
W całej Polsce średni czynsz za mieszkanie wreszcie spada. Listę siedmiu największych miast zamyka Łódź, gdzie jest najtaniej. W Warszawie płaci się o ponad 2 tys. zł więcej. Dlaczego więc właśnie ten bliski sąsiad stolicy w szybkim tempie traci mieszkańców? Kiedyś to mogło być oczywiste, ale teraz to ogromna zagadka.
Po wielu miesiącach podwyżek cen najmu sytuacja na polskim rynku nieruchomości się ustabilizowała, a nawet powoli odwraca, o czym pisaliśmy nieraz w naTemat. Zmianę potwierdza też najnowszy raport portalu Otodom za marzec 2026 roku.
Dlaczego ceny wynajmu mieszkań spadają?
Średni koszt najmu obniżył się do 3,5 tys. zł. "Mowa tu oczywiście o średniej dla miast wojewódzkich. Lokalne rynki reagują skrajnie różnie. Największe korygują stawki, podczas gdy w mniejszych miastach ceny stopniowo rosną" – zauważył Paweł Jarząbek z Otodom.
Zwiększyła się też liczba ofert we wspomnianym serwisie. Obecnie jest tam 25,4 tys. aktywnych ogłoszeń. To skok o 4 proc. w skali zaledwie miesiąca. Właściciele po prostu "przekształcają" swoje zasoby na wynajem długoterminowy, bo w maju wchodzą nowe regulacje dotyczące mieszkań i pokoi na doby.
Dalsze obniżki i stabilizację może jednak zakłócić wciąż napięta sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie. Może ona "przełożyć się na wzrost cen surowców energetycznych, a w konsekwencji na wyższe koszty utrzymania mieszkań i presję na wzrost czynszów". To jednak dopiero wizja przyszłości nie wyjaśniająca obecnej sytuacji.
Koszt najmu w 2026 r. w Polsce. Łódź mocno kusi cenami
Na krajowej mapie widać potężny rozstrzał cenowy. Warszawa oczywiście jest najdroższa i odjechała daleko przed peleton z innymi dużymi miastami. Ogólnie najem w "wielkiej siódemce" potaniał z wyjątkiem właśnie w Łodzi, bo jest tam dalej stabilnie i tanio. Z zestawienia taniej jest tylko w Białymstoku i Kielcach.
"W marcu korekta stawek ofertowych objęła sześć z siedmiu największych miast w Polsce – Katowice, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawę i Wrocław. Wyjątkiem pozostała Łódź, gdzie czynsze utrzymały się na stałym poziomie 2,3 tys. zł" – wyjaśnił analityk portalu.
Poniżej średnie ceny najmu w "wielkiej siódemce":
- Warszawa: 4807 zł
- Trójmiasto: 3146 zł
- Kraków: 3107 zł
- Wrocław: 3083 zł
- Poznań: 2596 zł
- Katowice: 2362 zł
- Łódź: 2278 zł
Przepaść między najdroższą stolicą a najtańszą w zestawieniu Łodzią wynosi grubo ponad 2 tys. zł miesięcznie. A centra obu miast dzieli przecież zaledwie 130 kilometrów, które autostradą (gdy akurat nie będzie robót, korków lub wypadku) pokonuje się mniej więcej półtorej godziny, a pociągiem jeszcze szybciej.
Tanie mieszkania w Łodzi, a miasto i tak się wyludnia. O co chodzi?
Tymczasem Łódź od lat wygrywa w rankingach najbardziej wyludniających się miast (i niekoniecznie tylko dlatego jest tania). Onet ostatnio podawał, liczba tutejszych mieszkańców spadła z ponad 785 tys. w 2002 roku do nieco ponad 655 tys. obecnie. Patrząc na te liczby, obecna sytuacja wydaje się co najmniej niezrozumiała.
Nie jestem do końca obiektywny, bo sam mieszkam w Łodzi. Rozumiem też ludzi, którzy nie chcą tu zapuszczać korzeni. To nie jest miejsce bez wad. Np. dla mnie (i nie tylko) jest tu droga (ok. 5 zł za bilet) i kiepska komunikacja miejska, a przebicie się przez miasto autem bez stania na każdych światłach w korkach jest możliwe o jakiejś 4:00 nad ranem w niedzielę. A większość rzeczy dzieje się niestety w centrum i jego okolicach.
Brakuje mi też koncertów średniej skali (praktycznie nie ma klubów tak na 2-3 tys. osób) i "alternatywnych" miejscówek w stylu dawnej OFF Piotrkowska. Zwykłych pubów czy dyskotek jest bowiem pełno, a na imprezy w samej Atlas Arenie czy festiwale na Błoniach (Audioriver, Łódź Summer Festival) też ostatnio nie ma co narzekać.
Z drugiej strony Łódź przez lata wyładniała (zaprzeczą tylko ci, którzy tu dawno lub nigdy nie byli), jest co zwiedzać i odwiedzać (doszło sporo atrakcji np. Orientarium, a w kolejce są następne), gdzie studiować czy wyjść na lepszy obiad. Nie napisałem nic odkrywczego, ale jednak doszedł właśnie nowy aspekt, o którym rzadko się mówi.
Mam na myśli właśnie tanie mieszkania do wynajęcia, które w połączeniu z autostradami oraz w miarę szybkimi i częstymi połączeniami kolejowymi są niezłą bazą wypadową czy miejscem do uwicia własnego gniazdka. Wiadomo, że nie byłoby sensu sypiać w Łodzi i dojeżdżać codziennie do stolicy do pracy za barem lub w osiedlowym sklepie.
Zobacz także
Praca zdalna w Warszawie i mieszkanie w Łodzi. To się bardzo opłaca
W czasach pracy zdalnej czy hybrydowej to się zaczyna lepiej spinać. Nieważne, czy ma się umowę rzędu 9-10 tys. zł na rękę w warszawskim korpo, czy wykonuje się zlecenia B2B dla klientów z reszty Polski, internetu czy zagranicy, to mieszkanie w Łodzi nadal jest bardzo opłacalne.
Nawet przy dojazdach 2-3 razy w tygodniu można się "poświęcić", by gromadzić większe oszczędności (np. na zakup własnego "M") czy wydawać połowę pensji na co się chce. Do tego świeżo odnowiona kawalerka czy apartament w centrum Łodzi deklasuje starą klitkę w Warszawie za podobne pieniądze (to jest dopiero poświęcanie się).
I nie, nie jest to żadna reklama dewelopera czy tekst napisany na zlecenie urzędu miasta. To prostu obserwacja (sam pracuję zdalnie) i czysta kalkulacja. Może nie wszyscy od razu widzą w tym sens, ale biorąc pod uwagę przepaść cenową na rynku mieszkaniowym, istnieje szansa, że wyludniający się trend kiedyś się odwróci.
