
– Jestem uzależniona od adrenaliny, ciągłej akcji. Czasami dopada mnie lęk i takie uczucie, że coś mi ucieka, coś tracę. Lubię, jak się dużo dzieje – mówi w wywiadzie dla naTemat Gosia Rdest, kierowca wyścigowy i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci kobiecego motorsportu w Polsce. W rozmowie z nami opowiada o powrocie na tor pół roku po narodzinach córki. Zdradza, czy ryzyko w motorsporcie wciąż jest dla niej pociągające i ujawnia szczegóły specjalnego wydarzenia motoryzacyjnego Rally The Girard, które organizuje w swoim rodzinnym Żyrardowie.
Łukasz Grzegorczyk, naTemat: Twoja doba naprawdę ma tylko 24 godziny?
Gosia Rdest: Czasami mam wrażenie, że tych godzin jest więcej i nie wiem, skąd one się biorą.
Pytam, bo patrząc na wszystkie twoje projekty, trudno za tobą nadążyć.
Motorsport i wyścigi przygotowały mnie do odpowiedniego planowania, ale mam też potężne błogosławieństwo i szczęście do mojego zespołu i wszystkich ludzi, którymi się otaczam, zarówno w świecie biznesu, jak i sportu. To mnie bardziej napędza, motywuje i sprawia, że znajduję dodatkowe minuty w ciągu doby.
I oczywiście ważna jest w tym moja rodzina. Jestem uzależniona od adrenaliny, ciągłej akcji. Czasami dopada mnie lęk i takie uczucie, że coś mi ucieka, coś tracę. Lubię, jak się dużo dzieje i dzięki wsparciu moich bliskich, udaje mi się to pogodzić. Mąż mnie w tym wszystkim wspiera, mamy małą córeczkę i dzielimy obowiązki pół na pół.
No właśnie, urodziłaś drugą córkę i pół roku później już działałaś na pełnych obrotach. Nie mogłaś dłużej usiedzieć w miejscu?
Fenomenalnie czułam się od strony fizycznej. Bardzo dobrze zniosłam samą ciążę i poród, co pomogło mi łatwiej wrócić do wszystkich aktywności. W ogóle narodziny pierwszej i drugiej córki to była dla mnie ogromna dawka motywacji. Chcę, aby one po jakimś czasie mogły powiedzieć: "Moja mama jest super, naprawdę dała radę".
Czyli nie dałabyś się zatrzymać na dłużej w domu.
Po pierwsze zawsze lubiłam stawiać czoła wyzwaniom i czuję, że jestem w tym prawdziwa. Jeśli zamknęłabym się w domu w czasie macierzyństwa na rok czy półtora, to wewnętrznie nie byłabym w zgodzie ze sobą. Po drugie, nie byłabym szczęśliwa. I po trzecie, przez to, że ja nie czułabym spełnienia, nie dawałabym tego pierwiastka radości swoim dzieciom. Nie byłabym sobą, a ja w każdej życiowej roli staram się dawać 110 procent. Wbrew pozorom to, że mogę się ścigać, tylko pomaga mi w tym, żeby dawać moim córkom szczęśliwe dzieciństwo, a tym samym być szczęśliwą mamą.
Najszybsza Polka, mama, przedsiębiorczyni, influencerka… w której roli czujesz się najlepiej?
Zdecydowanie najpewniej jako kierowca wyścigowy. W tym mam największe doświadczenie i od tego wszystko się zaczęło. W każdej z pozostałych ról jest coś, czego nauczył mnie motorsport.
A czego cię nauczył?
Ogromnie nauczył mnie pokory. Pięknego cieszenia się, radości ze zwycięstwa, ale też smaku porażki, jak to jest zapłacić za własne błędy. I długoterminowego planowania, podejmowania decyzji. To bardzo przydaje się w biznesie. W trakcie wyścigu tych decyzji podejmuję w krótkim czasie kilkadziesiąt. Dlatego nie boję się popełnienia błędu, bo wiem, że im więcej decyzji podejmę, tym procent błędów staje się mniejszy.
Przez wyścigi mam obsesję do bycia odpowiednio przygotowaną. Nigdy nie podejmuję się zadania, nie jadę na tor, nie przychodzę na spotkanie, jeżeli jestem nieprzygotowana. I tak samo w kontekście macierzyństwa.
Jesteś perfekcjonistką?
Z jednej strony można to tak nazwać, ale z drugiej, dobre przygotowanie się nie zawsze nazywałabym perfekcjonizmem. Nie w każdej sytuacji wszystko idzie po naszej myśli. Natomiast to obsesyjne dobre przygotowanie trafnie mnie opisuje. I na pewno dążenie do perfekcjonizmu. Przed porodem pierwszej córki, byłam na trzech szkołach rodzenia, rozumiesz?
