Mikrofon TV Republika, w tle interwencja policyjna.
Policja w domu Sakiewicza. "Nie mogli się nie pojawić". Zdjęcie ilustracyjne. Fot. TV Republika; Shutterstock

"Reakcja policjantów była zdecydowana, ale jednocześnie w pełni adekwatna do możliwego zagrożenia" – tak interwencję w domu Tomasza Sakiewicza, szefa TV Republika, komentują mundurowi z warszawskiej policji. Procedury postępowania w sytuacji interwencji kryzysowej są bardzo jasne zarówno z perspektywy służb jak i telefonów zaufania.

REKLAMA

Policja ujawniła kolejne informacje na temat kulis interwencji w domu szefa TV Republiki, Tomasza Sakiewicza. Według stanowiska funkcjonariuszy ich działanie było w pełni uzasadnione.

"Jeszcze raz podkreślamy, że to informacja o realnym zagrożeniu życia i potrzeba jego ochrony determinowała zdecydowany sposób prowadzenia interwencji przez wysłany na miejsce patrol" – poinformowała warszawska policja.

Rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji odczytał zapis zgłoszenia: "Dzień dobry, dzwonię z linii zaufania. Chciałabym zgłosić zagrożenie życia. Dostałam wiadomość. Podyktuję: jestem na ulicy Wiktorskiej (tu w zgłoszeniu padł dokładny adres) w Warszawie. Popełniam s*mobójstwo w toalecie."

Po usłyszeniu takich informacji policjanci nie mogli się nie pojawić – zauważył podkom. Jacek Wiśniewski.

Jak wyglądają procedury? Telefony zaufania nie mają żadnego pola manewru

O komentarz w sprawie procedur w związku z doniesieniami policji zapytałem konsultantkę linii zaufania, psycholożkę działającą w obszarze wsparcia dzieci i młodzieży, Darię Błaszkiewicz. Jej odpowiedź wyjaśnia trudne dylematy, z którymi mierzą się operatorzy telefonów interwencji kryzysowej.

W sytuacji podejrzenia zagrożenia życia zasady takie jak poufność i anonimowość schodzą na drugi plan. Takich stwierdzeń nie należy bagatelizować, a reagować szybko i adekwatnie. W przypadku takiego zgłoszenia nie mamy czasu analizować całego kontekstu sytuacji, im szybsza reakcja, tym większa szansa na uratowanie życia. Nawet jeśli informacja zgłoszona do konsultanta okaże się nieprawdziwa, osoba odbierająca taki telefon nie ma czasu ani możliwości na potwierdzenie jej prawdziwości. Konsultanci telefonu zaufania nierzadko są pierwszą linią wsparcia, kiedy osoba w kryzysie nie ma nikogo innego, do kogo może się zgłosić, np. ze względu na samotność czy obawę przed oceną przez środowisko.

Daria Błaszkiewicz

mgr psychologii, specjalistka wsparcia dzieci i młodzieży, konsultantka telefonu zaufania

Warto podkreślić, że prawidłowe działanie w sytuacji zagrożenia uzależnione jest od procedur danej linii pomocowej. Większość z nich w bardzo jasny sposób podchodzi do bezpośredniego zagrożenia życia.

Dalsza część artykułu poniżej.

Procedury zazwyczaj sugerują bezzwłoczne poinformowanie służb mundurowych o zagrożeniu. Ochrona życia stoi najwyżej w hierarchii wartości psychologicznej etyki. Brak reakcji wobec zagrożenia z perspektywy branży pomocowej jest zwyczajnym błędem w sztuce i haniebnym zaniechaniem.

System bez przygotowania na nadużycia. Fałszywy alarm u Sakiewicza

Jak twierdzi Tomasz Sakiewicz w oświadczeniu na X, policja miała w jego domu działać nielegalnie. Argumentuje to brakiem powodu do interwencji, niską wiarygodnością komunikatów o zagrożeniu i brakiem imienników wraz z numerami. Szef TV Republiki określa działania policji mianem "użycia siły", dziwi się też, dlaczego go nie wylegitymowano.

Co więcej, Tomasz Sakiewicz określa działania policji wobec jego asystentki (skucie jej i próśbę o wylegitymowanie) jako: "nosiło to cechy znęcania się".

"Na miejscu funkcjonariusze zastali kobietę, która nie chciała się przedstawić i nie współpracowała z policjantami w celu jak najszybszego wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia. Mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" – tak sytuację w odniesieniu do asystentki Tomasza Sakiewicza komentuje oficjalny profil Policji Warszawa na X.

"W lokalu przebywał także mężczyzna, który ignorował przekazywane przez policjantów informacje odnoszące się do powodu interwencji i ich pytania. Mężczyzną tym był redaktor naczelny jednej ze stacji telewizyjnych. Był przy tym nastawiony konfrontacyjnie wobec policjantów, którzy cały czas podkreślali, że ich działania mają na celu ochronę życia osoby, której dotyczy otrzymane zgłoszenie" – a tak funkcjonariusze opisują udział samego głównego zainteresowanego w trakcie ich interwencji.

Więcej informacji na temat rzeczywistej skali naruszeń, o ile takowe faktycznie miały miejsce, wyniknie z analiz nagrań z kamer policyjnych. Jedno z nich zostało upublicznione, ale jedynie w formacie audio, tak, by nie naruszać dóbr osobistych obecnych w trakcie interwencji.