
Karol Nawrocki idzie w ślady swojego poprzednika i chce uczynić ze swojej prezydentury walkę o uchwalenie w Polsce nowej Konstytucji. Efekt osiągnie dokładnie taki jak Andrzej Duda, który te starania po cichu zakończył, nie mając wsparcia nawet własnego obozu politycznego. Do nowej Konstytucji potrzebna jest bowiem w Polsce przede wszystkim zgoda narodowa. A Karol Nawrocki jak na razie robi co może, by do niej nie doprowadzić.
Niepoważny pomysł w poważne święto
Czuję, że ten tekst będzie pierwszym i ostatnim, jaki opublikuję w tej sprawie przez najbliższy rok. Bo ogłoszony przez prezydenta Karola Nawrockiego zamysł, by przygotować i docelowo przyjąć nową Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, już za parę godzin przestanie interesować opinię publiczną. Zresztą sama głowa państwa chyba nie podchodzi do niego zbyt poważnie. Jak inaczej wytłumaczyć powołanie do rady pracującej nad projektem nowej ustawy zasadniczej kogoś takiego jak Julia Przyłębska?
Prezydent Nawrocki jeden cel osiągnął na pewno: sprawił, że tegoroczne obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja były bardziej o nim, niż o rzeczonym dokumencie. W swoim niedzielnym przemówieniu oświadczył, że Polska jest obecnie w "momencie konstytucyjnym". Ów moment ma według jego założeń potrwać cztery lata, bo cel jest taki, by zmienić ustrój naszego kraju do 2030 roku. Na jaki? Choć Nawrocki oficjalnie nie powiedział, że chodzi mu o przejście na system prezydencki, wzmacniający jego pozycję na styl francuski czy amerykański, to między słowami bardzo jasno można było to odczytać.
Prezydenta boli spór, który sam zaognia
Karol Nawrocki wprost mówił bowiem o tym, że Polska nie jest w stanie już wytrzymać wiecznego sporu politycznego między zwaśnionymi obozami. Tak jakby w latach 2015-2023 owa jedność prezydenta i rządu z obozu PiS sprawiła, że nasz kraj stał się krainą mlekiem i miodem płynącą. Niepożądany przez Nawrockiego stan kohabitacji faktycznie trwa od końca 2023 roku, nikt nie ma chyba jednak wątpliwości, że zdecydowanie zaostrzył się on dopiero w 2025 roku, kiedy to Nawrocki objął urząd głowy państwa i ze swojej prezydentury urządził coś w stylu Andrzeja Dudy na sterydach.
To wtedy zaczęły się weta do rządowych ustaw, których liczba już jest rekordowa, choć nie minął rok urzędowania prezydenta. To wtedy narosły konflikty wokół spraw, które do tej pory wydawały się wyłączone ze sporu – takich jak wojsko czy służby specjalne. Nie mówiąc o wymiarze sprawiedliwości, w którym Nawrocki postanowił na przykład nie przyjmować ślubowania od nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie przedstawiając na to żadnego logicznego powodu.
Prezydent zatem doprowadził spór polityczny do momentu wrzenia, a teraz ma pretensje do Konstytucji że jest tak napisana, że na to pozwala. A ja powiem przewrotnie: to dobrze, że jest tak napisana. Nie jest to dokument doskonały, ale w obecnej sytuacji daje on praktycznie każdemu wyborcy możliwość posiadania swojego reprezentanta na najwyższym szczeblu władzy. Czy w osobie premiera czy prezydenta. I mimo sporów obie strony działają na siebie również pozytywnie.
Pojawienie się Nawrockiego zmobilizowało przecież rząd Tuska do intensywnej pracy, jakiej na alejach Ujazdowskich nie widziano w 2024 i pierwszej połowie 2025 roku. W wielu aspektach jest to korzystne dla Polski.
Większości nie będzie
Nie muszę dodawać, że przyjęcie nowej Konstytucji wymagałoby uzyskania przez daną opcję polityczną potężnej większości parlamentarnej. 2/3 głosów niezbędnych do tego to w tej chwili w Polsce rzecz nie do uzyskania. Jesteśmy podzieleni praktycznie na pół i tak jeszcze długo zostanie.
Tak, gdybyśmy mieli mitycznego "prezydenta wszystkich Polaków", to mógłby on faktycznie zacząć promować zmiany ustrojowe. Ale obecny prezydent to "prezydent wszystkich prawicowych Polaków", próbujący usatysfakcjonować każdego Polaka od Brauna po Morawieckiego, ale ani kroku dalej. Gdzie w tym wszystkim szukanie zgody narodowej?
Tydzień temu politolog Adam Traczyk w rozmowie ze mną w NaTemat.pl zwrócił uwagę na to, że Karol Nawrocki przez niecały pierwszy rok swojej prezydentury wystrzelał się z większości swoich pomysłów. 3 maja dostaliśmy dowód na potwierdzenie tej tezy, bo sięganie po skazany na porażkę pomysł nowej Konstytucji to absolutna ostateczność.
Prezydent Nawrocki bardzo chce, żeby uwaga była zogniskowana jak najczęściej na nim. Problem w tym, że wybrał temat nie dość, że kompletnie nie interesujący Polaków, to w dodatku skazany na porażkę. I tylko Andrzeja Poczobuta szkoda, że musiał tego wszystkiego osobiście wysłuchiwać w tak ważnym dla naszego bohatera dniu.