Po co aż w trzech?
Wiedziałam, że mam braki, w mojej rodzinie nie było małych dzieci, ja jestem jedynaczką, moja mama jest jedynaczką. Tata ma brata młodszego o 16 lat, abstrakcja w odniesieniu do małych dzieci. Naczytałam się, miałam porobione zestawy ćwiczeń rozwojowych, żeby wszystko przebiegało zgodnie z planem.
Nie ukrywam też, że bardzo spełniam się w roli mamy. Cieszy mnie, że całe moje życiowe doświadczenie mogę już w tym najmniejszym stopniu przekazywać moim córkom.
To motorsport ukształtował twój charakter?
Zdecydowanie. To kawał potężnej lekcji, którą odrobiłam, ale też masa wspomnień i poznawanie wielu kultur. Zwiedzanie miejsc, relacje, kontakt, współpraca z ludźmi różnych narodowości. To dało mi szeroką perspektywę.
Powiedziałaś w jednym z wywiadów, że w motorsporcie ryzyko w pewnym sensie jest sexy. Macierzyństwo zmienia to myślenie?
Bałam się, jak to będzie. Zastanawiałam się, czy podejmowanie ryzyka przestanie być dla mnie aż tak pociągające. Miesiąc po porodzie specjalnie pojawiłam się na torze. Nie jechałam na limit, tylko żeby zobaczyć, jak to będzie.
Wsiadasz za kierownicę, wjeżdżasz na tor i po prostu czujesz, w którym momencie jesteś mentalnie, co się dzieje z twoją głową. Ścigam się już 16 lat, to szmat czasu. O dziwo dalej czułam motylki w brzuchu, jak siedziałam w samochodzie, było mi niedobrze, bo takie mam emocje przed startem. Czułam, że będę w stanie rywalizować, że będę szybka. Początek roku to potwierdził.
Jeżeli ktoś faktycznie odkryje prawdziwego siebie, coś, co go kręci i napędza, niezależnie od upływu czasu i zmiany sytuacji życiowej, to pozostaje wewnętrznym motorem napędowym. Zazdroszczę kolegom, którzy ścigali się już od siódmego roku życia, bo wtedy przebieg mojej kariery na starcie nabrałby innego pędu.
Czujesz, że coś ci uciekło?
To tak, jak w każdym sporcie. Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej, bo szybciej działamy bardziej bezwarunkowo. Nasze odruchy kodują się w mięśniach.
Ale wspomniałaś o kolegach, którzy zaczynali wcześniej. Sama często słyszysz pytanie, jak kobiety funkcjonują w świecie motorsportu. Płeć ma tu znaczenie czy mówimy już tylko o stereotypach?
Chyba już do tego przywykłam. Na samym początku bardzo mi to wadziło, ale teraz sami kształtujemy rzeczywistość. Pokazujemy, że kobiety są szybkie, że mogą jeździć. To efekt kuli śnieżnej, że im więcej nas jest w motorsporcie, tym większy przykład dajemy innym dziewczynom, które szukają siebie w kontekście wyścigów czy ogólnie motorsportu. Kiedy zaczynałam, kobiety stanowiły 2 procent licencjonowanych zawodników. Teraz to jest na poziomie 8 proc.
Na początku, gdy kobieta dopiero buduje swoją markę i tempo, może jest to trochę odczuwalne. Musiałam włożyć więcej pracy choćby w nadbudowanie fizyczności. Na późniejszym etapie to nie ma aż takiego znaczenia. Bariera niedostępności powoli znika i motorsport w kontekście kobiet jest bardziej inkluzywny.
Zmienił się sposób samej komunikacji, na przykład to, jak pokazywana jest Formuła 1. Albo jak Netflix w "Formula 1: Drive to Survive" pokazał kobiety na wysokich pozycjach w świecie motorsportu. Kobiety mogą się odnaleźć, nawet jeśli nie w roli kierowcy wyścigowego, to jest mnóstwo innych funkcji. Zrobił się na to bardzo fajny trend.
Zobacz także
Zobacz także
I nie chodzi tu tylko o szansę. Kobiety na torach naprawdę potrafią być szybkie.
To mnie najbardziej cieszy, bo nie chciałam, żeby powstała jakaś łatka, że wyróżniamy kobiety, a one nagle nie dowożą. To najgorsze, co mogłoby się zadziać. I dotyczy to nie tylko kobiet za kierownicą, ale też w odniesieniu do strategów czy inżynierów.
