Centralna Portugalia idealna na rower
Centralna Portugalia była urlopem, o jakim marzyłam. Przed sezonem nie ma tam zbyt wielu turystów, a warunki do jazdy rowerem i nie tylko są wręcz wymarzone Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Moja przygoda z podróżami zaczęła się od chęci ucieczki od codzienności, natłoku obowiązków i przede wszystkim od pracy. Później to podróże stały się moją pracą i zapomniałam trochę, jak to jest w ich czasie odpoczywać, zamiast pędzić od atrakcji do atrakcji. Wszystko zmieniło się po wizycie w centralnej Portugalii.

REKLAMA

Portugalia na mojej podróżniczej mapie pojawia się zaskakująco często. W sumie byłam tam już sześć razy, a częściej odwiedzam chyba tylko Włochy. W tym roku był to już drugi raz w tym kraju, bo zimą odwiedziłam Maderę. Jednak to nie do końca odkryte przez Polaków państwo (o wiele częściej latamy do Hiszpanii) tym razem zauroczyło mnie zupełnie innym podejściem do turystyki. Okazało się, że właśnie takiego urlopu potrzebowałam. Wy na pewno też nim nie pogardzicie.

Między Porto a Lizboną dla Polaka jest czarna dziura. I to tam poleciałam w maju

Polacy dość chętnie odwiedzają Portugalię. Ogromną popularnością cieszą się city breaki w Lizbonie, a także krótkie wypady do słynącego z wina Porto. Po uruchomieniu większej liczby lotów na popularności zyska także Faro i cały region Algarve, który moim zdaniem ma jedne z najpiękniejszych plaż świata. Piaszczyste wybrzeże w połączeniu z wysokimi klifami to sceneria jak z filmu o surferach – poskramiaczy fal zresztą tam nie brakuje.

Równocześnie jednak wszystko to, co znajduje się pomiędzy Porto a Lizboną, pozostaje dla nas raczej nieodkryte. Oczywiście, nasi pielgrzymi chętnie udają się do Fatimy, gdzie w koronę Matki Boskiej wprawiono kulę, którą po postrzale ofiarował Jan Paweł II, ale szerszemu gronu turystów ten region pozostaje mało znany. Zresztą do maja ja również byłam w tym niewtajemniczonym gronie.

I bardzo się cieszę, że mogłam to zmienić dzięki zaproszeniu regionu i linii TAP Portugal. Zwiedzanie zaczęłam oczywiście we wspomnianej Fatimie, skąd przyjechałam do Batalhy, miasta znanego w dużej mierze za sprawą Klasztoru Matki Boskiej Zwycięskiej. To pamiątka po wygranej w XIV wieku bitwie przez króla Jana I. Budynek tak bardzo spodobał się monarsze, że pochowano tam jego, a także jego dzieci, w tym słynnego odkrywcę Henryka Żeglarza. Jednak spokojnie – świątynie były jedynie wstępem do wyjazdu pod hasłem "slow travel".

logo
Batalha i Klasztor Matki Boskiej Zwycięskiej to jedno z pierwszych miejsc, które odwiedziłam podczas tego 5-dniowego wyjazdu Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Pod tym hasłem kryje się urlop ukierunkowany na odpoczynek, relaks i czas, kiedy zamiast martwić się pracą albo pędzić od atrakcji do atrakcji, możemy poświęcić się rozwijaniu pasji czy aktywnemu wypoczynkowi. To podejście bliskie zwłaszcza młodszym podróżnym, dla których soft adventure to nowy sposób na wakacje. I tak właśnie było w moim przypadku.

Rowery i trekking. Centralna Portugalia to raj dla miłośników odpoczynku na łonie natury

Ponieważ centralna Portugalia nie należy do najpopularniejszych kierunków turystycznych poza sezonem, nadal zachowuje swój spokój i autentyczny klimat. Dodatkowo nie jest zatłoczona, dzięki czemu pod koniec maja na szlakach, plażach i trasach rowerowych nie było zbyt wielu osób. A temperatura sprzyjała zwłaszcza opalaniu, bo na termometrze było 30 st. C i więcej.

Portugalia jest dość górzysta, dlatego nie brakuje tam ciekawych tras rowerowych, a i najpiękniejsza górska trasa Europy znajduje się na portugalskiej Maderze. Mój szlak na dwóch kółkach mierzył 30 kilometrów i wiódł szutrowymi ścieżkami przez las i kanion. Znajdował się powyżej granicy miasta Porto de Mós, więc miałam piękne widoki na skąpane w zieleni zabudowania poniżej. Nie musiałam też martwić się ruchem drogowym, bo cała trasa wiodła z dala od jakichkolwiek dróg aż w okolice Serra do Ventoso, gdzie zrobiłam nawrót i po ok. 15 kilometrach domknęłam pętlę.

