
Nadchodzą ważne zmiany, które od 1 stycznia 2027 roku mocno uderzą w Polaków pracujących na B2B. Rząd bierze się za pozorne umowy i popularne ulgi podatkowe. Dla wielu samozatrudnionych oznacza to koniec optymalizacji, do której przyzwyczaiło się tysiące freelancerów i przedsiębiorców.
2 kwietnia prezydent podpisał reformę Państwowej Inspekcji Pracy, ale to dopiero początek nowości. Samozatrudnionych na B2B będzie można wytropić w kilka sekund, bo ZUS i PIP budują algorytm do weryfikacji fikcyjnych jednoosobowych firm. Z kolei ministerstwa finansów i pracy szykują przy tym prawdziwą rewolucję podatkową.
Rewolucja podatkowa od 2027 roku uderzy w umowy B2B
Z dokumentów ujawnionych m.in. w projekcie ustawy o podatkach dochodowych (UD116) wynika, że rząd uderzy w czuły punkt samozatrudnionych, a zmiany odczują m.in. programiści, konsultanci czy flipperzy. Jeśli jesteś np. grafikiem na B2B zarabiającym 10 tys. zł miesięcznie, przepisy wymuszą na tobie zmianę modelu rozliczeń lub oddanie państwu większej kwoty.
System przestanie premiować samozatrudnienie, faworyzując firmy zatrudniające na tradycyjnych etatach. Oberwą jednak przedsiębiorcy, którzy korzystają z B2B w sposób uzasadniony, a nie tylko dlatego, że firma zmniejsza koszty i zmusza pracowników do zakładania jednoosobowej działalności.
Zobacz także
Cztery ciosy w samozatrudnionych na B2B
1. Wyższy ryczałt bez zatrudnienia pracownika
Popularna stawka 8,5 proc. ryczałtu zostanie drastycznie ograniczona. Utrzyma się tylko do limitu 100 tysięcy złotych rocznego przychodu. Powyżej tej kwoty podatek skoczy do 15 proc. Chyba że firma zatrudni pracownika na pełen etat. Wyższa stawka obejmie również ryczałtowców wynajmujących majątek podmiotom powiązanym.
2. Koniec z szybką sprzedażą aut firmowych
Kupujesz auto na firmę, wykupujesz prywatnie, dajesz w darowiźnie i sprzedajesz bez podatku po pół roku? Ten trik odchodzi do lamusa. Projekt wydłuża okres podatkowej "kwarantanny" do 3 lat, licząc od końca roku nabycia. Wcześniejsza sprzedaż będzie wymagała zapłaty pełnego podatku.
3. Surowsze zasady ulgi mieszkaniowej
Handel nieruchomościami również już nie będzie tak opłacalny. Zyski ze sprzedaży mieszkania przed upływem 5 lat zwalniano z podatku, gdy środki szły na własne cele mieszkaniowe. Ta furtka zostaje mocno przymknięta. Z ulgi skorzystamy tylko raz na 3 lata. Szybsza sprzedaż kolejnego lokalu to automatyczny obowiązek uiszczenia całego podatku.
4. Ograniczenia IP Box dla branży IT
To koniec przywilejów dla freelancerów-programistów. Nowelizacja odcina dostęp do 5-procentowego podatku w ramach IP Box. Z ulgi skorzystają wyłącznie podmioty zatrudniające na podstawie umowy o pracę co najmniej 3 osoby (w przeliczeniu na pełne etaty) przez minimum 300 dni w roku.
Koniec optymalizacji podatkowej. Co dalej z polskim rynkiem?
Dla branży IT czy usług konsultingowych nadchodzące przepisy oznaczają odczuwalny spadek rentowności. To jednak niejedyny problem. Przedsiębiorcy szybko zaczną żałować zbyt niskich składek odprowadzanych przez lata. Nie wszystko jednak stracone, bo samozatrudnieni na B2B jeszcze sporo zaoszczędzą. Nowy przepis okazał się zbawieniem przy rozliczeniu składki zdrowotnej za 2025 rok.
Dyskusja o zmianach, szczególnie w obrębie ryczałtu, już teraz dzieli rynek i budzi skrajne emocje, o czym pisano na łamach INNPoland. Rząd traktuje to jako sprawiedliwość społeczną, podczas gdy przedsiębiorcy tracą swoją ostatnią "kotwicę stabilności".
"Te argumenty są sensowne, jeśli patrzymy na B2B jako na realną działalność gospodarczą, gdzie człowiek sam dba o sprzęt, biuro i marketing. Nie, to nie jest sensowne jeśli mówimy o tzw. ukrytym etacie, czyli sytuacji, gdzie programista pracuje 8 godzin dziennie dla jednego szefa, ma u niego biurko, służbowy laptop i owocowe czwartki, a B2B jest tylko nakładką optymalizacyjną" – podsumował w INNPoland Konrad Bagiński.
W 2026 roku przedsiębiorcy mierzą się z KSeF 2.0, a w przyszłym dojdą jeszcze zmiany w B2B. Zostało im pół roku na dostosowanie się do nowych realiów. Nowe prawo ma za zadanie skończyć z wypychaniem na samozatrudnienie, bo w pewnym sensie wymusi podpisywanie umów o pracę. Może jednak przy okazji zepchnąć najmniejsze biznesy z powrotem do szarej strefy.