Wiem, że nie oburzasz się na stwierdzenie, że różnice płci są widoczne w stylu jazdy. Masz na to sensowną teorię i wychodzi z niej, że facetów bardziej ponosi fantazja.
Kobiety budują swoje tempo trochę wolniej, ale bardziej świadomie. Najpierw jedziemy na 60, 70, 80 i w końcu na 100 procent. Krok po kroku dochodzimy do maksimum. To bardziej kosztowne, bo zajmuje więcej dni testowych, ale w efekcie tempo jest stabilne i szybkie.
W przypadku facetów adrenalina bierze górę, może działa większa odwaga, połączona z ułańską fantazją. Na przykład przestrzelą zakręt, wpadną w żwir, "przepałują" hamowanie, pojadą na 110 procent, ale potem nie ma problemu, żeby zeszli o krok niżej i jechali w granicy 100 procent. Różni nas mentalność, ale efekt finalnie jest taki sam.
Czyli nie ma mowy o kompleksach.
Na szczęście na samym początku najczęściej jest karting, wtedy jeżdżenia jest najwięcej, więc jesteśmy w stanie wypracować sobie sztywny grunt. Jak przychodzimy do wyścigów, musimy posiłkować się już czymś innym.
W kartingu budowanie tempa jest łatwiejsze, bo wynika z samej jazdy i pokonywania kilometrów, a w kontekście wyścigów i samochodów typu single-seater chodzi o odpowiednie przygotowanie do całego weekendu wyścigowego. A to już nie tylko działania związane z jazdą i torem.
Motorsport w Polsce to trudny temat. Ktoś, kto się tym nie interesuje, ostatnio mógł się zderzyć z rzeczywistością przy okazji afery o Tor Poznań. U nas to wciąż taka nisza, która musi na siłę zabiegać o uwagę?
Zawsze jest poczucie niedosytu i myślę, że takie narzekactwo leży w naszej naturze. Na pewno jest lepiej niż kilkanaście lat temu, kiedy mieliśmy jednego czołowego kierowcę i on dalej jest zaliczany do grona czołowych światowych kierowców. Mam na myśli Roberta Kubicę. A jeśli chodzi o juniorów? Była Natalia Kowalska czy Jakub Śmiechowski.
Dzisiaj mamy Kacpra Sztukę, Tymka Kucharczyka, Maćka Gładysza i parę innych nazwisk. Nie wygląda to tak źle. Wiadomo, że jest apetyt na dużo więcej, bo Włosi mają dwóch kierowców w F1. A u nas w Polsce tylko Robert. Teraz sytuacja wygląda nieźle, jeśli chodzi o liczbę szybkich, młodych zawodników i tego, w jakich seriach aktualnie startują. To jest jeden z najmocniejszych okresów w historii naszego motorsportu.
Pieniądze to wciąż największy problem, jeśli chodzi o próg wejścia do tego świata na poważnie?
To jest aktualne już na etapie kartingu. Jeżeli nie ma wyniku, nie przebijemy się dalej, nie ma o tym absolutnie mowy. Jest spora bariera finansowa, ale na każdym etapie profesjonalnego sportu z tą barierą prędzej czy później się zetkniemy. Piłka nożna pewnie jest tańsza, bo kupujemy dobre buty, piłkę i to może być baza. W motorsporcie początek przygody z kartingiem musi być pokrywany z kieszeni własnej czy rodziców. To pierwsza bariera i selekcja.
W każdej branży trzeba znaleźć sposób na siebie. Jeżeli ktoś później uzna, że świetnie czuje się jako coach, dodatkową formą zarobku może być prowadzenie młodszych zawodników. Nie można wpaść w myślenie, że nie mam pieniędzy, nie mam wyników i nic nie da się z tym zrobić. Możesz być dobry w mechanice pojazdów. To szerokie spektrum na dostrzeżenie swoich mocnych stron w obrębie konkretnej dziedziny.
I szalenie ważna ta rola rodziców na początku. Już pomijając nawet sprawy finansowe.
Dla nich to bardzo duże wyrzeczenie, a na pewnym etapie też zaufanie do otoczenia. Do trenerów, mechaników i do własnego dziecka, bo później dzieci przecież same zaczynają jeździć na zawody. To działa jak ekspresowa forma wychowania i dojrzałości. Przez sport szybciej musimy brać odpowiedzialność za własne czyny.
Przejdźmy do Żyrardowa, bo na 13 czerwca szykujesz tam coś specjalnego. Ale żeby od razu organizować… escape room na ulicach?
