Nowa Toyota Hilux
Nowy Hillux wchodzi do Polski. Fot. Adam Nowiński / naTemat.pl

Jeśli planujesz przetrwać apokalipsę zombie albo po prostu musisz dowieźć tonę cementu na szczyt góry, wybór od lat był tylko jeden. Ale świat się zmienia, normy emisji spalin nie biorą jeńców, a legendy muszą ewoluować. Właśnie dlatego nowa Toyota Hilux dostała prąd. Spokojnie, nie stała się odkurzaczem na baterie, bo to wciąż ten sam pancerny skurczybyk, tylko teraz nosi garnitur uszyty przez technologicznych geeków.

REKLAMA

Kiedy usłyszałem, że w dziewiątej generacji pojawia się układ Mild-hybrid 48V, pomyślałem: "oho, zaczyna się". Ale w końcu emisje spalin są nieubłagane i elektryfikacja samochodów to dla nich jedyna opcja na przetrwanie. Zwłaszcza, jak mają pod maską duży silnik spalinowy. Ale po wgryzieniu się w szczegóły, odetchnąłem z ulgą.

To nie jest hybryda, która ma sprawić, że będziesz jeździć po bułki bezszelestnie. Ten system ma po prostu pomóc tam, gdzie ogromny silnik Diesla o pojemności 2,8 litra bywa nieco ociężały.

logo

Pod maską wciąż mamy te same 204 KM i 500 Nm momentu obrotowego, ale dzięki wsparciu 48-woltowego akumulatora, Hilux przestał "żabkować" przy ruszaniu spod świateł. Kultura pracy? Niebo a ziemia. Podczas pierwszych jazd w Kapadocji mogłem tego doświadczyć.

Jest ciszej, płynniej, a system Start-Stop w końcu nie próbuje wyrwać silnika z ramy przy każdym restarcie. Co z terenem? Bez zmian. Napęd 4x4, 700 mm głębokości brodzenia i masa przyczepy do 3500 kg. Ten pick-up wciąż wciąga błoto nosem i pyta o dokładkę.

A w środku? Też bardzo dobrze. Stare Hiluxy zawsze przypominały nieco lepiej wyposażoną taczkę. W nowym modelu Toyota poszła w stronę komfortu, który znamy z Land Cruisera. W kabinie dominuje teraz potężny ekran (12,3 cala), a system Toyota Smart Connect w końcu działa tak, jakbyśmy żyli w 2026 roku, a nie w epoce Nokii 3310.

logo

Największy szok? Elektryczne wspomaganie kierownicy. Kto kiedykolwiek próbował parkować załadowanego pick-upa pod marketem budowlanym, ten wie, że to był niezły trening przedramion. Teraz? Idzie jak po maśle.

Do tego dochodzi pakiet bezpieczeństwa Toyota T-MATE, który pilnuje wszystkiego, czyli od martwego pola po zbyt entuzjastyczne wyjeżdżanie z miejsca parkingowego. To już nie jest auto tylko do roboty. To wóz, którym bez bólu pleców pojedziesz z rodziną na narty.

Ceny startują od 169 900 zł. Dużo? Zależy, jak liczysz

W polskich salonach ruszyła właśnie przedsprzedaż tego modelu. Dla niektórych 169 900 zł netto za bazową wersję może wydawać się kwotą konkretną, ale spójrzmy na to realnie: dostajesz auto z podwójną kabiną, które przeżyje większość współczesnych SUV-ów.

Do tego jest ogromne, wszechstronne no i po prostu kultowe. A jeśli masz nieco luźniejszy budżet, warto zerknąć na wyższe specyfikacje.

Czytaj także:

Mamy Hilux Active (od 193 900 zł netto) i tu pojawia się system Multi-Terrain Select, czyli magiczne pokrętło, które sprawia, że nawet amator wyjedzie z głębokiego piachu.

Potem jest Hilux Executive (od 204 900 zł netto), w której pojawiają się kamery 360 stopni. Serio, w aucie tej długości to nie jest luksus, to konieczność, jeśli nie chcesz zostawiać lakieru na każdym słupku.

No i topka to Hilux Invincible (od 220 900 zł netto), czyli wypas totalny. Nagłośnienie JBL, skóra, czarne detale. Wygląda tak groźnie, że lewy pas na autostradzie czyści się sam.

Nowa Toyota Hilux to dowód na to, że można unowocześnić ikonę, nie zabijając jej duszy. Jest drożej, jest nowocześniej, ale pod spodem to wciąż ten sam niezawodny kumpel, który wyciągnie cię z każdych tarapatów.