Polski system podatkowy to patologia. Zobacz "Po ludzku o ekonomii"
Polski system podatkowy to patologia. Zobacz "Po ludzku o ekonomii" fot. naTemat

Coraz więcej Polaków wpada w drugi próg podatkowy. Jeszcze kilka lat temu miał dotyczyć wąskiej grupy najlepiej zarabiających. Dziś obejmuje już ponad 2,4 mln osób. Czy państwo zaczęło traktować klasę średnią jak finansową elitę?

REKLAMA

Pracujesz na etacie, bierzesz nadgodziny, rozwijasz kwalifikacje i zarabiasz nieco ponad 10 tys. zł brutto miesięcznie? Według obecnych przepisów podatkowych jesteś bogolem.

Dla państwa to już wystarczająco dużo, by część dochodów oddawać fiskusowi według stawki 32 proc. I właśnie ten paradoks stał się tematem najnowszego odcinka podcastu "Po ludzku o ekonomii".

Bogactwo po polsku

Punktem wyjścia są najnowsze dane Ministerstwa Finansów. Jak wynika z rozliczeń PIT za ubiegły rok, ponad 2,4 mln Polaków znalazło się w drugim progu podatkowym.

To niemal co dziesiąty podatnik. Jeszcze rok wcześniej takich osób było około 1,9 mln. W ciągu zaledwie 12 miesięcy liczba podatników objętych wyższą stawką wzrosła więc o pół miliona.

Próg 120 tys. zł rocznie oznacza w praktyce około 10–12 tys. zł brutto miesięcznie. To poziom zarobków, który jeszcze niedawno mógł kojarzyć się z bardzo wysokimi dochodami. Dziś coraz częściej osiągają go doświadczeni specjaliści, kierownicy średniego szczebla czy pracownicy wykonujący dodatkowe dyżury i nadgodziny.

Kluczowym pojęciem pojawiającym się w podcaście jest tzw. pełzanie podatkowe (ang. fiscal drag). Mechanizm jest prosty: wynagrodzenia rosną wraz z inflacją i rozwojem gospodarki, ale progi podatkowe pozostają na niezmienionym poziomie.

Efekt? Coraz więcej osób trafia do wyższych stawek podatkowych, mimo że ich realna sytuacja finansowa niekoniecznie się poprawia.

Jeszcze w 2009 roku próg podatkowy był ustawiony na poziomie, który osiągała niewielka grupa najlepiej zarabiających. Dziś relacja między przeciętnymi wynagrodzeniami a granicą drugiego progu wygląda zupełnie inaczej. W praktyce oznacza to, że system obejmuje osoby, które trudno uznać za finansową elitę.

Niemcy i Wielka Brytania robią to inaczej

W podcaście pojawia się również porównanie do krajów Europy Zachodniej.

W Niemczech najwyższa stawka podatkowa wynosi wprawdzie 45 proc., ale obejmuje osoby osiągające dochody przekraczające równowartość ponad miliona złotych rocznie. W Wielkiej Brytanii najwyższe stawki również dotyczą wyłącznie niewielkiego odsetka najlepiej zarabiających.

Różnica polega na tym, że tam system został skonstruowany tak, aby wyższe obciążenia rzeczywiście dotyczyły finansowej elity. W Polsce granica między klasą średnią a grupą uznawaną przez fiskusa za bogatą jest znacznie niższa.

Wyższe zarobki przestają się opłacać?

Jedno z najważniejszych pytań dotyczy spadku motywacji do pracy, skoro ma się być "ukaranym" wyższym podatkiem.

Bo co dzieje się w sytuacji, gdy pracownik dostaje propozycję dodatkowego projektu, premii lub nadgodzin, ale wie, że część dodatkowego dochodu zostanie objęta znacznie wyższym podatkiem? Obecny system może zniechęcać do zwiększania aktywności zawodowej i podejmowania dodatkowych wyzwań. To szczególnie ważne w kraju, który od lat mówi o potrzebie wzmacniania klasy średniej i zwiększania produktywności gospodarki.

Liczba osób wpadających w drugi próg podatkowy rośnie znacznie szybciej, niż można było zakładać jeszcze kilka lat temu. Pytanie brzmi, czy obecna granica rzeczywiście oddziela osoby bogate od reszty społeczeństwa, czy też stała się reliktem czasów sprzed wysokiej inflacji i dynamicznego wzrostu wynagrodzeń.

To właśnie nad tym problemem pochyla się najnowszy odcinek podcastu "Po ludzku o ekonomii". Zobacz go na kanale YouTube naTemat pod tym linkiem.