
Miały chronić rodzinne biznesy przed rozpadem i budować polskie dynastie. Tymczasem fundacje rodzinne stały się jednym z najgorętszych narzędzi optymalizacji podatkowej w kraju. Fiskus już liczy miliardowe straty, a eksperci ostrzegają: państwo właśnie stworzyło potężny wehikuł do legalnego unikania podatków.
Jeszcze trzy lata temu fundacje rodzinne przedstawiano jako cywilizacyjny skok. Polska miała dołączyć do krajów, które potrafią chronić rodzimy kapitał i ułatwiać sukcesję firm budowanych od lat 90. Problem w tym, że rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała szlachetne założenia ustawodawcy.
Dziś fundacja rodzinna coraz częściej kojarzy się nie z ratowaniem firm, lecz z agresywną optymalizacją podatkową. I to tak skuteczną, że państwo zaczyna mieć poważny problem.
Podatek? Można go odsunąć na lata
Mechanizm jest prosty i właśnie dlatego tak atrakcyjny. Fundacja rodzinna nie płaci CIT od wielu rodzajów działalności – m.in. dywidend, sprzedaży udziałów czy najmu nieruchomości. Podatek pojawia się dopiero wtedy, gdy pieniądze trafiają do beneficjentów.
A jeśli beneficjentami są najbliżsi członkowie rodziny, nie płacą już PIT. W praktyce oznacza to efektywne opodatkowanie na poziomie 15 proc., zamiast standardowych 19 proc. albo wyższych progów podatkowych.
Dla przedsiębiorców to gigantyczna różnica. Mogą reinwestować pełne 100 proc. zysków i budować majątek szybciej niż zwykły podatnik.
Mieszkania w fundacji zamiast podatku co miesiąc
Największym hitem okazały się jednak nieruchomości. Właściciele mieszkań przenoszą lokale do fundacji rodzinnych i przestają płacić podatek od najmu tak długo, jak środki pozostają w fundacji.
Krytycy mówią wprost: to darmowy kredyt od państwa. Pieniądze, które normalnie trafiałyby do budżetu, mogą być przeznaczane na zakup kolejnych mieszkań i dalsze pomnażanie majątku. I właśnie dlatego fundacje rodzinne zaczęły rosnąć w lawinowym tempie.
Zobacz także
Fiskus już ostrzy sobie zęby
Według danych, w połowie 2026 roku w Polsce działa już ponad 15 tys. fundacji rodzinnych. Szacunki mówią o stratach dla budżetu rzędu od 1,5 do nawet 3 miliardów złotych rocznie.
Ministerstwo Finansów coraz głośniej mówi więc o uszczelnieniu przepisów. Na celowniku znalazł się przede wszystkim najem nieruchomości, który może zostać wyłączony z katalogu działalności objętej preferencjami.
Tyle że tu pojawia się problem. Bo obok osób szukających podatkowych furtek są też firmy, które naprawdę potrzebują fundacji rodzinnych do przetrwania i sukcesji.
I właśnie dlatego spór o fundacje rodzinne dopiero się zaczyna. Bo pytanie nie brzmi już, czy system trzeba poprawić. Pytanie brzmi: jak zrobić to tak, żeby nie zabić idei, która miała chronić polski kapitał.
Cały materiał z serii "Po ludzku o ekonomii" pokazuje kulisy tego mechanizmu znacznie szerzej – wraz z konkretnymi przykładami i wyliczeniami, które tłumaczą, dlaczego fundacje rodzinne wywołują dziś tak ogromne emocje.