Zdecydowałam się połączyć trzy rzeczy, które naprawdę kocham i dają mi przyjemność. To zamiłowanie do motoryzacji i motorsportu, a także radość i duma z regionu, z którego się wywodzę. Po prostu miłość do Żyrardowa. Los mnie rzucał w różne miejsca na świecie, mieszkałam w Krakowie, w Genewie, w Warszawie, ale zawsze wiedziałam, że Żyrardów jest moim miejscem i finalną bazą, do której chciałabym wrócić.
Poza tym uwielbiam organizować różne eventy. Chciałabym zrobić dla miasta coś, czego jeszcze nigdy nie było. Strasznie bałam się, że moja forma fizyczna w tym roku nie pozwoli mi na ściganie. Stąd właśnie pomysł na wydarzenie Rally The Girard.
Rally The Girard, czyli turystyczny rajd samochodowy z fabułą i gra miejska, która ma odkryć industrialną historię Żyrardowa. Możesz nam wyjaśnić, na czym to będzie polegać?
W tle jest specjalna historia, bo poszukujemy zaginionego projektu Filipa de Girarda, czyli wynalazcy, od którego nazwiska pochodzi nazwa miasta. Brałam udział w licznych rajdach turystycznych i zawsze bawiłam się super. Stąd też escape room był pewną inspiracją. To nie mógł być jednak zwykły przejazd samochodów, brakowało mi spójnego elementu, który uzupełniałby historię. Stąd wplecenie elementu zagadek, wyjątkowych postaci, aktorów na trasie, żeby to było doświadczenie, jakiego w Polsce jeszcze nie mieliśmy. Weźmie w tym udział maksymalnie 60 załóg.
Może to jest sposób, żeby promować motorsport? I nie tylko w Żyrardowie.
Wybiegasz w przyszłość, ale już miałam zapytanie ze strony Piaseczna czy z Teresina. Ja bardzo łatwo się podpalam i ponosi mnie fantazja, nawet teraz w Żyrardowie. Musiałam powiedzieć stop, że absolutnie nie robimy nic więcej, bo zrobiłoby się z tego kilkudniowe wydarzenie. To jest fajna zabawa, ale musimy mieć granicę, żeby wszystko nie zamieniło się w obciążenie psychiczne.
Wolę, żeby w tym roku pozostał lekki niedosyt zamiast uczucie przeciążenia fabułą. Teraz wiem już jednak, że wydarzenie będzie cykliczne. Nie wykluczam partnerstwa innych miast i ułożenia nowej trasy rajdu. W czerwcu w Żyrardowie start i meta będą w tym samym miejscu. W kolejnych edycjach być może będzie to przejazd z punktu A do punktu B.
Czujesz się ambasadorką motorsportu w Polsce?
Chciałabym tak o sobie myśleć, bo tyle lat spędziłam w motorsporcie i promowanie kobiet w tym środowisku od zawsze mi przyświecało. Kiedy pracowałam w FIA, byłam koordynatorką projektu Kobiety w Motorsporcie i moim celem było to, żeby promować wszystkie związane z tym inicjatywy. Jeśli moje działanie ma jakieś realne przełożenie na sytuację kobiet w motorsporcie, to w taki sposób mogę czuć się ambasadorką. Zależy mi przede wszystkim na działaniu.
A jakie masz plany na najbliższe 2-3 lata? Wyznaczasz sobie priorytety, a może szykujesz coś specjalnego? Mrugnij dwa razy, jeśli jest coś dużego, o czym jeszcze nie możesz mówić.
Mam asy w rękawie, jeśli chodzi o projekty biznesowe. Rally The Girard otworzył mi nową perspektywę przy organizacji eventów. Na razie dowieziemy ten rajd, który odbędzie się 13 czerwca i wtedy myślę, że będą kolejne możliwości. Chciałabym też, żeby moje córki odkryły jakąś swoją pasję szybciej niż ja. Może nie w wieku kilku lat, ale chcę dać im wachlarz możliwości. To taki mój niepisany projekt.
Chciałabyś, żeby poszły w twoje ślady?
Nie chcę, żeby one żyły moim marzeniem i moim życiem, więc będę się cieszyć, jak spróbują. Jeżeli nie pójdzie to w zawodowstwo, to nie mam z tym żadnego problemu.
***
Gosia Rdest to kierowca wyścigowy i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci kobiecego motorsportu w Polsce. Jest Mistrzynią Polski w kartingu, a w swojej karierze startowała m.in. w Formule 4, Audi Sport TT Cup, ADAC TCR Germany, GT4 European Series, W Series oraz Alpine Europa Elf Cup. Na swoim koncie ma także sukcesy w wyścigach długodystansowych, w tym dwa klasowe zwycięstwa w 24H Dubai. Na co dzień związana z Żyrardowem.
