Karol Nawrocki, pieniądze, ZUS, artyści, Maciej Bąk
Prawica uderza w ustawę o dopłatach dla artystów, ale tak naprawdę projekt jest bardzo w jej stylu. Czy Nawrocki na pewno go zawetuje? Fot. Shutterstock

Ustawa o wsparciu artystów podzieliła Polaków. Jest powszechne oburzenie w sieci, jest chłopiec do bicia w postaci niepopularnej ministry kultury, jest narracja o zabieraniu ludziom pieniędzy i rozdawaniu ich uprzywilejowanej grupie. Ale ta historia wcale nie musi skończyć się wetem. Bo gdy opadły pierwsze gorące polityczne emocje do świadomości zaczęło przebijać się, o co tak naprawdę w tej ustawie chodzi. A artyści wreszcie zaczęli zabierać sensowny głos w tej sprawie. I nie, nie mówię tu o Jasiu Kapeli.

REKLAMA

Artyści, wdzięczny temat na aferę

Awantura wokół relacji państwo-artyści wybucha średnio raz na kilka lat. Pewnie pamiętacie, jak pod koniec 2020 roku na polskim politycznym podwórku zaczęło wrzeć po tym, jak rząd PiS wpadł na pomysł, by w ramach promocji szczepień na COVID-19 w pierwszej kolejności udostępnić je ludziom świata kultury. Niedługo potem, również przy okazji pandemii, eksplodowała informacja, że artyści znaleźli się w gronie osób otrzymujących pomoc od państwa za wstrzymanie działalności (tzw. program Celebryta plus). A że w obu sprawach przewijała się choćby Krystyna Janda, to materiał na grzanie tematem do upadłego był właściwie samograjem.

W przypadku ustawy dotyczącej zabezpieczenia socjalnego artystów Krystyny Jandy w narracji już raczej nie ma. Czasy się zmieniły, wybitną aktorkę zastąpił Jaś Kapela, poeta, freakfighter, od dawna średnio ceniony przez opinię publiczną, z jakiegoś tajemniczego powodu będący stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zrobienie z niego twarzy proponowanej przez rząd ustawy było zabiegiem banalnie prostym i szybko zostało ona okrzyknięta mianem Lex Kapela.

Mentzen napisał, Skolim zaśpiewał

Rząd dostał w sieci taki łomot, że lider Konfederacji Sławomir Mentzen poczuł wiatr w żagle i opublikował jeden z najbardziej bezczelnych wpisów w historii najnowszej polskiej polityki. "Jeśli jesteś aktorem, to znaczy, że umiesz ładnie czytać napisany przez kogoś tekst, potrafisz udawać kogoś, kim nie jesteś i pajacować na scenie tak, żeby publiczności się podobało" – to tylko fragment wywodu Mentzena, który z wyjątkową (choć typową dla populisty) wyższością i pogardą napisał do artystów o tym, że to ci traktują ludzi z wyższością.

Nie wiem, czy Sławomir Mentzen słucha na co dzień Skolima, ale wszystko wskazuje na to, że Skolim okazjonalnie słucha tego, co mówi Mentzen. "Król Latino" podczas pikniku w Czeremsze, gdzieś pomiędzy jednym z utworów a promowaniem swojej kiełbasy, nazwał swoich kolegów po fachu "k****mi", które przechlały i przećpały życie, a to, co tworzą, nie chce być przez nikogo słuchane i oglądane. W świecie Skolima pieniądze mają iść na dzieci i drogi, choć on sam dodał zaraz potem, że w sumie to wspiera... wszystkich. Co ciekawe, właśnie ta wypowiedź otworzyła nowy rozdział w dyskusji o ustawie o wsparciu artystów.

Artyści zaczęli kontrować

"Skolimku" – zwrócił się do Konrada Skolimowskiego Ralph Kaminski. Wokalista opowiedział historię początków swojej kariery, kiedy po utracie stypendium naukowego i alimentów od ojca pracował w kawiarni za 8 złotych za godzinę, a do budżetu dokładał 30 złotych za godzinę udzielanych lekcji śpiewu. – Bardzo długo chodziłem do urzędu pracy, bo bałem się. Po prostu nie było mnie normalnie stać, żeby sobie płacić składki, ZUS-y i wszystkie podatki – opowiadał na opublikowanym w sieci filmie Kaminski.

Sprawa jest o tyle ciekawa, że często więcej dobrego do powiedzenia o tej ustawie mają ci artyści, którzy nie są jej specjalnymi zwolennikami. Choć pisarz Jakub Żulczyk uważa, że nosi ona znamiona bubla prawnego, to jednocześnie wyraziście zabrał on głos po tym, jak w Kanale Zero zaczęto robić z Kapeli reprezentatywnego przedstawiciela środowiska artystów.

"Dyskusja o zasadności danych rozwiązań prawnych to jedno. Uparte dyskredytowanie całego środowiska i samej idei dotowania kultury przez państwo przez przypinanie mu gęby pojedynczego prowokatora to drugie. Mógłbym wypisać tu dziesiątki nazwisk ludzi, którzy stworzyli świetne filmy, książki, komiksy. Ale oni nie walczą we freakfightach. Wystarczy rzucania nas na żer opinii publicznej" – napisał na X Żulczyk.

