
W 2007 roku do domu byłego członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Włodzimierza Czarzastego, wtargnęli antyterroryści, którzy w "brutalnej interwencji z użyciem siły fizycznej" przeszukali jego dom. Jak sam podkreśla do tej pory nikt go nie przeprosił i nie pokrył szkód związanych z nieuzasadnionym wtargnięciem.
REKLAMA
- Rozwalili drzwi. Wpadli z psami. Położyli na ziemię moją, żonę, syna i córkę. Do tej pory nie wiadomo, o co im tak naprawdę chodziło. Szukali jakiegoś przestępcy - mówi w rozmowie z naTemat Włodzimierz Czarzasty.
Czarzasty wydał wówczas specjalne oświadczenie, w którym nazwał przeszukanie "brutalną interwencją z użyciem siły fizycznej i pod groźbą broni palnej, wykonaną bez niezbędnego nakazu sądowego lub prokuratorskiego".
Policja tłumaczyła po akcji, że powodem interwencji była informacja, że syn Czarzastego mógł pomagać groźnemu gangsterowi.
Policja tłumaczyła po akcji, że powodem interwencji była informacja, że syn Czarzastego mógł pomagać groźnemu gangsterowi.
- Do tej pory też nikt mnie za to nie przeprosił. Policja nie pokryła również kosztów zniszczenia drzwi. Ich naprawa wyniosła 3,5 tys zł. Cała ta akcja i zachowanie policjantów było absurdalne i chamskie. Zachowanie antyterrorystów było niewiarygodne. Chociażby dlatego, że mój dom ma dwa piętra, a oni sprawdzili jedynie jedno. Funkcjonariusze chodzili z kąta w kąt - wspomina Czarzasty.
- Zwróciłem się do policji z prośbą o wyjaśnienie i pokrycie kosztów naprawy drzwi. Otrzymałem absurdalną odpowiedź, że takie przypadki się zdarzają i tyle - dodaje.
Włodzimierz Czarzasty postanowił wówczas założyć Centrum Monitoringu Obywatelskiego, które miało służyć gromadzeniu przypadków nadużyć władzy przez policję. Miało też nieść pomocy ofiarom takich nadużyć.
- Niestety nie udało się pociągnąć tej inicjatywy. Zapotrzebowanie przerosło moje możliwości finansowe. W ciągu 2 tygodni trafiło do mnie aż 30 spraw. Takich przypadków, jak mój, było wiele. To wymagało zatrudnienia kancelarii, dochodzącej praw poszkodowanych. Nie byłem w stanie tego niestety sfinansować.
- Niestety nie udało się pociągnąć tej inicjatywy. Zapotrzebowanie przerosło moje możliwości finansowe. W ciągu 2 tygodni trafiło do mnie aż 30 spraw. Takich przypadków, jak mój, było wiele. To wymagało zatrudnienia kancelarii, dochodzącej praw poszkodowanych. Nie byłem w stanie tego niestety sfinansować.
