Typowa polska ulica z nowoczesnym ogrodzeniem posesji i zielonym trawnikiem stanowiącym publiczny pas drogowy.
Nielegalne zajęcie pasa drogowego grozi gigantycznymi karami finansowymi, lepiej uważać. Czy da się go zasiedzieć? Fot. Maksim Safaniuk / Shutterstock

Teren graniczący bezpośrednio z twoją działką to często niezwykle problematyczna przestrzeń. Skoro z jednej strony prawo nakazuje dbać o ten obszar i regularnie go sprzątać, to czy można go otoczyć siatką lub swobodnie nim zarządzać? Właściciele posesji często nie wiedzą, jak to naprawdę działa i potem płacą wysokie kary.

REKLAMA

Już wcześniej pisaliśmy w naTemat, że samowolne ustawianie ozdobnych donic czy sadzenie iglaków za płotem to prosta droga do kłopotów. Takie działania podlegają bezwzględnym przepisom. Zakaz dowolnego udekorowania pasa zieleni nie jest jeszcze końcem świata.

Problemem jest wtedy, gdy np. właściciele psów nie sprzątają po swoich czworonogach. I ta przykra czynność spada na nas. Czy można więc odgrodzić ten teren i mieć spokój? Niestety w ten mit wierzy wielu Polaków.

Pas zieleni przed granicą działki to nie nasza własność

Wielu z nas naturalnie traktuje pas zieleni przed bramą wjazdową jako zwykłe przedłużenie własnego podwórka. Granica między prywatną własnością a terenem publicznym bywa niewidoczna, ale sam postawiony płot nie jest tu wyznacznikiem.

Portal Forsal jasno zaznacza, że linie parceli trzeba zawsze weryfikować w oficjalnej dokumentacji geodezyjnej lub serwisach państwowych typu geoportal.gov.pl, choć te dają tylko poglądowy obraz sytuacji.

Jeśli mieszkasz przy publicznej trasie, grunt za twoim ogrodzeniem to najczęściej pas drogowy. Według ustawy o drogach publicznych to ściśle wydzielony obszar pod infrastrukturę. Zalicza się do niego nie tylko asfaltową jezdnię, ale też przyległe chodniki, ścieżki rowerowe, rowy odwadniające oraz trawnik.

Z prawnego punktu widzenia to po prostu mienie publiczne zarządzane przez samorząd lub odpowiednią dyrekcję. Tym samym właściciel nieruchomości nie ma najmniejszego prawa traktować tej ziemi jak części swojej działki.

Forsal.pl podkreśla, że zakazy spacerowania, wyrzucanie przechodniów lub grodzenie takich zielonych skrawków nie mają absolutnie żadnego oparcia w aktualnych przepisach.

Kto sprząta i płaci mandaty za samowolę?

Choć publiczny teren formalnie do ciebie nie należy, to ustawa o utrzymaniu czystości nakłada na okolicznych mieszkańców uciążliwe obowiązki. Zimą musisz na bieżąco odśnieżać chodnik bezpośrednio przylegający do twojej działki.

Jeśli pechowy pieszy poślizgnie się i złamie tam nogę, cywilna odpowiedzialność za wypadek spadnie na ciebie. Paradoksalnie ponosisz więc część odpowiedzialności za ten obszar, kompletnie nie mając do niego praw. Za ogólne utrzymanie infrastruktury drogowej odpowiada z kolei konkretny zarządca lokalny.

Jeżeli jednak weźmiesz sprawy w swoje ręce, obsadzisz teren kwiatami lub zajmiesz go bez zezwolenia na składzik drewna, narazisz się na gigantyczne koszty urzędowe. Inspektorzy bez wahania wymierzają kary za każdy dzień obecności obcych przedmiotów za płotem posesji.

Taka urzędowa kara za zajęcie pasa drogowego jest wyliczana niezwykle rygorystycznie. Samowola kosztuje sprawcę dziesięciokrotność normalnej stawki dzierżawy. Przy standardowej opłacie w wysokości 100 złotych oznacza to aż 1000 złotych grzywny naliczanej za jedną dobę.

Czy można zyskać publiczny teren przez zasiedzenie?

Skoro nie możemy legalnie korzystać z publicznej przestrzeni, ale jednocześnie musimy o nią bezpłatnie dbać, wielu osobom marzy się zajęcie przez zasiedzenie. Niestety możemy to zostawić w sferze marzeń.

Forsal przypomina, że drogi publiczne to nienaruszalna własność państwa albo konkretnego samorządu. Od 1999 roku prawo wyłącza je z cywilnej procedury zasiedzenia, ponieważ te obszary mają z definicji służyć dobru wspólnemu. Nawet jeśli regularnie kosisz tam trawnik od przeszło trzydziestu lat, ziemia nigdy nie stanie się twoja.