
– Wygląda to tak, jakby księża mieli składać CV. Jak w konkursie na dyrektora – śmieje się proboszcz podlubelskiej parafii. Tu, w Archidiecezji Lubelskiej, właśnie zbierane są oferty od kandydatów na proboszczów 16 parafii. Termin upływa 20 maja, o konkursie głośno jest w całej Polsce. "Unikat w skali kraju", "Rewolucyjne zmiany" – płynie przekaz. Czy to znak, że do Kościoła wkracza korporacja?
Ks. dr Adam Jaszcz, kanclerz, rzecznik Prasowy Archidiecezji Lubelskiej, od jesieni 2025 roku dostaje pytania w tej sprawie. Właśnie wtedy, podczas III Synodu tej archidiecezji, zapadła decyzja ws. procedury dotyczącej wyboru proboszczów. Zainteresowanie tematem od początku było ogromne.
– Trochę zaskoczyło mnie to, że temat wrócił z tak dużą siłą. Ale to oznacza, że jest to dla ludzi ważne, skoro tak dużo mówi się o tym w przestrzeni medialnej. Jest bardzo dużo pozytywnych głosów – mówi w rozmowie z naTemat.
Ludzie odebrali to jako powiew zmian w Kościele. Jako krok w stronę dostosowania się do współczesnej rzeczywistości. – To coś nowego. Zmiana w dobrym kierunku – słyszę nie tylko od mieszkańców Lublina. Ale czy jest to rewolucja i lekcja dla pozostałych diecezji w kraju?
O "konkursie na proboszczów" i "rewolucji" piszą wszystkie media. Nikt nie pamięta czegoś podobnego w Polsce. "Lubelska kuria wprowadza w życie rewolucyjne zmiany", "Nowość w polskim Kościele", "Uruchamiają nowy sposób wyłaniania proboszczów" – podkreślają również katolickie portale i KUL. "Gość Niedzielny" zaznacza: "W archidiecezji lubelskiej rozpoczyna się jedna z największych zmian organizacyjnych w polskim Kościele ostatnich lat".
Wszędzie można wyczuć wagę tych zmian. A sprawa jest szczególnie aktualna, bo termin konkursu upływa 20 maja. – Zgłoszeń jest dużo. Gromadzimy dokumenty. 15 czerwca poznamy nowych proboszczów – mówi nam ks. Jaszcz.
Konkurs na proboszcza. Jakie warunki musi spełnić kandydat?
Konkurs dotyczy 16 parafii, m.in. p.w. św. Agnieszki w Lublinie, Świętego Ducha w Chełmie i Przemienienia Pańskiego w Firleju. Jest otwarty dla duchownych z terenu diecezji, którzy muszą spełnić szereg kryteriów. Wśród nich jest m.in.: co najmniej 15 lat doświadczenia i zdany egzamin proboszczowski. Kandydat musi też przedstawić opinię dziekana i dokumenty potwierdzające ukończone studia i kursy, a także opis dotychczasowej drogi kapłańskiej, musi też zaprezentować swoją wizję i program dla przyszłej parafii.
To szansa dla młodszych księży, którzy mają inicjatywę i chcieliby przyspieszyć swoją "proboszczowską karierę". Ks. Jaszcz ocenia, że chodzi o księży mniej więcej w wieku 45+.
– Są księża, którzy w pewnym wieku chcieliby wziąć większą odpowiedzialność i sprawdzić się na innym odcinku posługi niż do tej pory. Nie jest to dla nas wielkim zaskoczeniem, i po to stworzyliśmy tego typu mechanizm. Cieszymy się, że księża z tego korzystają. Takie ożywienie zawsze jest czymś pozytywnym – mówi.
Czy w ten sposób Kościół – na razie jedną archidiecezją – wchodzi w XXI wiek?
Ksiądz: "Wygląda to tak, jakby księża mieli składać CV. Jak w konkursie na dyrektora. Brzmi korporacyjnie"
Księża z archidiecezji lubelskiej, z którymi rozmawiamy, podchodzą do tego różnie. – Jestem za stary. Nie interesuje mnie to – tak reaguje wielu. Inni twierdzą, że wśród księży nie budzi to emocji, jak w mediach i że oni podchodzą do tego bardzo spokojnie. Jednak takich, którym przy okazji dopisuje humor, też nie brakuje.
– My sobie żartujemy z wikariuszami, że też będziemy startować w konkursie – śmieje się proboszcz jednej z parafii.
Inny szybko zastrzega: – Ja w tym konkursie nie biorę udziału!
Kolejny, też ze śmiechem: – Rozumiem, że ta procedura może wywoływać groteskowe skojarzenia. Wygląda to tak, jakby księża mieli składać CV. Jak w konkursie na dyrektora. Brzmi korporacyjnie.