Do dyspozycji miałam rower elektryczny, co było dużym ułatwieniem. Trasa miała bowiem sporo przewyższeń, a miejscami była dość piaszczysta, więc przejazd bez wspomagania byłby wymagający. A tak było to cudowne połączenie aktywnego wypoczynku z rekreacją. 30 kilometrów przejechałam z ekipą w jakieś trzy godziny, a w połowie trasy była jeszcze długa przerwa na piknik i portugalskiego grilla podlewanego alkoholem – i proszę, nie każcie mi tłumaczyć tej techniki grillowania, bo sama jej nie rozumiem.

logo
Zajawkę rowerową złapałam jakiś rok temu i na razie chcę tylko więcej. A Portugalia jest świetnym miejscem właśnie dla turystyki rowerowej Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Trasa miała też dość trudne momenty. Ostre zjazdy z dziurami i luźnymi kamieniami wymagały czujności i ostrożności. I tego mi raz zabrakło. Przez to zaliczyłam pierwszą od wielu lat "glebę" na rowerze. Ucierpiały moja duma i godność, ale i łokieć, piszczel oraz łydka. Na tej ostatniej miałam sińca rozmiaru jabłka, który na szczęście zniknął po kilku dniach. I podkreślę, że mimo tego wypadku nie żałuję przejażdżki – wręcz przeciwnie, z najwyższą przyjemnością pokonałabym tę trasę jeszcze raz.

Ucieczkę od codziennych obowiązków i gonitwy znalazłam także kolejnego dnia podczas trekkingu portugalskim wybrzeżem. Na szlak ruszyłam z Porto Novo, a zakończyłam go w Santa Cruz. Ten niespełna dziesięciokilometrowy odcinek pokonałam w ok. 4,5 godziny. Był to bardzo niespieszny spacer pełen przystanków na zdjęcia i podziwianie widoków.

Szlak ten jest fragmentem znacznie dłuższej międzynarodowej trasy Grande Rota do Atlântico, która tylko w Portugalii mierzy ok. 800 kilometrów. Droga jest pełna malowniczych klifów, a podczas wędrówki towarzyszy wam szum fal rozbijających się o piaszczysty brzeg. I mimo iż droga jest dość płaska (a przynajmniej pokonany przeze mnie odcinek), to przystanków robiłam tam zdecydowanie więcej niż podczas wędrówek po Tatrach. Dodatkową zaletą był fakt, że na szlaku nasza ekipa spotkała dosłownie pojedynczych turystów.

logo
Trekking trwał długo, bo plenery zachęcały do robienia zdjęć. I to w hurtowych ilościach. Mniej zachęcała natomiast temperatura wody, którą można porównać do tej w Bałtyku Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Mekka surferów. Nazaré to unikat na skalę światową

Oprócz Fatimy, klasztoru w Alcobaça czy imponującego zamku templariuszy w Tomar, turystyczną perełką centralnej Portugalii jest Nazaré. To kurort nad oceanem, który ma cudowny surferski klimat.

Miejsce to słynie bowiem z najwyższych fal świata. Ich wysokość sięga nawet 30 metrów, ale aktualnym rekordem jest poskromienie przez niemieckiego surfera Sebastiana Steudtnera fali o wysokości 26,21 m (najnowsze pomiary wskazują, że mogło to być nawet ponad 28 metrów). Tak wysokie spiętrzenia wody w tym miejscu nie są przypadkiem. Przy wybrzeżu Nazaré znajduje się głęboki na pięć kilometrów rów tektoniczny. To jemu, a także gwałtownemu spowolnieniu wody na brzegu oraz zderzeniu fal przy brzegu zawdzięczamy to niesamowite zjawisko, które można obserwować jesienią i zimą.

logo
Centralna Portugalia to idealne miejsce dla surferów. Można tam zacząć swoją przygodę z deską, a także pływać razem z zawodowcami Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Nazaré to cudowne miejsce na spacer, dłuższy pobyt, ale i jednodniowy wypad z Lizbony także z dwóch innych powodów. Po pierwsze, spotkacie tam kobiety w tradycyjnych strojach składających się z siedmiu spódnic. Wszystko po to, żeby nie złapać wilka, siedząc na mokrym piasku podczas czekania na rybaków, od których kobiety kiedyś odbierały połów i niosły sprzedać na targ. Trzecim wyróżnikiem Nazaré jest natomiast jedna z najstarszych figur maryjnych na świecie. Legenda głosi, że tę z miejscowego kościoła stworzył sam św. Józef. Jednak najnowsze badania historyczne dowodzą, że pochodzi ona z okresu między IV a VIII wiekiem.

To właśnie to miasto, obok przejazdu rowerem, było dla mnie najlepszym punktem tego niespiesznego wyjazdu. Dzięki małej liczbie turystów (choć w mieście surferów było ich nieco więcej), ale i niespiesznemu klimatowi wyjazdu poczułam się jak dawno temu na wakacjach. Szkoda tylko, że woda w oceanie była zbyt chłodna do kąpieli.

logo
Nazare to coraz popularniejsze miejsce wśród turystów. Przyciągają ich najwyższe fale świata, ale i bardzo przyjemny klimat Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Na tym wyjeździe zapomniałam o codziennych obowiązkach, pracy i wszystkim, co zostało w Polsce. Nareszcie byłam tu i teraz, czego od dawna bardzo mi brakowało. I właśnie dlatego i wam bardzo polecam odkrywanie tego niedocenianego regionu Portugalii. Jeśli lubicie kontakt z naturą, ciszę i spokój, to z pewnością się tam odnajdziecie. Tak jak ja.

Do Portugalii najwygodniej jest polecieć linią TAP Portugal. W cenie biletu macie dwie sztuki bagażu (przedmiot osobisty i walizkę kabinową), a nie tylko jeden mikroskopijny jak u niektórych tradycyjnych przewoźników.