Celnie swoje argumenty wypunktował też Tomasz Organek. Pisząc o tym, że "ustawa dotyczy tylko kilkudziesięciu tysięcy osób, którzy znajdują się chwilowo poza systemem, czyli nie prowadzą działalności gospodarczej, ani nie są zatrudnieni w instytucjach publicznych". Że "my wszyscy jako podatnicy zrzucamy się już na inne grupy zawodowe takie jak: górnicy, rolnicy, duchowni, bezrobotni, osoby na urlopie wychowawczym, matki na zasiłku macierzyńskim itp.". I że sektor kreatywny odpowiada dziś za ponad 3,5% polskiego PKB.

I właśnie teraz wokół ustawy o wsparciu dla artystów zaczęło robić się ciekawie. Powoli do części opinii publicznej dociera to, że proponowane rozwiązanie nie zakłada ani wspierania gwiazd estrady, ani wkładania artystom gotówki do ręki (bo chodzi tu o dołożenie się do opłacania minimalnych składek na ZUS dla najmniej zarabiających, którzy przez ciągłą pracę na śmieciówkach nie mają żadnego zabezpieczenia na przyszłość), a koszt funkcjonowania ustawy to marny ułamek polskiego budżetu, niecałe 400 mld zł rocznie.

Tak, ustawa była fatalnie komunikowana, bo ministra Marta Cienkowska nie potrafiłaby dobrze sprzedać nawet programu 1000+ (co swoją drogą każe zastanowić się, dlaczego tak długo jest tolerowana jako szefowa resortu kultury). Ale to nie oznacza, że projekt powinien z automatu wylądować w śmietniku.

Co zrobi Nawrocki?

Do ostatecznych głosowań nad ustawą zostało jeszcze sporo czasu. Na jakiś czas pewnie zrobi się o niej cicho, potem może na jakiś czas wrócić jako temat na sezon ogórkowy, ale jeśli projekt ostatecznie zyska poparcie większości sejmowej, to oczy zwrócą się na prezydenta Karola Nawrockiego. Czy ją zawetuje?

Logika dotychczasowego sprawowania przez niego władzy sugerowałaby, że tak. Ale ja nie wykluczam, że może to być moment, w którym Nawrocki postanowi iść pod prąd. Tłumacząc, że jest prezydentem wybranym po to, by akceptować projekty wprowadzające dodatkowe osłony socjalne dla Polaków. I wiedząc – bo na pewno ustawę przeczyta – że nie ma w niej mowy o rozdawaniu pieniędzy zwykłych ludzi przedstawicielom elit.

Konfederacja zakrzyczałaby to weto, bo od pierwszego dnia od ogłoszenia projektu Mentzen i spółka poczuli polityczną krew. Ale PiS? Przypomnijmy – osłony dla najgorzej zarabiających artystów to pomysł, nad którym pracował jeszcze minister Piotr Gliński, szefujący resortowi kultury w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Dzisiejszy PiS to oczywiście karykatura tamtego (sic!), więc gardłuje, ile się da, że ustawa jest skandaliczna i musi trafić do śmieci. Ale w istocie jest to projekt w bardzo pisowskim stylu. A że tyczy się artystów, którzy stereotypowo patrząc, popierają bardziej centrum czy lewicę? Warto porozmawiać z tymi, którzy za poprzednich rządów dostawali spore wsparcie, a dziś są przez obecną koalicję pomijani. A jest to nader liczna grupa.

Cienkowska w rozmowie z WP uważa, że prezydent Nawrocki nie zawetuje ustawy, bo wywodzi się ze świata kultury i wie, jaka jest sytuacja artystów, wszak kierował swego czasu dużą instytucją – Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Ja bym jednak źródeł ewentualnego podpisu szukał w dwóch innych elementach.

Po pierwsze: otoczenie Karola Nawrockiego, rzadko, bo rzadko, ale lubi czasami zagrać wbrew wszystkim (tak było w przypadku podpisania ustawy futrzarskiej przy jednoczesnym zawetowaniu ustawy łańcuchowej).

Po drugie: to rząd odpowiadałby ostatecznie za wszystkie kontrowersje wynikające ze specyfiki systemu przyznawania takich osłon. Przypomnijmy – decydować o tym miałaby specjalna komisja, co może (choć nie musi) skończyć się wieloma problematycznymi sytuacjami. Prezydent mógłby, składając podpis, zatankować na zapas paliwo polityczne, które mogłoby napędzić kampanię w 2027 roku.

PiS i Konfederacja krytykują artystów przy pomocy AI

Podejście obecnego PiS i Konfederacji do twórców kultury idealnie ilustrują dwa opublikowane przez obie partie klipy atakujące rząd Tuska za projekt Cienkowskiej. Oba to wygenerowane w AI filmy udające technologię animacji Pixara, za które nie trzeba było nikomu płacić.

Fajnie, tylko skoro tak podchodzicie do kultury, to mam prośbę: przestańcie powoływać się na tych polskich artystów, którzy pozwolili nam jako narodowi przetrwać czas pod zaborami, wojnę i komunę. Oni też biedowali, więc jak już chcecie kogoś bojkotować, to bojkotujcie wszystkich. W końcu to przecież tylko "k***y" i ćpuny.