Sam ma takie skojarzenia, ale nie widzi w tym nic złego. – Normalnie nie każdy jest na tyle odważny, żeby pójść do biskupa i powiedzieć: "Proszę księdza biskupa, czułbym się wspaniale jako budowniczy" albo: "Chciałbym wyremontować kościół". Są księża dla których remont, odnowienie zabytku, pozyskiwanie funduszy czy wizyta w urzędzie to nic strasznego. Ale nikomu nie przyszłoby do głowy powiedzieć: "Czuję się super w relacji urzędowej". Biskup z kolei nie musi znać takich szczegółów o księżach. A w CV można to wszystko uwzględnić. To cenna informacja dla biskupa – mówi.
Zauważa też, że wszystko, co kandydat o sobie napisze, zostanie potem na piśmie: – I gdy taki kandydat nie sprawdzi się jako proboszcz, biskup może mu powiedzieć: "Bajerowałeś, kolego".
Kolejny proboszcz: – Oczywiście, że brzmi to trochę jak CV. Chodzi przecież o przedstawienie siebie. Człowiek ma pewne predyspozycje i trzeba osobistego rozeznania gdzie i jak można swój potencjał wykorzystać. A parafie wytypowane do objęcia mają różny charakter i potrzeby. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Papier przyjmie wszystko. A rzeczywistość potem zweryfikuje.
Zobacz także
Rzecznik Kurii: Rewolucja sugeruje przewrót. Ja używałbym słowa ewolucja
Ks. Adam Jaszcz sam słyszy takie opinie i skojarzenia. Uważa, że częściowo mają swoje uzasadnienie.
– Nie ulega wątpliwości, że Kościół oprócz tego, że jest mistycznym ciałem Chrystusa, jest też instytucją. A jeśli jest to instytucja, to elementy korporacyjne oczywiście też się zdarzają. Natomiast nad tym wszystkim jest Ewangelia i to jest najważniejsze – mówi.
– Jednak nie zgadzam się z takim przedstawianiem sprawy, że teraz z Kościoła robimy korporację na wzór korporacji, które znamy ze świata świeckiego. To na pewno byłoby nadużycie – podkreśla.
A forma "reklamowania" się przez kandydatów w "konkursie"?
Ks. dr Adam Jaszcz, kanclerz
rzecznik Prasowy Archidiecezji Lubelskiej
Okazuje się, że w Archidiecezji Lubelskiej nie postrzegają tego również jako rewolucję, o której wszyscy piszą. – To słowo absolutnie mi się nie podoba. Rewolucja sugeruje przewrót. Ja używałbym słowa ewolucja i to taka w duchu synodalności – mówi ks. Adam Jaszcz.
Cel "konkursu na proboszczów" w Archidiecezji Lubelskiej. "Biskup może zastosować go, ale nie musi"
W zamyśle, jak słyszymy w Kurii, w szukaniu kandydatów na proboszczów nie chodziło też o słowo "konkurs". Jeśli więc ktoś w związku z nim oczekiwał bardzo rewolucyjnych zmian, może być zaskoczony.
– To jest bardziej skrót myślowy i określenie medialne. Konkurs sugerowałby, że jest to rodzaj plebiscytu i demokratyzacja Kościoła, z czym ja się nie zgadzam. Kościół ze swojej natury jest hierarchiczny, ponieważ tego chciał Pan Jezus. On powierzył władzę apostołom, więc demokratyzacja Kościoła sprawiłaby, że nie mielibyśmy do czynienia z Kościołem Chrystusowym. Władza w Kościele jest sprawowana przez tych, którzy tę władzę otrzymali, czyli przez biskupów. I decyzyjność związana jest z ich aktywnością – mówi ks. Jaszcz.
– Natomiast zanim biskup podejmie decyzję, powinien mieć dobre rozeznanie. I właśnie nasz mechanizm – czyli procedura wyłaniania kandydatów na proboszczów – ma temu służyć. Żeby wybór, który dokona biskup był optymalny dla wiernych – dodaje.
Tak bardziej szczegółowo tłumaczy cel tej procedury:
Ks. dr Adam Jaszcz
kanclerz, rzecznik Prasowy Archidiecezji Lubelskiej
– Obok działalności duszpasterskiej i sprawowania sakramentów jest też zarządzanie. Są zatrudniani ludzie, trzeba prowadzić administrację, a parafie mają bardzo różną specyfikę. W jednej jest potrzeba remontów. W innej trzeba być w kontakcie z konserwatorem zabytków. W kolejnej starzeje się społeczeństwo. Zawsze wyzwaniem jest też młodzież. Tego typu procedura pozwala nam znaleźć optymalnego człowieka, który podejmie tę odpowiedzialność. Temu ma służyć nasz mechanizm – tłumaczy rzecznik Kurii.
