społeczna, trenerka, coach

– Znam wiele osób, które z zasady nie odbierają połączeń od nieznanych numerów – przyznaje Piotr Kłyk. – To zjawisko powszechne, więc nie ma co brać tego do siebie. Jeśli ktoś odpowie z opóźnieniem, a sytuacja na to pozwala, świat się nie zawali.

Jak więc wyjść z takiej sytuacji, skoro problemem jest właśnie brak komunikacji?

– Najlepiej byłoby porozmawiać twarzą w twarz, choć w praktyce bywa to trudne – przyznaje dr Godlewska. – Dlatego warto wysłać bardzo konkretny komunikat. Zamiast ogólników napiszmy: "To dla mnie ważne. Potrzebuję 10–15 minut rozmowy w najbliższym tygodniu. Daj znać, kiedy możesz".

Jak podkreśla, konkret działa lepiej niż emocjonalne niedopowiedzenia. – Komunikacja pisana niesie duże ryzyko błędu. Nie widzimy mimiki, nie słyszymy tonu głosu, a nawet emotikony mogą być różnie interpretowane – zwłaszcza przez różne pokolenia. W bezpośrednim kontakcie jesteśmy "tu i teraz", odbieramy drugą osobę całościowo. To zupełnie inna jakość rozmowy.

– Kluczem jest komunikacja. Zawsze można zapytać: "Czy mogę odezwać się wieczorem?". Jeśli uzyskamy zgodę, problem znika. Wszystko zależy od kontekstu – odpowiada ekspert etykiety.

Dziś wyczucie sytuacji i szacunek dla komfortu drugiej osoby są ważniejsze niż sztywne trzymanie się zasad. Dawne reguły – rozmowy biznesowe do 20:00, a ze znajomymi do 22:00 – jeszcze może i istnieją w zbiorowej pamięci, ale życie stało się bardziej elastyczne. Jeśli w grę wchodzą ważne projekty, mało kto patrzy na zegarek.

I tu pojawia się szersze pytanie: czy komunikatory rzeczywiście poprawiły nasze relacje?

– To działa w dwie strony – podsumowuje dr Małgorzata Godlewska. – Z jednej strony dzięki nim możemy być w kontakcie niemal cały czas. Wysłanie zdjęcia czy krótkiej wiadomości to sygnał: "myślę o tobie". To wspiera relacje.

I dodaje:

Z drugiej jednak strony ta ciągła dostępność bywa złudna. Skoro mamy poczucie stałego kontaktu online, łatwiej nam zrezygnować ze spotkań w świecie rzeczywistym. A to właśnie bezpośredni kontakt daje szansę na głębię – na prawdziwe bycie ze sobą i budowanie relacji, która wykracza poza krótkie wiadomości na ekranie – podsumowuje.