
Donald Trump w swoim ostatnim wywiadzie wyraził chęć uczynienia z Wenezueli "51. stanu USA". Do jego słów natychmiastowo i ze sporą krytyką odniosła się jednak urzędująca prezydent kraju Delcy Rodriguez.
Donald Trump znów robi to, co lubi najbardziej – rzuca śmiałe deklaracje i snuje wizje o przejmowaniu kolejnych terytoriów, które jego zdaniem powinny należeć do Stanów Zjednoczonych. Tym razem na celowniku prezydenta znalazła się bogata w surowce Wenezuela, co wywołało natychmiastowy opór jej władz.
Wenezuela jako 51. gwiazdka na fladze USA?
Podczas poniedziałkowej rozmowy telefonicznej ze stacją Fox News, Donald Trump podzielił się swoimi planami dotyczącymi Ameryki Południowej. Amerykański przywódca stwierdził wprost, że "poważnie rozważa uczynienie Wenezueli 51. stanem". Trump, w swoim charakterystycznym stylu, przekonywał o ogromnej sympatii, jaką rzekomo darzą go Wenezuelczycy. – Wenezuela kocha Trumpa – zapewniał, sugerując, że mieszkańcy tego kraju z radością powitaliby amerykańską administrację na stałe.
Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że za tą nagłą falą "miłości" stoją, jak zwykle, po prostu kalkulacje ekonomiczne. Jak podaje Fox News, sam Donald Trump nie ukrywał, że jego motywacją są gigantyczne złoża ropy naftowej w Wenezueli, których wartość szacuje się na astronomiczną kwotę 40 bilionów dolarów. Nie bez powodu mówi się, że Wenezuela śpi na ropie – i to ona jest prawdziwym magnesem przyciągającym uwagę Waszyngtonu.
Po tym, jak w styczniu amerykańscy dowódcy wojskowi pojmali dotychczasowego przywódcę Wenezueli Nicolasa Maduro, którego Departament Sprawiedliwości oskarżył o narkoterroryzm, Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone będą "zarządzać" krajem w okresie przejściowym, co w jego wizji świata miałoby pewnie ewoluować w pełną integrację z USA.
"Nie jesteśmy kolonią". Dosadna odpowiedź prezydent Rodriguez
Na te rewelacje błyskawicznie odpowiedziała Delcy Rodriguez, która pełni obowiązki prezydenta Wenezueli od stycznia 2026 roku. Choć objęła ona urząd po interwencji sił USA i obaleniu Nicolasa Maduro, Rodriguez jasno stawia granice w relacjach z Waszyngtonem. Jej reakcja na słowa Trumpa o "51. stanie" była niezwykle stanowcza i nie pozostawiła złudzeń co do nastrojów panujących w kraju.
Zobacz także
Prezydent Rodriguez podkreśliła, że Wenezuela nie zamierza rezygnować ze swojej tożsamości na rzecz amerykańskiej gwiazdki na fladze. – Będziemy dalej bronić naszej integralności, suwerenności, niepodległości i naszej historii – oświadczyła w oficjalnym komunikacie. Rodriguez dobitnie zaznaczyła również, że Wenezuela "nie jest kolonią, lecz wolnym krajem".
Ekspansywne wizje Trumpa: od Kanady przez Grenlandię po Kubę
To nie pierwszy raz, kiedy Donald Trump w tak swobodny sposób żartuje z poszerzania terytorium USA kosztem innych państw. Wcześniej podobne sformułowania padały pod adresem Kanady, a kiedy Justin Trudeau o Trumpie te słowa miały pozostać za zamkniętymi drzwiami – premier Kanady przyznał w gronie biznesmenów, że plany przejęcia kraju traktuje jak "coś realnego".
Zuchwałe groźby prezydent kierował też w stronę Kuby – bo jak wspominaliśmy w naTemat, Trump chce Kuby i coraz bardziej przypomina przywódcę bawiącego się geopolityką bez żadnych hamulców. Świat doskonale zapamiętał mu też intensywne i zupełnie poważne starania o zakup Grenlandii – bo grenlandia to chora obsesja Trumpa, co wywołało potężny dyplomatyczny zgrzyt z Danią.
Niedawno poszedł o krok dalej i Trump pokazał nową mapę USA z Grenlandią – wygenerowaną przez AI grafikę, na której Kanada, Grenlandia i Wenezuela widnieją pod amerykańską flagą. Te ekspansywne wizje, choć często obracane ostatecznie w żart, są już stałym i budzącym niepokój elementem jego nieprzewidywalnej "politycznej gierki".
