Agenci ABW
ABW ostrzega przed wzrostem chińskiej aktywności w Polsce Fot. Gov.pl

Ponad dwie godziny trwały rozmowy Donald Trumpa z Xi Jinpingiem. Dwaj rywale w wojnie handlowej nagle postanowili sobie mocno dosłodzić. – Relacje między krajami będą lepsze niż kiedykolwiek – ocenił prezydent USA. – Musimy sprawić, by działały i nigdy ich nie zepsuć – wtórował przywódca Chin. Tymczasem w Polsce ABW ostrzega przed wzrostem chińskiej aktywności.

REKLAMA

Raport Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z początku maja jest szokujący. Czarno na białym napisano w nim, że w latach 2024–2025 wszczęto w Polsce 69 śledztw – czyli tyle, co łącznie w latach 1991–2023. "Począwszy od lat 90. ub. wieku wszczynano maksymalnie 5 postępowań rocznie. Od momentu inwazji Rosji na Ukrainę ich liczba systematycznie wzrasta" – podano.

W 2025 roku było 48 takich spraw. To wzrost o 128 proc. rok do roku. "Lata 2024–2025 charakteryzowały się wzmożoną i rosnącą aktywnością przede wszystkim rosyjskich oraz ściśle z nimi kooperujących białoruskich służb specjalnych, a także służb chińskich" – czytamy. Chinom poświęcono w raporcie obszerny fragment.

ABW o chińskim zagrożeniu w Polsce

Zacytujmy tylko ten fragment, który pokazuje ogólny obraz: "W ostatnich latach Chiny postawiły na ekspansję ekonomiczną w naszym regionie, dążąc do uzyskania coraz większego wpływu na gospodarkę oraz politykę. Polska poddawana jest presji i lobbingowi ze strony Państwa Środka, co realizowane jest również z rosnącym zaangażowaniem wywiadu ChRL".

Generał Andrzej Pawlikowski, były szef Biura Ochrony Rządu, zastępca Dyrektora Instytutu Studiów Strategicznych Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Sztuki Wojennej, wskazuje na poważne zagrożenie. "Fakt, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego coraz mocniej akcentuje zagrożenia związane z działalnością chińskich służb specjalnych, należy traktować bardzo poważnie. To nie jest już wyłącznie problem gospodarczy czy geopolityczny. To kwestia strategicznego bezpieczeństwa państwa" – pisze w analizie na stronie "Wprost".

Tymczasem w Chinach gości właśnie prezydent USA Donald Trump. To pierwsza jego wizyta w Pekinie od 2017 roku. Ma potrwać dwa dni i określana jest jako historyczna. Do tego, jak podkreślają analitycy, odbywa się w mało sprzyjających dla Trumpa warunkach geopolitycznych, gdy trwa wojna na Bliskim Wschodzie, a prezydent USA traci sojuszników. I to Chiny mają dziś mocniejszą kartę niż on.

Wizyta Donalda Trumpa w Chinach

Przez ostatni rok chyba przywykliśmy już do tego, że Trump drażni Chiny, nakładając cła na chińskie towary importowane do USA i grożąc zaostrzeniem wojny handlowej. "Groźba USA, że zaostrzy cła na Chiny, to błąd na błędzie" – odpowiedziało mu niemal dokładnie rok temu Ministerstwo Handlu Chin.

Ale nawet po ataku USA na Iran jeden z ekspertów zwrócił nam uwagę na Chiny. – Amerykanie realizują to, co zrobili w Wenezueli. To samo robią w Iranie, czyli likwidują potencjalnych sojuszników przed konfliktem z Chinami. Ktoś, kto mógłby być realnym sojusznikiem Chin, zostaje wyeliminowany bądź osłabiony w zależności od tego, co się uda zrobić. To jest główny cel z perspektywy amerykańskiej – mówił w rozmowie z naTemat Maciej Michał Münnich, znawca Bliskiego Wschodu, profesor KUL.

Tymczasem teraz, już pierwszego dnia pobytu Trumpa w Pekinie, usłyszeliśmy, że USA i Chiny powinny być partnerami, a nie rywalami. Chińskie MSZ podało zaś w komunikacie, że obaj przywódcy uzgodnili "określenie nowego kierunku wzajemnych relacji, które mają być konstruktywne, strategiczne i stabilne". Przekazano też, że stabilne relacje chińsko-amerykańskie są korzystne dla dzisiejszego świata.

– Gdy obie strony współpracują, obie zyskują. Gdy walczą, obie tracą. Powinniśmy być partnerami, a nie rywalami – powiedział przywódca Chin. – Jest pan wielkim przywódcą. Mówię to wszystkim – stwierdził z kolei o nim Trump. Przywódca Chin usłyszał też od niego: – Mamy fantastyczną relację. Zawsze kiedy mieliśmy problem, rozwiązywaliśmy go bardzo szybko i czeka nas fantastyczna przyszłość.

Trump pod wrażeniem powitania w Chinach

Trump witany był w Pekinie z najwyższymi honorami. Była asysta kompanii reprezentacyjnej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, orkiestra, a wieczorem miał się odbyć bankiet na jego cześć.

BBC oceniło, że prezydent USA był pod wrażeniem, ale w chińskiej dyplomacji tak wyreżyserowana ceremonia ma znaczenie: pokazać, że Chiny pozostają otwarte na gości, ale też "skłaniać do wniosku, że równowaga wpływów stopniowo przesuwa się w stronę Chin".