
Tomasz Sakiewicz wydał w sieci oświadczenie. Przyznał, że "na prośbę zaniepokojonych przyjaciół" ujawnia, jak się czuje. Między słowami nie obyło się bez szpili w kierunku rządzących i funkcjonariuszy policji, którzy niedawno interweniowali w jego domu.
"Na prośbę przyjaciół składam następujące oświadczenie: Nie mam myśli sam***ch, mój nastrój wręcz się ostatnio poprawia a paru przestępców w mundurach to nic w porównaniu z tym czym była walka z bezpieką, moje zdrowie też jest niezłe, może nawet wrócę do treningów krav magi" – chwali się redaktor naczelny TV Republiki.
Sakiewicz ironicznie o stanie zdrowia. Wbił szpilę KO i policji
Nawiązując do ostatniej interwencji policji w jego lokum, wspomniał, że "nie zamierza stwarzać czynnego oporu funkcjonariuszom".
"Od siebie jeszcze dodam, że nie zamierzam ograniczać kontaktów z płcią piękną. W dniu napadu policji na moje biuro w mieszkaniu były cztery kobiety w tym żona i teściowa. I choć zdaje sobie sprawę, że wizyta u mnie w mieszkaniu – biurze może być uznana obecnie za sport ekstremalny zapraszam wszystkich, których do tej pory zapraszałem. Psów nie mam w Warszawie. Bliższe kontakty z nimi pozostawiam działaczom Koalicji Obywatelskiej. Uśmiechnijcie się brygada" – skwitował Tomasz Sakiewicz.
Zobacz także
Co się działo w mieszkaniu Sakiewicza?
Przypomnijmy, że po południu 15 maja policja pojawiła się w domu Tomasza Sakiewicza. Według stanowiska funkcjonariuszy ich działanie było w pełni uzasadnione.
"Jeszcze raz podkreślamy, że to informacja o realnym zagrożeniu życia i potrzeba jego ochrony determinowała zdecydowany sposób prowadzenia interwencji przez wysłany na miejsce patrol" – poinformowała warszawska policja.
Rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji odczytał zapis zgłoszenia: "Dzień dobry, dzwonię z linii zaufania. Chciałabym zgłosić zagrożenie życia. Dostałam wiadomość. Podyktuję: jestem na ulicy Wiktorskiej (tu w zgłoszeniu padł dokładny adres) w Warszawie. Popełniam s*mobójstwo w toalecie."
– Po usłyszeniu takich informacji policjanci nie mogli się nie pojawić – zauważył podkom. Jacek Wiśniewski.
Sakiewicz uderza w mundurowych. Fałszywe informacje o próbie samo**twa
Z kolei Tomasz Sakiewicz we wcześniejszym oświadczeniu na X twierdził, że policja miała w jego domu działać nielegalnie. Argumentował to brakiem powodu do interwencji, niską wiarygodnością komunikatów o zagrożeniu i brakiem imienników wraz z numerami. Szef TV Republiki określał działania policji mianem "użycia siły", dziwił się też, dlaczego go nie wylegitymowano.
Odniósł się też do działania policji wobec jego asystentki. Skucie jej i prośbę o wylegitymowanie nazwał "znęcaniem się".
"Na miejscu funkcjonariusze zastali kobietę, która nie chciała się przedstawić i nie współpracowała z policjantami w celu jak najszybszego wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia. Mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" – tak sytuację w odniesieniu do asystentki Tomasza Sakiewicza komentowała z kolei warszawska policja na X.
"W lokalu przebywał także mężczyzna, który ignorował przekazywane przez policjantów informacje odnoszące się do powodu interwencji i ich pytania. Mężczyzną tym był redaktor naczelny jednej ze stacji telewizyjnych. Był przy tym nastawiony konfrontacyjnie wobec policjantów, którzy cały czas podkreślali, że ich działania mają na celu ochronę życia osoby, której dotyczy otrzymane zgłoszenie" – a tak funkcjonariusze opisywali udział samego głównego zainteresowanego w trakcie ich interwencji.
W poniedziałek 18 maja do tych wydarzeń odniósł się w rozmowie z radiem Tok FM wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek. – Szybko ustalono adresy mailowe, z których była wysyłana przynajmniej część tych zawiadomień (o zagrożeniu życia w mieszkaniu Sakiewicza – przyp. red.). Te konta i adresy zostały przejęte przez ludzi, którzy to robili. Posiadacze tych kont nie byli sprawcami tych informacji. Trwa postępowanie – poinformował Mroczek.
