Ralph Kaminski
Kaminski mówi wprost: ta ustawa nie jest o mnie i Skolimie Fot. Screen z YouTube / Telewizja Polska

Polska żyje w ostatnim czasie projektem dopłat do składek dla artystów. Swoje trzy grosze do zażartej dyskusji wrzucił Skolim, gwiazdor disco polo, który z pogardą podsumował swoje koleżanki i swoich kolegów z branży. Wiele mu dosadnie odpowiedziało, ale nikt tak celnie jak Ralph Kaminski. Należą mu się owacje na stojąco, bo Konrad Skolimowski naprawdę przegiął.

REKLAMA

O dopłatach dla artystów pisano już chyba wszystko. W telegraficznym skrócie: rządowy projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny chce pomóc twórcóm, których średni roczny dochód z ostatnich trzech lat nie przekroczył 125 proc. rocznej wartości minimalnego wynagrodzenia. W polskich realiach oznacza to średnio mniej niż 6 tys. zł brutto miesięcznie. Dopłaty do składek społecznych i zdrowotnych nie trafiałyby bezpośrednio do artystów, lecz do ZUS-u.

Skąd taki pomysł? Według danych przywoływanych przez Ministerstwo Kultury około 69 proc. artystów osiąga dochody poniżej średniej krajowej, a 30 proc. poniżej płacy minimalnej. Niewielki odsetek pracuje na etacie, a reszta funkcjonuje w wiecznej prowizorce: umowy o dzieło, zlecenia, projekty, sezonowość, brak stabilności, brak chorobowego, brak urlopu, często także brak ubezpieczenia zdrowotnego. Ponad 10 proc. nie ma żadnego zabezpieczenia społecznego, nie wspominając już o głodowych emeryturach (o tym, dlaczego w ogóle warto pomagać artystom, później).

Skolim kontra Ralph Kaminski. Pogarda kontra szacunek

W temacie artystów jak bumerag powracają mity, które najwyraźniej podłapał Skolim (a wcześniej Sławomir Mentzen), czyli jedna z największych muzycznych gwiazd w Polsce.

– Pojechałem dzisiaj na live o tych k****ch artystach. Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki. (...) Artyści – albo ci starzy, co przechlali całą karierę, prze***ali, albo ci młodzi – co robią taką ch***wą muzykę czy obraz, że nikt tego nie chce oglądać, a domagają się naszych pieniędzy – mówił kwieciście na swoim występie podczas pikniku w Czeremsze, który transmitował na żywo na TikToku.

Jakie to mity? Wszyscy artyści są znani, wszyscy chleją, a źle im się wiedzie tylko dlatego, że robią "ch***wą muzykę". Pomijając wulgaryzmy i totalną pogardę dla zawodu artystycznego w Polsce, to nie jest to po prostu prawda.

Ale ze słów Skolima wybrzmiewa jeszcze jeden mit, który przytomnie wyłapał Ralph Kaminski. Utarło się, że wszyscy artyści to zamożne, uprzywilejowane gwiazdy, które jeżdżą trzy razy w roku na Malediwy. Tymczasem gwiazdy – takie jak Skolimowski – to zaledwie margines całego środowiska. Większość ludzi kultury żyje bardzo, bardzo daleko od luksusu, który internet tak chętnie im przypisuje.

– Praca artystyczna to też jest praca i takie osoby jak ja, Skolim, Doda, Roxie Węgiel i wiele nazwisk, (...) jesteśmy w jakimś minimalnym procencie, (...) [osób – red.] które są na świeczniku. Ta ustawa w ogóle nie ma na celu, nie miałaby na celu pomoc ludziom uprzywilejowanym. (...) Ja jako twórca, który pracuje już od 10 lat, jako artysta, żyję z tego, (...) płacę ogromne podatki na ten kraj i chciałbym, żeby te gigantyczne podatki z moich nieraz sporych zarobków, (...) szły dla artystów, którzy są w potrzebie – mówił na skierowanym do Skolima nagraniu w mediach społecznościowych Kaminski.

Wokalista, który na trwającym Festiwalu w Opolu prowadził koncert "Debiuty", podkreślił, że "artyści to nie tylko te gwiazdy czy celebryci, których państwo tak niektórych nie lubią, tylko jest mnóstwo ludzi, których wy nie widzicie, którzy potrzebują wsparcia".

Dopłaty dla artystów nie są dla gwiazd."Niektórzy są geniuszami, o których nigdy nie usłyszycie"

I trafił w sedno. Sama pisałam w felietonie "Polacy wyzywają artystów od darmozjadów. Brawo, sami strzelacie sobie w stopę", że (przynajmniej w praktyce) rządowa ustawa chce pomóc ludziom, "którzy tworzą spektakle w małych teatrach, komponują muzykę, tłumaczą książki, piszą scenariusze, robią scenografie, pracują przy kulturze lokalnej, uczą tańca, grają koncerty dla kilkudziesięciu osób albo próbują utrzymać się ze sztuki w świecie, który coraz częściej traktuje twórczość jak darmowy content do przewijania między reklamami".

