Sąd, Polska
Nowe prawo mocno uderzy po kieszeni przestępców drogowych. (zdjęcie jest ilustracją do tekstu) Fot. Shutterstock

Szykuje się trzęsienie ziemi, które uderzy nie w drobnych piratów, ale w osoby popełniające najpoważniejsze przestępstwa drogowe. Rząd planuje potężną waloryzację stawek, które nie były ruszane od ponad 30 lat. Jeśli projekt wejdzie w życie, maksymalne kary finansowe będą liczone w milionach złotych.

REKLAMA

W przypadku standardowego wykroczenia drogowego sprawa jest jasna i z reguły kończy się na poboczu. Policjant wyciąga taryfikator, sprawdza wartość kary przypisaną do danego czynu, a następnie wpisuje ją na bloczku.

To oznacza, że na dokumencie nie pojawi się kwota wyższa niż 5000 złotych. Nawet jeśli kierowca uniesie się honorem i odmówi przyjęcia mandatu, sprawa po prostu trafi do sądu.

Wtedy sędzia, oceniając skalę zawinienia i stworzone zagrożenie, może nałożyć grzywnę w przedziale od 20 do 30 000 złotych. Wciąż są to kwoty, które da się jakoś wyobrazić.

Warto jednak pamiętać o tym, że nie wszystkie "wyczyny" za kierownicą to tylko wykroczenia. O ile przekroczenie prędkości czy nieprawidłowe parkowanie załatwia Kodeks wykroczeń, o tyle jazda pod wpływem alkoholu czy spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym to już pełnoprawne przestępstwa drogowe.

Sprawa obligatoryjnie ląduje w sądzie, a w grę wchodzi już Kodeks karny. I to on wyznacza ramy, jeśli chodzi o to, jak bardzo bolesna będzie kara.

Stawki dzienne grzywny

Skutkiem postępowania karnego jest wyrok, który często zakłada karę pozbawienia wolności, ale bardzo mocno uderza również po kieszeni. Haczyk polega na tym, że grzywna za przestępstwo nie jest wyrażona wprost jedną kwotą. Zgodnie z art. 33 par. 1 ustawy Kodeks karny, "grzywnę wymierza się w stawkach dziennych, określając liczbę stawek oraz wysokość jednej stawki".

O ile przepisy szczególne nie mówią inaczej, kierowca, który dopuścił się przestępstwa, może zarobić od 10 do nawet 540 stawek dziennych.

Ile wynosi jedna stawka dzienna grzywny? Nie ma tutaj stałego cennika. Jej wartość sędzia określa w wyroku, biorąc pod lupę dochody sprawcy, ale też jego warunki osobiste, rodzinne, stosunki majątkowe i realne możliwości zarobkowania.

Przepisy wyznaczają jednak sztywne ramy: obecnie jedna stawka dzienna może zostać wyceniona na kwotę od 10 złotych do 2000 złotych.

Prosta matematyka pokazuje więc, że dzisiejsze kary dla kierowców zasądzane w sprawach karnych mogą wynosić od skromnych 100 złotych aż do zawrotnego 1,08 miliona złotych. Co ważne, nie ma tu miękkiej gry, bo w razie braku opłacenia grzywny, stawki dzienne zamieniają się na odsiadkę.

Przelicznik jest prosty: dwie stawki dzienne dają 1 dzień pozbawienia wolności (choć sąd może zlitować się i zamienić to na prace społeczne).

Czytaj także:

Szokująca waloryzacja

Maksymalna kwota przekraczająca milion złotych już teraz robi gigantyczne wrażenie. Z perspektywy mieszkańca stolicy, doskonale wiem, że taka suma spokojnie starczyłaby kierowcy na zakup w gotówce dwóch przyzwoitych kawalerek.

Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że to wciąż za mało i proponuje podwyżki. I to podwyżki rzędu ponad 1000 proc.

Powód? Ministerstwo tłumaczy tę potężną waloryzację prozaicznym faktem: wysokość stawek dziennych nie zmieniła się od 30 lat. Od lat 90. minimalne wynagrodzenie w Polsce wzrosło drastycznie, a sama wartość pieniądza uległa ogromnej dewaluacji. "Stare" kary przestały spełniać swoją funkcję odstraszającą.

Z informacji udostępnionych przez serwis Otomoto wynika, że po zmianach minimalna stawka dzienna miałaby wynosić 100 złotych (wzrost z 10 zł). To oznacza, że absolutnie minimalna grzywna podskoczyłaby do 1000 złotych.

Znacznie ciekawiej robi się na drugim końcu skali. Maksymalna stawka dzienna ma kosztować nawet 20 000 zł. Gdyby sąd orzekł najwyższy możliwy wymiar kary (540 stawek po 20 000 zł), maksymalna grzywna drogowa sięgnęłaby abstrakcyjnego pułapu 10,8 miliona złotych.

Czy polscy kierowcy naprawdę zapłacą wielomilionowe kary?

Zanim zaczniemy panikować i wyprzedawać majątki, warto wziąć głęboki oddech. Propozycja nowelizacji budzi popłoch, ale trzeba pamiętać o mechanizmie jej działania.

Przede wszystkim, to trzeba popełnić przestępstwo drogowe. No i sąd wciąż ma ostateczne słowo co do liczby stawek dziennych i wartości każdej z nich. Zmiana widełek w Kodeksie karnym nie oznacza automatycznie, że sądy z dnia na dzień zaczną hurtowo wlepiać kierowcom milionowe rachunki.

Sędziowie muszą dostosować realną wysokość kary do możliwości majątkowych skazanego, więc w praktyce zasądzane kwoty wcale nie muszą być drastycznie wyższe w przypadku przeciętnego Kowalskiego. Różnicę odczują przede wszystkim bardzo zamożni sprawcy najcięższych przestępstw drogowych, wobec których dotychczasowy limit 2000 zł za stawkę był po prostu śmieszny.

Warto też podkreślić najważniejsze: na ten moment mówimy wyłącznie o projekcie nowelizacji. Dokument jest dopiero rzeźbiony w Ministerstwie Sprawiedliwości i według wstępnych planów ma trafić pod obrady rządu dopiero w IV kwartale 2026 r.

Zmian nie należy się zatem spodziewać jeszcze w tym roku, o ile w ogóle te gigantyczne kary finansowe dla kierowców przejdą przez proces legislacyjny w proponowanym kształcie.