
Nowa instalacja w Burger Kingu w Krakowie robi niesamowite wrażenie. Współpraca Gwiezdnych Wojen z popularnym fast-foodem wygląda faktycznie jak z "odległej galaktyki". Ale czy faktycznie warto ją odwiedzić? Na pewno tak – to naprawdę fajna "zajawka" dla fanów. Aż dziwne, że nie biją drzwiami i oknami.
Mandalorian to jeden z najbardziej udanych seriali dziejących się w świecie Gwiezdnych Wojen. Nic więc dziwnego, że firma matka Lucasfilm, Disney, zdecydowała się na przeniesienie historii Dina Djarina i Grogu na srebrny ekran. Premiera kinowej wersji "Mando" w Polsce odbędzie się w piątek, 22 maja 2026 roku.
W związku z premierą Lucasfilm nawiązał współpracę z siecią Burger King. W jej wyniku na Dworcu Głównym w Krakowie powstała prawdziwa kantyna stylizowana na Gwiezdne Wojny.
Pierwotnie podchodziłem do tej rewelacji z dużą dozą dystansu. Traktowałem to jako kolejny marketing wycelowany w dzieci, który niskim kosztem ma zamiar wciskać im śmieciowe jedzenie. Pozytywnie się jednak zaskoczyłem. I choć pewnie chciałbym zamarudzić, to nie jest to wcale proste.
Bo, abstrahując od kwestii jakości jedzenia, lokal wygląda niesamowicie. Nie ma tu mowy o kilku kartonowych figurach, a o dokładnym odwzorowaniu kantyny, która spokojnie mogłaby się znaleźć na planie filmowym.
Blaty, ściany, drzwi, kioski, a nawet kosze na śmieci są pokryte tematyczną okleiną. W lokalu ustawione są liczne akcesoria z Gwiezdnych Wojen. Wnętrze pełne jest różnych detali, świateł, murali, naklejek. Wygląda to spójnie, ciekawie, przyjemnie, ewidentnie ma ten efekt "zajawki". Brzmi to też spójnie – z głośników wydobywa się muzyka, która idealnie pasuje do klimatu.
Gwiezdno-wojenny park tematyczny na dworcu – czy to ma sens?
W trakcie mojej wizyty w lokalu (około godziny 13:00 we wtorek 12 maja) nie było tłumów, a na zamówienie w zasadzie nie trzeba było czekać. Oceniam, że około 3/4 miejsc było wolnych. Jest to nieco zaskakujące. Star Wars wciąż cieszy się przecież gigantycznym zainteresowaniem.
Nie jestem jednak pewien, czy zainteresowanie to jest tym samym, na które liczy Disney. Bo w całym lokalu było tylko jedno dziecko. Choć muszę przyznać, że bardzo widocznie ucieszone tą wizytą.
Wydaje mi się, że współczesne Gwiezdne Wojny wcale nie są dziełem dla najmłodszych. Takie podejrzenie mam już od czasów "Wojen Klonów" Dave’a Filoniego, który to serial był niezwykle brutalny.
Sam Mandalorianin jest oczywiście dosyć cukierkowym space-westernem, gdzie w zasadzie do trzeciego sezonu fabuła jest prostolinijna i w sumie też dosyć powtarzalna. Ale przecież za nami świeża premiera serialu Maul: Mistrz Cienia, który opowiada zaskakująco dojrzałą i trudną historię, w której nie brakuje wewnętrznych konfliktów i traumatycznych przeżyć u bohaterów.
Wracając jednak z "Odległej Galaktyki" na Ziemię, a konkretniej do krakowskiego Burger Kinga. Wydaje mi się, że to idealny przykład fan-service’u, który naprawdę trafi do prawdziwego fana serii. Bo jest po prostu czymś nowym, ograniczonym do jednej lokalizacji i czymś unikalnym. Instalację w Burger Kingu warto zobaczyć, ale nie widzę uzasadnienia dla jechania tylko po to z dalszego regionu Polski. Ale spokojnie, może i na to coś się uda zaradzić.
Zestawy Mandaloriana w Burger King – ceny nie przerażają, ale tanio nie jest
Ceny pięciu podstawowych produktów z oferty prezentują się następująco:
Do zestawów można dobrać promocyjny kubek. Kosztuje on 19,99 złotych. Kubek dostępny jest w dwóch wariantach: jeden z Mandalorianinem, drugi z Grogu.
Jeśli zaś chodzi o promocyjne desery, w trakcie mojej wizyty niestety nie były one dostępne. Jak udało mi się dowiedzieć, w ofercie są churrosy z sosem pistacjowym i deser Galactic Oreo Sundae z ciastkami oreo i polewą pistacjową.
Nie tanio, ale może chociaż smacznie?
Ja osobiście postawiłem na zestaw Galactic Menu. Burger był świeży. Danie podawane jest w barwionej na ciemnobrązowy kolor bułce. Jeśli chodzi o kompozycję, znajdują się w nim sałata, pomidor, ogórek, boczek, ser, posypka cebulowa i sos. Sos jest zresztą dosyć interesujący.
Jedząc burgera, wyraźnie czułem smak klasycznego polskiego chrzanu (mi osobiście taka kompozycja jak najbardziej pasuje). Okazuje się jednak, że, jak podaje Burger King, sosem wykorzystanym w burgerze jest sos wasabi.
Wiem, że dla wielu osób różnica jest ledwo wyczuwalna, ale tu zdecydowanie czuć nieco bardziej agresywny, ziarnisty smak, charakterystyczny dla polskiej wersji. Japońska jest zdecydowanie bardziej ziołowa, "zielona" w smaku.
Burger Mandalorianina nie wyróżnia się na tle oferty Burger Kinga. Chyba każdy wie, na jaki standard może liczyć w tym konkretnym lokalu. Ergo smacznie, ale bez szału.
A wracając do chrzanu – gdy Lucasfilm postanowi przenieść na srebrny ekran pełnowymiarową historię Maula (sugerowana nazwa idąc dotychczasową logiką Disneya: Maul i Devon), pierwszy ustawię się w kolejce po sos żurawinowy mający podkreślać jego mroczne pomysły.
I co dalej? Co po Burger Kingu?
Załóżmy, że ktoś przyjechał specjalnie z innego miasta, by poczuć niezwykły klimat gwiezdnej przygody. Czasu ma mało. Klimat Gwiezdnych Wojen to był główny cel podróży. Nie jest to pora na city break z prawdziwego zdarzenia, ale wciąż jest chwila na krótką eksplorację.
Burger King zlokalizowany jest blisko kilku wartych odwiedzin atrakcji, które nie są tak typowe jak Sukiennice, Wawel czy MOCAK.
Zobacz także
Nie dalej niż 10 minut spacerem (w sam raz na trawienie!) na północ od Burger Kinga znajduje się Cmentarz Rakowicki, który stanowi jedną z najważniejszych nekropolii w Polsce. Po drodze do niego warto wpaść do muzeum MuFO, czyli Muzeum Fotografii w Krakowie.
Z kolei jeśli skierujemy się na wschód, znajdziemy się blisko idealnego miejsca na nieco dłuższą przechadzkę po ciężkim starciu z mandaloriańskim specjałem. Mieści się tu bowiem Ogród Botaniczny Uniwersytetu Jagiellońskiego.
