
Często czujemy dumę, gdy słyszymy, że polscy artyści grają koncerty poza naszym krajem. Brutalna prawda jest jednak taka, że najczęściej są to występy przed Polonią. Wyjątkami są jednak zespoły metalowe. Specyfika ich muzyki sprawia, że często są doceniane nawet na drugim krańcu świata.
"Polski metal" to brzmi dumnie, o czym wie każdy koneser gatunku. A wszystko dzięki paru grupom, które swoją muzykom trafiły do odbiorców nie tylko z Europy Zachodniej, ale też obu Ameryk.
Vader, czyli ktoś musiał przetrzeć szlaki
Grupy rockowe i metalowe, które startowały w czasach PRL-u, nie miały szansy grania dla zagranicznej publiczności. Głównie z powodu trudnej dostępności wiz i paszportów. Jasne, była nieudana próba podbicia USA przez Lady Pank, większość polskich muzyków nawet jednak nie śniła o karierze na mitycznym Zachodzie.
Przełom nastąpił po 1989 roku. Nagle świat stanął otworem. Choć też nie do końca. Acid Drinkers nie mogło wyruszyć na europejską trasę z powodu braku wiz. Kat oferował modny w tym czasie thrash metal, ale polskie teksty i kanciasty angielski Romana Kostrzewskiego sprawiały, że i ta grupa nie miała szans, by spodobać się czy to Francuzom, czy Anglosasom.
Sukces na tym polu osiągnęła jednak grupa Vader. Powód? Ogromna determinacja jej lidera Piotra 'Petera' Wiwczarka, ale też to, że zespół grał death metal. Growl, charakterystyczny, skrajnie niski wokal, jaki stosuje się w tej muzyce, sprawia, że potencjalny polski akcent nie jest tu słyszalny. Zresztą sam Peter nawet w wywiadach pokazywał, że język Szekspira zna co najmniej dobrze.
Mało tego, Vader budował swoją rynkową potęgę od połowy lat 80., a w pierwszych latach kolejnej dekady po prostu wykorzystał geopolityczną okazję. Na to wszystko nałożyła się też świetna (oczywiście jak na kanony "urody" metalu) muzyka. W efekcie teledysk do "Dark Age" emitowała nawet MTV!
Zespół do dziś regularnie nagrywa płyty i promuje je koncertami na całym świecie. Swoją kultową koncertówkę, "Live in Japan", zarejestrował zresztą, jak sugeruje sam tytuł, w Japonii.
Behemoth, czyli jak Vader, ale lepiej
Mistrzem metalowego marketingu okazał się jednak Adam 'Nergal' Darski. Wypromował swój zespół Behemoth do roli światowej mega-gwiazdy. Jak? Kontrowersją, lepszym wykorzystaniem możliwości, jakie dawał już wtedy Internet (mówimy o późnych latach 90. i wczesnych dwutysięcznych), i umiejętnością wpisywania się w nowe trendy.Marka Nergala wyszła zresztą daleko poza muzykę — to on pokochał słynne, tworzone na Podkarpaciu diabelskie supermotocykle.
Behemoth powstał jako grupa blackmetalowa. I to w czasach, gdy norweski black metal uchodził za najciekawszą odmianę muzyki metalowej. Następnie jednak ewoluował w stronę death metalu (cięższe gitary, niższy wokal), wyraźnie jednak inspirowanego popularnym wtedy Nile. Gdy black metal powrócił na szczyt, Nergal ponownie dokonał stylistycznej i wizerunkowej wolty.
Wszystko to sprawiło, że dyskografia Behemotha jest mniej równa niż Vadera, ale to jednak ten pierwszy zespół grał na OzzFeście (festiwalu Ozzy'ego Osbourne'a) czy supportował Metallikę w 2010 roku, gdy ta grała na warszawskim Bemowie (a niedawno zagrała w Chorzowie).
Obecnie zespół jest uznawany za jeden z najpopularniejszych w gronie metalowego mainstreamu. Ucierpiała na tym jakość muzyki, ale nie przekłada się to na frekwencje na koncertach na całym globie.
Zobacz także
Mgła, czyli jak zrobić karierę bez marketingu
Blackmetalowa Mgła to kolejny ciekawy przykład. Zespół powstał jako projekt studyjny, dopiero po kilku latach jego trzon artystyczny – wokalista i gitarzysta Mikołaj 'M.' Żentara oraz perkusista Maciej 'Darkside' Kowalski−postanowili przenieść go na scenę.
Mgła od początku zachowywała się jednak jakby nie chciała zrobić żadnej kariery. Nie tylko przez długi czas nie grała koncertów, ale też nie udzielała wywiadów. Jedyną inicjatywą, którą można uznać za element marketingu, było opublikowanie swoich kompozycji na splicie (wspólnym wydawnictwie z innymi zespołami), na którym miejsce Polacy współdzielili z cieszącymi się wielką estymą Francuzami z Deathspell Omega.
Mimo takiego podejścia Mgła jest uważana za jeden z najciekawszych polskich zespołów metalowych. Przez ostatnie lata koncertowała m.in. w Portugalii, Szwecji, Czechach oraz w krajach nadbałtyckich i skandynawskich.
Warto podkreślić, że M. i Darkside osiągnęli to wszystko bez wsparcia jakiejkolwiek wytwórni. Sami zajmują się... dosłownie wszystkim.
Hate – podążenie szlakiem Behemotha
Hate to kolejna polska formacja, która regularnie koncertuje po całym świecie, w tym po USA. Zespół miał już nieco prościej i można odnieść wrażenie, że podążał nieco ścieżką, którą przetarł najpierw Vader, a potem Behemoth. W przeciwieństwie do Mgły, lider grupy, Adam Buszko, stawia na agresywniejszy marketing: częste koncerty, teledyski i wywiady.
Interesujące jest jednak to, że po latach szukania inspiracji w swoich idolach, w ostatnich latach Hate nagrywa albumy, które opowiadają o... prapoczątkach Polski. Przykładowo, album "Rugia" opowiada o wątkach zaczerpniętych z mitologii słowiańskiej.
Decapitated – scenariusz filmu i kariera za granicą
I wreszcie Decapitated. Tak, to ta grupa, o której swego czasu słyszał każdy Polak, gdyż jej członkowie w czasie trasy po USA zostali – jak się potem okazało niesłusznie – oskarżeni o... gwałt.
Historia "Decapów" jest jednak pełna dramatycznych wydarzeń. Zespół założyli w 1996 roku w Krośnie nastolatkowie: bracia gitarzysta Wacław 'Vogg' Kiełtyka i perkusista Witold 'Vitek' Kiełtyka oraz wokalista Wojciech 'Sauron' Wąsowicz. Pierwszą płytę nagrali już w 2000 r. (Vogg miał wtedy 19 lat, a Vitek zaledwie 16).
Gdy ich międzynarodowa kariera – w wyniku intensywnej promocji i zmiany stylu na nieco nowocześniejszy – na dobre zaczęła się rozkręcać, w czasie trasy po Europie Wschodniej w 2007 r. w drodze do miejscowości Homel na Białorusi, bus, który wiózł muzyków, zderzył się z ciężarówką. Witold Kiełtyka i ówczesny wokalista Adrian Kowanek odnieśli poważne obrażenia. Vitek zmarł 1 listopada. Miał 23 lata. Kowanek do dziś jest sparaliżowany.
Vogg rozwiązał wtedy grupę, ale w 2009 r. Decapitated powróciło na scenę w nowym składzie. Od tego czasu regularnie nagrywa płyty (choć w nieco innej stylistyce) i koncertuje po całym świecie.