Ks. Jaszcz nie wie, czy takie rozwiązanie stosowano wcześniej w Polsce, ale zakłada, że inne diecezje mają swoje mechanizmy, które poprzedzają decyzje biskupa, np. oparte na opinii dziekana, czy konsultowania się w inny sposób. – My mamy taki mechanizm. Ale nie oznacza to, że musi być on stosowany w przypadku wyboru każdego proboszcza. Biskup może zastosować go, ale nie musi – zaznacza rzecznik Kurii. Taka decyzja zapadła właśnie w przypadku dużych zmian na stanowisku proboszczów, które tradycyjnie dokonują się w czerwcu. – To nie jest tak, że teraz wszystkie zmiany dotyczące proboszczów w Archidiecezji Lubelskiej będą dokonywały się w ten sposób. One będą dokonywały się, jeśli tak zdecyduje biskup. Zgodnie z zasadą hierarchiczności w Kościele – podkreśla ks. Jaszcz.
Czy to rewolucja w Kościele? Zdania są podzielone
Pytani przez nas księża nie znają szczegółów, jak ma wyglądać procedura wyboru proboszcza. Niektórzy uważają, że to "tajemnicza kwestia". – Być może dlatego, żeby przy tak dużym zainteresowaniu medialnym nie poruszać pewnych kwestii, które wymagają dyskrecji? Jak w przypadku każdego przedsiębiorstwa, czy biznesu? – zastanawia się jeden z duchownych.
Pytamy też parafian. Tu widać, że nikt nic nie wie. Niektórzy odebrali "konkurs na proboszcza" tak, że to oni – parafianie – mieliby wybierać proboszcza, a nie biskup. – Pomysł jest dobry, ale nie wiemy, jak miałoby się to odbywać – słyszę.
Czy to rewolucja, czy nie, sami księża się gubią. Jedni twierdzą, że nie ma w tym nic nowego. – Ja nie widzę w tym wielkiej rewolucji. Podobne procedury, chociaż nieoficjalne, obowiązują w Kościele. Z księżmi rozmawia się przed nominacjami, są rozeznania. Nie było tak, że biskup wzywał księdza i mówił: "Masz być proboszczem". Zawsze były rozmowy. Tylko tu zostało to bardziej sformalizowane. Na pewno jednak nie można tego utożsamiać z konkursami, jak np. na dyrektora szkoły – mówi jeden z podlubelskich księży.
– Kojarzy się to z konkursem, ale chodzi o to, że to ma być pomoc dla biskupa, żeby wyłonił odpowiednich kandydatów. Dla mnie to ewolucja związana z procesem, żeby angażować, jak najwięcej osób w życie Kościoła – dodaje.
Dla innych to jednak duża nowość. – Na naszym polskim gruncie to novum. Być może jest to znak i działanie Ducha Świętego, że w czasach, w których żyjemy, potrzebujemy też innej formy rozeznania przy nominacjach proboszczowskich. Z uwzględnieniem zmian społecznych i takich, które zachodzą w Kościele – uważa proboszcz innej parafii.
Jak tłumaczy, w historii Kościoła były różne okresy, które pokazywały, że trzeba było "jakiegoś novum". – I teraz przyszedł moment nowego rozeznania w kontekście posługi proboszczów. Bałbym się jednak porównania do ścieżki korporacyjnej i twierdzenia, że są to rozwiązania, które mają służyć rewolucji. Kodeks kanoniczy dokładnie określa, jakie są obowiązki i powinności proboszcza. W kwestii fundamentalnej niewiele się więc zmieni. To nie jest korporacyjna rekrutacja. Ale rewolucyjne mogą być nowe wyzwania, które stoją przed kapłanami. Czas pokaże, w jakim to kierunku pójdzie – zaznacza.
Nowoczesności? Z duchem czasów?
– Tego typu mechanizm był już w uchwałach Soboru Trydenckiego. Można więc odbić ten argument, mówiąc, że wracamy do tradycji, i to trydenckiej – reaguje ks. Adam Jaszcz. Zwraca jednak uwagę na przejrzystość procesu.
– Transparentność i wiarygodność jest dla Kościoła bardzo ważna. Myślę, że od tego też zależy skuteczność naszej misji i naszych działań. Jeżeli ta procedura sprawi, że system obsadzania urzędów w naszej archidiecezji będzie bardziej transparentny i my przez to będziemy bardziej wiarygodni, to bardzo dobrze.
