
Kiedy Władimir Putin wskazał Gerharda Schrödera w roli mediatora w wojnie z Ukrainą, Europa zareagowała chórem oburzenia. I słusznie, bo to otwarty przyjaciel Putina, człowiek-symbol wszystkiego, co w zachodniej polityce wobec Rosji poszło nie tak. To propozycja, którą trudno traktować poważnie. Ale Putin, jak to Putin, trafił w czuły punkt. Bo skoro nie Schröder, to kto? Pytanie to wisi w powietrzu od pierwszych dni inwazji i być może doczekało się dobrej odpowiedzi.
Od kilku dni w powyższym kontekście zaczęło pojawiać się bowiem inne niemieckie nazwisko. Według "Der Spiegel" w kręgach elit politycznych mówi się o Angeli Merkel – byłej kanclerz Niemiec, która przez 16 lat była główną twarzą europejskiej dyplomacji. Powody są konkretne. Wychowana w NRD polityczka całkiem nieźle mówi po rosyjsku, osobiście zna zarówno Władimira Putina, jak i Wołodymyra Zełenskiego, a będąc na politycznej emeryturze, miałaby czas i swobodę, by podjąć się tak trudnego zadania.
Biuro byłej kanclerz poinformowało, że nie wpłynęły żadne formalne prośby w tej sprawie. Jednak na pytanie niemieckich dziennikarzy, czy Angela Merkel wróci do polityki i w ogóle wyobraża sobie taką rolę, nie padło żadne zaprzeczenie. A przecież w dyplomacji milczenie bywa odpowiedzią równie ważną.
Debata więc rozgorzała. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas dała do zrozumienia, że "nie byłoby zbyt mądre" pozwolić Rosji narzucić negocjatora. Szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger postawił warunek, że ktokolwiek miałby mediować, musi cieszyć się "szerokim poparciem na szczeblu europejskim zwłaszcza ze strony Europy Wschodniej i krajów bałtyckich".
Brzmi jak wymóg trudny do spełnienia. A jednak, jeśli przyjrzeć się temu spokojnie, Merkel spełnia go być może lepiej niż ktokolwiek, kogo dziś można realnie wziąć pod uwagę.
Angela Merkel, czyli cień Nord Stream 2, ale i pokój w Europie
Oczywiście nie ma sensu udawać, że to kandydatura wolna od kontrowersji. W wielu krajach – szczególnie w Polsce i państwach bałtyckich – jej nazwisko wywołuje… co najmniej "nerwowość". Jako kanclerz wspierała wszakże budowę gazociągu Nord Stream 2 pomimo jednoznacznych ostrzeżeń ze Wschodu (nie bez powodu Donald Tusk za Nord Stream 2 ostro wypowiadał się o niej jeszcze przed rosyjską inwazją). Odegrała też kluczową rolę w porozumieniach mińskich, które ostatecznie nie zdołały zapobiec rosyjskiej agresji w 2022 roku. To są fakty.
Ale jest też inny fakt, o którym zbyt rzadko się mówi. Przez 16 lat nieprzerwanych rządów Angeli Merkel – szesnaście lat, w których zwano ją "żelazną kanclerz Europy" – na naszym kontynencie nie wybuchła żadna pełnoskalowa wojna.
Zobacz także
Można dyskutować, ile w tym jej zasługi, ile szczęścia, a ile po prostu czasu, którego Putin jeszcze nie był gotowy użyć. Ale faktem jest, że wielka wojna w Europie zaczęła się dopiero po tym, gdy Merkel oddała urząd. Dokładnie 76 dni później.
Ktoś, kto przez półtorej dekady w warunkach aneksji Krymu, ciągłych hybrydowych prowokacji i narastających napięć utrzymywał tę kruchą równowagę, posiada pewne umiejętności dyplomatyczne, których nie można bagatelizować. Sama Merkel zresztą wielokrotnie podkreślała, że martwi się o Europę, bo ta może być rozniesiona w pył, jeśli nie utrzyma jedności.
Dlaczego akurat Merkel? Lista kandydatów do mediacji między Rosją a Ukrainą jest krótka
Merkel zna rytm kremlowskiej dyplomacji od środka. Rozumie, jak Putin buduje swoje chore narracje, jak testuje rozmówcę, jak interpretuje gesty i słowa. Zna też Zełenskiego, który przecież nie jest partnerem dla nikogo łatwym. No i ostatecznie inicjatywa angażowania Merkel stała się odpowiedzią na putinowski pomysł ze Schröderem, ale nie pochodzi z Moskwy. Ten plan wykluwa się z cichych konsultacji w transatlantyckich kuluarach. Odpada więc zagrożenie, że świat przyjąłby mediatora narzuconego przez jedną ze stron konfliktu.
Pytanie, które warto zadać, nie brzmi "czy lubimy Merkel?", bo odpowiedź w wielu stolicach będzie chłodna. Pytanie brzmi: kto jest dziś w stanie usiąść przy jednym stole z obiema stronami i być przez nie potraktowanym poważnie? Lista takich postaci jest zatrważająco krótka. Nazwisko byłej kanclerz Niemiec jest tu jedną z naprawdę niewielu pozycji.
Tak, jeśli trafi właśnie na nią, będzie płacz – w Warszawie, w Wilnie, w Rydze itp. Zrozumiały oraz w dużej mierze uzasadniony. Ale historia rzadko oferuje mediatorów bez skazy. Oferuje tylko mniej lub bardziej użytecznych. Angela Merkel jest użyteczna. I na razie nikogo lepszego na poważnie nie wskazano.