Zresztą 35-letni Ralph Kaminski – któremu dobrze się wiedzie, ale i tak nie jest w gronie gigagwiazd, które wyprzedają stadiony, jak krytykowany za AI w teledysku Dawid Podsiadło, Sanah czy Taco Hemingway – wrócił do własnych doświadczeń.

– Zadebiutowałem jako 26-latek. To, że wydałem swoją pierwszą płytę, czy drugą płytę, naprawdę nie czułem, że to jest coś, co pozwoli mi się utrzymać. Żyłem w ciągłym lęku. Moim totalnym marzeniem było to, żeby w ogóle móc się utrzymać z pracy artystycznej – mówił wokalista, który po zakończeniu studiów pracował w kawiarni (za 8 zł za godzinę) i jako nauczyciel śpiewu (stawka 30 zł za pół godziny zajęć).

Mimo to nie było mnie stać na to, żeby założyć własną, jednoosobową działalność. Nie miałem żadnego wsparcia od państwa polskiego. Bardzo długo chodziłem do urzędu pracy, bo bałem się. Po prostu nie było mnie normalnie stać, żeby sobie płacić składki, ZUS-y i wszystkie podatki. Nawet już mój menadżer w pewnym momencie mówił: jesteś osobą publiczną, nie możesz tam chodzić. Ja mówię: "jak nie mogę chodzić, przecież nie stać mnie na tą działalność" – mówił.

Dalsza część artykułu poniżej.

Kaminski powiedział wprost: "Jestem w jakimś mikro procencie artystów, którzy odnieśli komercyjny sukces. Są artyści, którzy są geniuszami, a o których nigdy nie usłyszycie". Zresztą tak samo jak Skolim, który zarabia krocie i widocznie zapomniał (lub nigdy się nie dowiedział), jak to jest walczyć o przetrwanie w artystycznym zawodzie. Inni na szczęście o tym wciąż pamiętają.

– Mam taką prośbę do ciebie, Skolimowski: weź ty chłopie przeproś może po tym, co powiedziałeś. Pamiętaj, że masz ogromną moc. Grasz 500 koncertów rocznie. Rozumiem, że cię poniosło. Mnie też czasami poniesie – zwrócił się do kolegi z branży Kaminski w swoim nagraniu. Choć chyba między panami wciąż istrzy, bo w Opolu wokalista mówił znacząco dziennikarzom (cytowany przez Telemagazyn): "Skolim? Nie wiem, kto to jest".

Pomoc artystom to inwestycja państwa. Bez kultury nie ma Polski

Niektórzy zapytają pewnie: dlaczego państwo chce pomagać tylko jednej grupie społecznej, która cienko przędzie, a olewa inne? Prawda, też się nad tym zastanawiam.

Śmieciówki, życie od wypłaty do wypłaty czy brak macierzyńskiego nie są przecież obce Polakom, którzy nie są artystami. Ludzie są zmęczeni i wkurzeni. Nic dziwnego, że kiedy nagle pojawia się projekt wsparcia dla konkretnej grupy zawodowej, wielu odbiera to jak policzek. Państwo przez lata zostawiało nas samych sobie, a nie da się budować solidarności wokół artystów, jeśli reszta społeczeństwa sama ledwo zipie. Inni też zasługują na pomoc od państwa. Tylko że to akurat nie jest wina samych artystów.

Pomoc artystom jest jednak ważniejsza, niż się wydaje. Kultura jest ważniejsza, niż się wydaje, a dokładniej polska kultura.

"Państwo wspiera kulturę nie dlatego, że artyści są "lepsi" od innych ludzi. Państwo robi to dlatego, że kultura jest jednym z najważniejszych narzędzi budowania wspólnoty, języka i tożsamości oraz fundamentalnym elementem bezpieczeństwa państwa – tak samo jak edukacja czy nauka. Kraj bez własnej kultury bardzo szybko staje się wyłącznie odbiorcą cudzej" – pisałam w naTemat.

"(...) Państwo powinno chronić ludzi kultury – nie celebrytów i nie milionerów, tylko tych, którzy realnie wypadają z systemu przez specyfikę pracy twórczej. Pracy, z której wszyscy tak chętnie korzystamy. Kultura jest inwestycją i akurat w tym rząd ma rację: próbuje nie dopuścić do sytuacji, w której w Polsce tworzyć będą już tylko ci, których na to stać. Bo jeśli każdy artysta będzie musiał zająć się wyłącznie 'normalną robotą', żeby mieć co do garnka włożyć, to prędzej czy później po prostu zostaniemy bez polskiej kultury" – dodałam.

O tym chyba też Skolim zapomniał. Team Ralph. Team polscy artyści.